Środowisko piłkarskie w Polsce nadal nie może się otrząsnąć po nagłej śmierci Włodzimierza Smolarka. Jednym z tych, którzy wspominają wielokrotnego reprezentanta Polski jest Antoni Piechniczek.
Smolarek był jednym z liderów zespołu, który w 1982 roku w Hiszpanii zdobył brązowy medal mistrzostw Świata. Na ławce trenerskiej reprezentacji Polski siedział wtedy właśnie Piechniczek, który podkreślał, że Smolarek był jednym z jego ulubieńców. – Jeden z ulubionych. Śmiałem się czasem, że przez całą moją kadencję miał u mnie etat – powiedział były selekcjoner.
– Wystawiłem go w debiucie przeciwko Rumunii, występował też w ostatnim moim meczu z Brazylią na mundialu w Meksyku. Zawsze grał od początku – kontynuował. – Owszem, zmieniałem go w trakcie meczów, ale nigdy nie posadziłem na ławce rezerwowych. Dlaczego? Bo był mistrzem w strzelaniu najważniejszych goli, szczególnie w trudnych momentach, kiedy zespół potrzebował przełamania – dodał Piechniczek.
– Można mnożyć przykłady: NRD, Peru, Portugalia… Głównie z tego go zapamiętałem, ale nie tylko. Miał niesamowite serce do walki. Czasami byłem pełen uznania, kiedy miał przed sobą obrońcę o głowę wyższego i pewnie z 20 kilogramów cięższego i po starciu z nim, zamiast leżeć na murawie, gnał dalej z piłką. Wszystko to dzięki niesamowitej dynamice. Był też dobrym duchem zespołu, zawsze skory do żartów. To komuś buty związał, to gdzieś coś schował – zakończył.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.