Przejdź do treści
Piłka i polityka w dawnym bloku wschodnim

Ligi w Europie Świat

Piłka i polityka w dawnym bloku wschodnim

Kiedy w sezonie 2005-06 drużynie Dynama Moskwa zajrzało w oczy widmo spadku, kibice próbowali „motywować” zawodników na różne sposoby. Pewnego razu wywiesili baner z budzącą postrach podobizną Ławrientija Berii, dawnego fana i politycznego „opiekuna” klubu, z podpisem „On wszystko widzi”.




RAFAŁ KOBYLARCZYK

Bardzo często wydawało się z zewnątrz, że partia czy państwo to monolit. Tymczasem na różne sposoby ośrodki, głównie władzy, rywalizowały ze sobą, a że kluby piłkarskie były „pod kroplówką” – kopalni, zakładów zbrojeniowych – to schemat był powtarzany przez inne kraje Układu Warszawskiego – tłumaczy Zbigniew Rokita, redaktor dwumiesięcznika „Nowa Europa Wschodnia”, autor książki „Królowie strzelców. Piłka w cieniu imperium”, która jest reporterską podróżą po linii styku sportu i polityki na terenie Europy Wschodniej. Nie bez przyczyny były Dynama (w Polsce Gwardie), związane ze służbą bezpieczeństwa i milicją, Lokomotiw, którego doglądał m.in. Łazar Kaganowicz, odpowiedzialny za transport w ZSRR, czy Torpedo z postacią Iwana Lichaczowa, ważnej persony w sowieckim przemyśle. Nie ulega jednak wątpliwości, że najbardziej znanym kibicem w dawnym ZSRR był wspomniany Beria, zbrodniarz komunistyczny i szef NKWD. Najpierw był fanem Dinama Tbilisi, a później tego moskiewskiego. Skalę jego uwielbienia dla Dynama ze stolicy obrazuje sytuacja, zapisana we wspomnieniach Borisa Pachadze, a przytoczona przez Jonathana Wilsona w książce „Behind the curtain”. 

– Pewnego razu powiedziałem Berii, że byłoby lepiej, gdyby ludzie mogli powiedzieć, że Dinamo (Tbilisi – przyp. red.), było kilkakrotnie mistrzem ZSRR. On wtedy dostał szału i zaczął krzyczeć, że mistrzami mogą być jedynie kluby z Moskwy lub Kijowa, a my powinniśmy zaakceptować drugie miejsce – relacjonował gruziński napastnik, który całą karierę spędził w obecnej stolicy Gruzji. 


Transfery pozaboiskowe

Począwszy od połowy lat 30., mistrzami faktycznie były kluby z Moskwy albo Kijowa. Pierwszym składem, który przełamał tę dominację, był w 1964 roku, czyli 11 lat po śmierci Stalina i Berii, właśnie ten z Tbilisi. Czy wyniki ligowych rozgrywek, które zdawały się potwierdzać „profetyzm” tego ostatniego, można więc traktować jako wiarygodne? 

– Za decyzją, że np. Dynamo Moskwa, a nie Tbilisi ma wygrać ligę, czy osiągać lepsze wyniki, szła wysyłka najlepszych piłkarzy do Moskwy. Nie trzeba wszędzie dopatrywać się polityki, chociaż było jej sporo w Związku Radzieckim, to przecież poniekąd normalna sytuacja, jeżeli możemy rozpatrywać Erywań, Tbilisi jako pewne rezerwy Dynama. Nikt teraz nie robiłby wyrzutów, powiedzmy Barcelonie, że do zespołu centralnego wysyła najlepszych piłkarzy. Nie jest to analogia 1:1, ale w tamtych czasach zachowana była taka logika. Czy poziom z boiska był przekładalny na sytuację w tabeli? Nie zawsze, bo wpływ miała siła patronów – tłumaczy Rokita i jednocześnie przytacza historię Zenitu Leningrad z 1967 roku. ZSRR obchodził 50-lecie rewolucji październikowej. Istniało realne ryzyko, że świętowanie zepsuje reprezentant najwyższej klasy rozgrywkowej z tego miasta, który na koniec sezonu uplasował się w tabeli na ostatnim miejscu, co normalnie oznaczałoby spadek. By temu zapobiec, powiększono ligę i Zenit został utrzymany. 

