W kategorii na najbardziej niespodziewany transfer letniego okna transferowego wypożyczenie bramkarza Manchesteru City Joe Harta do Torino FC nie miało konkurencji.
Pep Guardiola scenariusz odejścia golkipera napisał już kilka miesięcy wcześniej. Jakby w przerwie między treningami Bayernu Monachium przebudowę Obywateli postanowił zacząć od trzęsienia ziemi. Z drużyny wyszydzanej w Anglii za brak piłkarzy-symboli, zbudowanej z najemników za petrodolary, pozbył się zawodnika, który w City pojawił się jeszcze przed szejkami. Menedżer na jednej z pierwszych rozmów z mediami powiedział, że w jego prywatnym rankingu wyżej stoją akcje Willy’ego Caballero, dając mediom zielone światło do rozkręcenia karuzeli plotek czy klub podpisze kontrakt z nowym bramkarzem. Kiedy na poważnie zaczął się temat wykupienia z Barcelony Claudio Bravo, Guardiola budował napięcie. – Może zostanie, może odejdzie. Tak samo jest z innymi. Staram się być uczciwy wobec piłkarzy i byłem uczciwy także wobec Harta. Mam do niego szacunek jako człowieka i bramkarza. Wyjaśniłem czego oczekuję. Znalazłem się w Manchesterze City, żeby zespół grał tak, jak tego chcę ja. W sposób jakiego uczono mnie od czasów, gdy miałem 13-14 lat. Jestem tu po to, żeby przekonać piłkarzy do tego stylu – powiedział Hiszpan po pierwszej serii meczów kontrolnych, w których bronił Caballero.
Magia Barcelony
Pep z rewolucją trafił w idealny czas. Historia Harta w City to 10 sezonów, 266 meczów, 2 mistrzostwa Premier League, Puchar Anglii i cztery nagrody za najwyższą liczbę czystych kont w sezonie. Pasmo sukcesów z wieloma ale. Kiedy rozkładano na czynniki pierwsze czemu klub odbija się jak od ściany od poziomu Champions League, jako jeden z głównych powodów wskazywana była obsada bramki. Hart był solidny, jednak bez pierwiastka szaleństwa, mogącego dać coś ekstra potrzebnego do sukcesu. Nic więcej, nawet kiedy jego interwencje pozostawiły City w grze o Puchar Mistrzów po pierwszym półfinałowym spotkaniu z Realem Madryt w ubiegłym sezonie. W lipcu i sierpniu był oceniany na Wyspach przez pryzmat występu we Francji na Euro 2016, zakończonego katastrofą już w 1/8 finału. Po meczu na Allianz Rivierze w Nicei Joe jako jeden z niewielu stanął przed kamerami, tłumacząc się z zawstydzających okoliczności porażki 1:2 z Islandią. Gdyby przemknął przez strefę mieszaną do autokaru ze słuchawkami na uszach jak inni, tabloidy potem nie rozkładałyby jego każdego słowa na czynniki pierwsze, szukając ukrytego sensu jak w pokrętnych tłumaczeniach ustępującego ze stanowiska selekcjonera Roya Hodgsona. Kolejny raz Hartowi zarzucano braki w wyszkoleniu, głównie w grze nogami, szufladkując jako specjalistę niedostosowanego do wymogów dzisiejszego futbolu.
Do wytłumaczenia wartego 17 milionów funtów transferu Bravo wystarczyła magia Barcelony. Nawiązanie do sukcesów Dumy Katalonii ery Guardioli było od przejęcia w 2008 roku głównym celem dla właścicieli ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. W plotkach o odejściu z FCB Leo Messiego najczęściej łączono właśnie z City. W internetowym serwisie „Daily Mirror” opublikowano krótki tekst pod tytułem „Dlaczego Bravo powinien być pierwszym bramkarzem City”. Na mającym robić za dowód filmie golkiper, jeszcze na treningu Barcelony, przez trzy minuty broni kilka strzałów z bliskiej odległości, szybko zbierając się z murawy, potem efektownie odbija piłkę po strzałach z dystansu. Wydaje się jakby Hartowi – dalej podstawowemu golkiperowi reprezentacji – w pewnym momencie została w ojczyźnie przypięta łatka bramkarskiego analfabety.
