Do piątkowego spotkania piłkarze Korony Kielce podchodzili bardzo zdeterminowani. Podopieczni Leszka Ojrzyńskiego mieli na swoim koncie tylko jeden punkt i potrzebowali zwycięstwa w starciu z Podbeskidziem Bielsko-Biała.
Rewelacja
poprzedniego sezonu rozpoczęła obecne rozgrywki beznadziejnie. Pierwszy
punkt Korona zainkasowała w poprzedniej kolejce po remisie z Ruchem
Chorzów. Zwycięstwo nad Podbeskidziem Bielsko-Biała było dla kieleckiego
zespołu sprawą priorytetową.
Wszystko dla
gospodarzy w piątkowym meczu rozpoczęło się dobrze. Pierwsze fragmenty
spotkania były dosyć chaotyczne, ale gospodarze w 19. minucie wyszli na
prowadzenie. Piłka powędrowała w pole karne Podbeskidzia, gdzie
fenomenalnym przyjęciem popisał się Marcin Żewłakow. Doświadczony
snajper uderzył mocno i bezbłędnie pokonując golkipera gości. Jak
pokazały powtórki telewizyjne, „Żewłak” znajdował się na minimalnym
spalonym. Piłkarze Korony schodzili na przerwę przy jednobramkowym
prowadzeniu.
W drugiej części meczu gospodarze szybko zdobyli drugą bramkę. Maciej Korzym bardzo łatwo oszukał defensora rywali i znalazł się w sytuacji sam na sam z Richardem Zajacem. Napastnik Korony bez problemów posłał piłkę obok bezradnego bramkarza Górali.
Radość
gospodarzy z dwubramkowego prowadzenie nie trwała długo. Już w 67.
minucie Podbeskidzie odpowiedziało. Zamieszanie w polu karnym Korony
wykorzystał Damian Chmiel, który uderzeniem z kilku metrów zdobył bramkę kontaktową. Na więcej jednak tego dnia Górali nie było stać. Korona zwyciężyła na własnym terenie 2:1.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.