Anglia wygrała pierwszą połowę, Czarnogóra drugą. Ostateczny remis nie powinien złościć zatem nikogo, szczególnie Polaków, którym rehabilituje w pewnym stopniu porażkę z Ukrainą. Co pokazało nam starcie liderów grupy H el. MŚ 2014?
1. Pierwsze danie po angielsku
Anglia zaczęła swój kluczowy mecz w
eliminacjach jakby grała na Wembley. Bez kompleksów przyssała się do piłki i od
samego początku dyktowała warunki gry. Nietypowo dla siebie była zadowolona z
długiego utrzymywania się przy piłce.
Wyspiarze zabili kreatywność
Czarnogórców w samym zarodku. Umiejętnie naciskali w środkowej strefie boiska,
czym zupełnie rozdzierali każdy pojedynczy atak pozycyjny gospodarzy. Rywale mieli
za duże odległości między swoimi zawodnikami i zaliczali zaskakująco mało podań
na połowie Anglików.
Swoją ofensywę Anglicy oparli na
barkach wysuniętego Wayne’a Rooneya.
Ten umiejętnie przytrzymywał piłkę pod bramką rywali. Z ochotą rozpędzał się na
luźniejszych bokach boiska i stamtąd inicjował większość najlepszych ataków
gości. Rooney niemal odkupił czerwoną kartkę z poprzedniego meczu w Czarnogórze
już w 3. minucie, gdy jego sprytny lob wylądował na słupku. Celniej strzelił
trzy minuty później po dośrodkowaniu Stevena
Gerrarda. Przy całej dominacji Anglików z pierwszej fazy, wynik 0:1 wydawał
się bardzo łaskawy dla Czarnogórców.
2. Drugie danie z Czarnogóry
Sytuacja w magiczny sposób odmieniła
się zupełnie w drugiej części gry. Czarnogóra zyskała olbrzymią przewagę. Mnóstwo dobrego dla gospodarzy zrobiło wprowadzenie Dejana Damjanovicia już od 46. minuty gry.
Ten zawodnik wszedł na szczyt ataku i zwiększył płynność gry ofensywnej
formacji Czarnogórców, którzy mogli swobodnie mieszać systemem między 4-2-3-1 a
4-3-3. Wreszcie mieli odpowiednio dużo graczy do wykonania właściwej pracy.
Wejście Damjanovicia cofnęło
dotychczasowego rozgrywającego Simona
Vukcevicia, co dodatkowo zwiększyło potencjał czarnogórskiego ataku. Od
pierwszej chwili drugiej połowy gospodarze odzyskali posiadanie i zepchnęli
Anglików do głębokiej obrony.
Kluczem dla zdobycia punktu było
skuteczne wykonywanie rzutów rożnych. O ich jakości dobitnie
przekonała się Polska w spotkaniu eliminacji MŚ 2014. Teraz przyszedł czas na
Anglię. Czarnogóra szczególnie centrami z lewego narożnika siała popłoch w
szeregach rywali. Dośrodkowania leciały bardzo blisko Joe Harta, który mógł stać na linii lub ryzykować wyjściem w duży tłok.
Gospodarze wreszcie skorzystali z tej okazji i po drugiej dobitce, Damjanović
wpakował piłkę do siatki na remis. Godne wynagrodzenie jego wkładu w przemianę
Czarnogóry.
3. Dwaj przyjaciele z boiska
Naturalnie przed spotkaniem Anglicy
najbardziej przyglądali się czarnogórskim gwiazdom Serie A: Mirko Vuciniciowi i Stevanowi Joveticiowi. Ich trener przyrównał
ich do duetu Ferrari w swoim ataku. Bałkańskie supermaszyny zaczęły mecz na
niskich obrotach. Vucinić stał głównie osamotniony jako wysunięty atakujący, a
Jovetić walczył na skrzydle. W pierwszej połowie obaj zafundowali Anglikom
tylko jedną próbkę swojej współpracy.
Znacznie lepiej ich duet wyglądał po
przerwie – jak i cała Czarnogóra. Razem z Damjanoviciem stworzyli trio
ofensywne. Stanęli bliżej siebie i mogli częściej wymieniać wzajemne podania.
Jovetić dostał swobodę do wejść z głębi i szybkich rajdów. Vucinić wcielił się
w głównego egzekutora ataków organizowanych przez kolegę z Fiorentiny i oddał
sam aż siedem uderzeń. Tuż przed wyrównującym golem i Jovetić, i Vucinić głośno
dobijali się do bramki Anglików, ale ostatecznie cała chwała spłynęła na ręce strzelca
Damjanovicia.
4. Ukarani za wycofanie
Anglia wyraźnie zadowoliła się
wysiłkami pierwszej połowy. Na drugą wyszła zorganizowana w system 4-5-1 z
zagęszczonym środkiem pola. Roy Hodgson chciał dowieść niskie prowadzenie.
Swoim ustawieniem Wyspiarze oddawali piłkę za darmo i rzadko wspierali Rooneya
samotnego niczym statek na pustyni.
Nastawienie Anglików dobrze oddaje
sposób przeprowadzania zmian u Hodgsona. Aż do 76 minuty, gdy Czarnogórcy
strzelili gola, selekcjoner gości nie dokonał ani jednej roszady. Był zadowolony
z dotychczasowych wykonawców poleceń. Jednak napór Czarnogóry właśnie wtedy
osiągnął swój zenit. Minutę po stracie bramki Hodgson wprowadził Ashleya Younga, swojego pierwszego i
jedynego zmiennika w Podgoricy. Dopiero wtedy Anglicy przesunęli się w przód
większą liczbą graczy i Gerrard miał dwie świetne okazje na wyrwanie zwycięstwa
w końcówce
5. Sytuacja w grupie
Remis Czarnogóry z Anglią to dobry
wynik dla Polski. Mógł być znakomity, gdyby nie wpadka biało-czerwonychz Ukrainą. Porażką w Warszawie otworzyliśmy furtkę
sąsiadom zza wschodniej granicy i teraz o awans ciągle konkurują cztery
zespoły.
Anglia jeszcze nie przegrała w
eliminacjach, ale też nie pokonała nikogo liczącego się o awans. Dlatego dotychczasowy
bilans nie odróżnia Wyspiarzy zbyt mocno od Polaków. Wygrana naszych
reprezentantów w następnej kolejce z Mołdawią ustawi nas punkt za
faworyzowanymi Anglikami. Jednak warto pamiętać, że rewanże z Polską i
Czarnogórą gracze Hodgsona zagrają u siebie. Swojej znakomitej szansy nie
wykorzystała także Czarnogóra, której zwycięstwo wypchnęłoby ich znacząco w
kierunku brazylijskiego Mundialu.
Choć porażka z Ukrainą wydawała się
końcem świata, Polakom nadal sprzyjają wyniki z innych spotkań.
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.