– W zespole Guardioli bramkarz musi rozumieć taktykę i być bardzo dobrym z piłką przy nodze. Wiedzieć, kiedy grać krótko, kiedy szukać długiego podania. Hart może się rozwijać, być lepszym, ale w tym momencie różnica między tymi bramkarzami w najważniejszych dla Guardioli kwestiach jest ogromna – tłumaczył sytuację hiszpański dziennikarz, autor biografii szkoleniowca Guillem Ballague.
Psycholog Sinisa
Hart miał na stole 26 ofert. Najdłużej obowiązywała opcja pozostania w Premier League: poważnie zainteresowany nim był Everton, a wyjściem awaryjnym miał być Sunderland. Wypożyczenie do Torino było tak niespodziewane, iż w Anglii długo śmiano się, że Joe pomylił się będąc przekonanym o istnieniu tylko jednego klubu w Turynie – Juventusu. Wybór był trudny do wytłumaczenia. Wyliczano, że klub nie gra w pucharach, latem zespół opuścili za sumę 45 milionów funtów trzej podstawowi obrońcy z kapitanem Kamilem Glikiem na czele, i takim ruchem golkiper sam wypisał się z poważnego grania w piłkę. Z drugiej strony przypominano przypadek Wojciecha Szczęsnego po wypożyczeniu do Romy, gdzie Polak w ubiegłym sezonie osiągnął najbardziej stabilną formę od lat. O Harcie pisano najczęściej w temacie przyszłości w reprezentacji. W Anglii powoływanie zawodnika z zagranicznej drużyny jest wydarzeniem – bramkarz został dopiero 41. w historii kadrowiczem z klubu spoza Premier League.
W Serie A zaliczył falstart w debiucie z Atalantą Bergamo (– Zaczął od wtopy – napisała „La Gazzetta dello Sport”) zawalając pierwszą bramkę. Od tamtej pory jednak już tylko rósł. Jak przed laty w Fiorentinie Artur Boruc w trenerze Sinisy Mihajloviciu znalazł psychologa, jakiego potrzebował od lat. –To świetny facet i wspaniały profesjonalista. Bramkarz na poziomie międzynarodowym z wielką charyzmą. Jego występy sprawiają, że reszta drużyny jest bardziej pewna siebie – chwalił nową gwiazdę szkoleniowiec.
Do październikowej przerwy reprezentacyjnej doczekał się pierwszej piosenki na swoją część ułożonej przez kibiców ze słynnej trybuny Maratona. Przebój grupy Madness „Our House” przerobili na „Our Hart, in the middle of our box” (nasz Hart, w środku naszego pola karnego). Ledwie kilku tygodni potrzebował na udzielenie pierwszego wywiadu w języku włoskim, którego intensywnie uczy się od przyjazdu. O Italii opowiada tylko z pasją. W tym kraju w ubiegłym roku wziął ślub z Kimberly Crew, uważaną w Anglii za jeden z powodów huśtawki jego formy w poprzednim sezonie.
Nowy kraj, klimat i liga wpłynęły na podejście Harta do życia. W tempie la dolce vita zdystansował się od bycia na świeczniku w City, wszędobylskich tabloidów i tłumaczenia z każdego ruchu. Wykonał kilka rachunków sumienia. – Mistrzostwa Europy nie były moim najlepszym okresem. Musiałem przemyśleć to jak grałem i co zrobiłem. Mam wiele energii oraz pasji, których mogło być za dużo. Cały czas się zmieniam i rozwijam, próbując być jak najlepszym. Nauka z błędów, które popełniłem, jest z całą pewnością jedną z najlepszych metod – mówił w odpowiedzi na zarzuty o wrzaski i przekleństwa w tunelu przed meczami Albionu na francuskim turnieju, przyznając się do błędu. Po ostatnich szaleństwach w stanie pomroczności jasnej Wayne’a Rooney’a Hart został wskazany jako ten dobry i kandydat na nowego kapitana reprezentacji. Bramkarz odbudował nazwisko jeszcze w październiku kapitalnym występem przeciwko Słowenii, ratując bezbramkowy remis, a nowemu selekcjonerowi Garethowi Southgate’owi twarz w pierwszym poważnym teście na tym stanowisku. Po latach bycia jedynym poważnym kandydatem do obsady bramki w kadrze doczekał się silnej konkurencji, przed którą się obronił. W czasie rewolucji w składzie zapoczątkowanej po Euro 2016 przez Sama Allardyce’a głowa Harta nie poleciała. Na szansę w meczach o punkty Fraser Forster z Southamptonu i Jordan Pickford z Sunderlandu muszą jeszcze poczekać.