Sowieci mieli słabość do rocznic. W 1954 roku, kiedy grający na drugim poziomie rozgrywkowym Spartak (obecny Ararat) Erywań doszedł do finału Pucharu ZSRR, pojawiło się ryzyko, że kijowskie Dynamo, które było jego rywalem, może sobie nie poradzić. Mijało dokładnie 300 lat od momentu zjednoczenia Rosji i Ukrainy, więc, według wersji ormiańskiej, ustalono, że to Dynamo sięgnie po puchar. Spartaka pozbawiono prawidłowo zdobytego gola, nie podyktowano dwóch karnych, a zwycięska bramka dla drużyny z Kijowa padła po spalonym Michaiła Komana. Później jeszcze Aksel Vartanyan, który bada dzieje sowieckiego futbolu, ujawnił, że piłkarze Dynama Kijów w tamtym sezonie przyjmowali niedozwolone substancje. Takie historie, chociaż niemożliwe do zweryfikowania, stanowiły cios dla fanów klubów z Tbilisi czy Erywania, które były pewnego rodzaju reprezentacjami odpowiednio gruzińskiej i ormiańskiej społeczności. Silniejsi byli jednak czasami bezwzględni.

A przekonało się o tym m.in. złote dziecko radzieckiego futbolu, Eduard Strielcow, którego historia do dziś nie jest do końca jasna. Oficjalna wersja stanowi, że dopuścił się gwałtu, a jedna z nieoficjalnych, że służby bezpieczeństwa ukarały go za odmowę przejścia z Torpedo do Dynama Moskwa. Został skazany na 12 lat więzienia, wyszedł po siedmiu.

Transfery do klubów, za którymi stały „większe możliwości”, nie były niczym dziwnym także w Polsce. Lucjan Brychczy tak imponował na początku lat 50. trenującemu wówczas Legię Janosowi Steinerowi, że dostał powołanie do wojska na pół roku przed terminem. Kazimierz Deyna został zgarnięty z Łodzi przez wojskowych już po debiucie w ŁKS. W jego przypadku doszła jednak dużo poważniejsza kwestia unikania służby wojskowej. Niewiele brakowało, a piłkarzem CWKS zostałby Gerard Cieślik. Napastnik chorzowskiego Ruchu został na Śląsku tylko dzięki interwencji „wyżej” i takie same kroki próbowano podjąć w przypadku Roberta Gadochy, lecz działacze warszawscy byli ponad krakowskimi.

Cuda, a bardziej dziwy
W Związku Radzieckim podstawą piramidy były poszczególne republiki, w tym uprzywilejowana względem innych ukraińska, gdzie przez wiele lat bardzo ważną postacią był Wołodymyr Szczerbycki, lider Ukraińskiej Partii Komunistycznej, a w latach 1972-89 jej pierwszy sekretarz. Jak mówił Wilsonowi ukraiński trener Jożef Sabo, Szczerbycki był wielkim piłkarskim fanem. 

– Jeżeli tylko w Dnipro, Szachtarze albo innym ukraińskim klubie pojawił się dobry zawodnik, wystarczyło, że wykonał jeden telefon i zawodnik pojawiał się w Kijowie. Bez pieniędzy, bez niczego – tłumaczył szkoleniowiec.

Protekcji i przepychanek nie brakowało również w innych krajach bloku wschodniego. W Rumunii klubem Nicolae Ceausescu – a także jego syna, Valentina – była bukareszteńska Steaua, po drugiej stronie w stolicy było Dinamo. Nie bez przyczyny do dzisiaj pozostają najbardziej utytułowanymi klubami w historii rumuńskiej piłki – pierwszy, wojskowy był odpowiednikiem moskiewskiego CSKA, Vorwaerts Berlin i warszawskiej Legii, a drugi znajdował się pod opieką milicji i służb. Wzajemnie uprzykrzały sobie życie. Dinamo np. miało sprawdzony sposób na Tudorela Stoicę, kapitana rywali. Aby go zdekoncentrować przed ważnymi spotkaniami, kontaktowalno się z lokalną policją w Galati, gdzie mieszkał jego ojciec, i nakazywano jego areszt. O powód nie było trudno, bo Stoica senior lubił zaglądać do kieliszka. W latach 70. i 80. oba kluby traktowane były niemal jak dobro narodowe Rumunii. Steaua zanotowała serię 104 meczów w lidze bez porażki, mimo że wiele spotkań było przeciąganych poza regulaminowy czas gry. Na pomoc przeciwników mogli za to liczyć Dudu Georgescu, Rodion Camataru i Dorin Mateut. Trzej rumuńscy zdobywcy Złotego Buta, jeszcze sprzed czasu, kiedy brano pod uwagę współczynniki wynikające ze skali trudności ligi, byli czasem zagrzewani do strzelania goli przez kibiców rywali. Na jednym z meczów z Rapidem, fani tego klubu dopingowali: „Próbuj bardziej Camataru, musisz trafić jeszcze co najmniej dwa razy!”.