Daleko od Neuera
W wędrówce do góry pomógł mu też Bravo. Słaby występ w derbach Manchesteru przeciwko United, kiedy powinien wylecieć z boiska za faul na Rooneyu i źle zachował się w bramkowej akcji Zlatana Ibrahimovicia, pokazał jak bardzo Chilijczyk jest nieprzystosowany do realiów Premier League. Seria błędów w pierwszym meczu w fazie grupowej Ligi Mistrzów z Barceloną – zachowanie przy golu Messiego, podanie do Luisa Suareza i czerwona kartka – udowodniła, że nieprzypadkowo w tych rozgrywkach był do tej pory rezerwowym oglądającym w akcji Marca-Andre ter Stegena.
– Kiedy ma piłkę przy nodze nie mam do niego zaufania. Nie jest to taki wspaniały piłkarz, jak uważają kibice. Bravo musi wybić piłkę, kiedy to jest potrzebne. Nie wiedział, że jest 14 metrów przed polem karnym? Dlaczego zagrał taką piłkę? Przez to City przegrało mecz – mówił w telewizyjnym studiu wieloletni piłkarz The Citizens Richard Dunne. Komentarz padł po spotkaniu z Dumą Katalonii, gdy słowa uznania byłyby równe szaleństwu. Opinie na dłuższym dystansie znalazły potwierdzenie w statystykach.
Bravo góruje nad Hartem głównie w liczbie krótkich podań. To fundament zbudowania postaci bramkarza-libero w stylu Manuela Neuera z Bayernu, dlatego Guardiola od początku mówił o swoim nowym piłkarzu tylko dobrze. Hart wygrywa w ważniejszych statystykach, jak procent obronionych strzałów czy wyłapanych. W pierwszych pięciu ligowych meczach Bravo wypuścił z rąk aż trzy dośrodkowania, w całej PL na tym dystansie sytuacja zdarzyła się tylko dziewięciokrotnie.
– Ma silną psychikę. Jest wysoki, szybki, ma dobre przygotowanie mentalne – opisywał Anglika Giovanni Galli, były bramkarz reprezentacji Włoch, Napoli, Parmy, z Milanem dwukrotny zdobywca Pucharu Mistrzów, uznawany za duży autorytet w temacie. – Sztab szkoleniowy w Torino jest idealną grupą, aby mu pomóc. Muszę przyznać, że popełnia błędy techniczne. W Anglii trening golkiperów koncentruje się bardziej na stronie fizycznej niż technicznej. Widziałem jak szkolą bramkarzy w Premier League. Wszystko opiera się na budowaniu siły i zwinności. Więcej pracują nad ustawianiem się i bronieniem rękami. W Turynie Joe ma wielką szansę rozwoju.
Guardiola nie ma nieskończonego kredytu na obronę Bravo teorią o budowaniu tiki-taki zaczynając od pozycji bramkarza. Kibice City przejrzeli, że w zamian za podstawowego bramkarza reprezentacji z bogatym międzynarodowym doświadczeniem dostali starszego piłkarza, który w futbol na poziomie, o jakim marzą, zaczął bawić się dopiero w połowie 2014 roku.
Torino zapewniło sobie opcję wykupienia Harta po sezonie. Przyszłość 29-latka może zależeć też od planów Antonio Conte. Menedżer Chelsea Londyn oglądał bramkarza z trybun w zwycięskim meczu z Fiorentiną, jako potencjalnego następcę Thibuat Courtoisa, który po pierwszym sezonie spędzonym w Anglii popadł w przeciętność.
Michał Czechowicz
TEKST UKAZAŁ SIĘ W NAJNOWSZYM WYDANIU TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”