Ciekawa jest historia FC Olt Scornicesti, klubu z rodzinnej miejscowości Nicolae. Niemal na pewno ten zespół awansował do najwyższej klasy rozgrywkowej dzięki dodatkowej pomocy. W 1974 roku grał jeszcze na trzecim poziomie rozgrywkowym, cztery lata później na zapleczu najwyższej ligi, by po zaledwie roku zameldować się na pierwszym szczeblu. Do kuriozalnej sytuacji miało dojść w ostatnim meczu na trzecim poziomie rozgrywkowym, kiedy klub ze Scornicesti potrzebował wygrać różnicą wielu bramek z Electrodul Slatina. Podobno już po ostatnim gwizdku prezydent klubu z rodzinnego miasta Ceausescu źle usłyszał wynik drugiego meczu, więc kazał piłkarzom wrócić spod pryszniców na boisko i grać do momentu, aż liczba goli będzie się zgadzać. Wynik? 18:0.

Wątek reprezentacyjny
Ciekawy wątek jugosłowiański dotyczy meczu z ZSRR podczas igrzysk olimpijskich w Helsinkach w 1952 roku. W pierwszym starciu padł remis 5:5, w drugim Jugosławia wygrała 3:1, a niektóre nagłówki brzmiały jak wyrok na sowieckich piłkarzy: TITO 3 – STALIN 1. Przywódca sowieckiej Rosji, chociaż piłką się nie interesował, był wściekły, co odczuli sami piłkarze. CSKA zostało wykreślone z ligowych tabel (tu miał pomóc Beria), a Konstantin Kriżewski, Anatolij Baszaszkin i Konstantin Bieskow zostali ukarani dożywotnią dyskwalifikacją za „niszczenie prestiżu państwa radzieckiego”. Później kary skrócono, a skazani i tak mogą mówić o szczęściu, bo w 1938 roku Konstantin Sczepocki z Dynama Kijów był przez siedem lat torturowany by przyznał się, że jest polskim szpiegiem, ponieważ nie chciał nosić medalu, danego mu na upamiętnienie dwudziestej rocznicy rewolucji bolszewickiej.

Nie licząc węgierskiej Złotej Jedenastki, która również powstała przy pomocy władzy kierującej piłkarzy do Honvedu, reprezentacje z bloku wschodniego nigdy nie były stawiane w roli murowanych faworytów do zdobycia mistrzostwa świata. Skorzystały one jednak z tego, że istnieją igrzyska olimpijskie i zrobiły z nich nieoficjalny mundial dla siebie. Zgodnie z przepisami, w igrzyskach mogli brać wtedy udział jedynie amatorzy, którzy nie pobierają pensji za uprawianie sportu. Chociaż nieoficjalnie piłkarze dostawali za to pieniądze, to oficjalnie byli na co dzień mechanikami, spawaczami i motorniczymi, więc dostawali wynagrodzenie za konkretną pracę. Gdyby spojrzeć na złotych medalistów kolejnych igrzysk, w 1948 roku złoto zdobyła Szwecja, a potem kolejne należały do państw bloku wschodniego i dopiero w 1984 roku złoto przypadło Francji – prawdopodobnie tylko ze względu na bojkot tego turnieju ze strony państw bloku wschodniego. 

Futbolus sovieticus
Wiele klubów, z których teraz kojarzona jest piłka krajów Europy Środkowo-Wschodniej, powstało z inicjatywy służb lub resortów. Steaua – obecnie FCSB – i Dinamo Bukareszt, Partizan i Crvena Zvezda z Belgradu oraz CSKA Sofia to tylko ich przykłady. Można postawić pytanie, czy gdyby nie opisane działania i pewna polityczna protekcja, doczekalibyśmy takiego pokolenia Bułgarów, Rumunów i Chorwatów, jak te w latach 90. Nie jest pewne, czy gdyby większość piłkarzy reprezentacji Węgier nie mogła na co dzień trenować w Honvedzie, to byliby Złotą Jedenastką. Można się zastanowić, czy Walery Łobanowski byłby dzisiaj wymieniany w gronie najlepszych europejskich trenerów w historii, gdyby nie miał w Dynamie Kijów do dyspozycji tych samych zawodników co w reprezentacji ZSRR.

– Jasne, pewne zjawiska w futbolu Europy Wschodniej są wypaczone, ale możemy wziąć za punkt odniesienia filozofię de Coubertina, spojrzeć z tej perspektywy na futbol na Zachodzie i wówczas zastanowić się, jak bardzo tam zapomniano o tej filozofii – uważa Rokita.
Interwencje transferowe? Podobnie jak z przejściem Di Stefano do Realu. Niedozwolone substancje? Do tej pory nie jest oczywiste, czy nerazzuri Helenio Herrery czegoś nie zażywali. Korupcja, ustawianie spotkań? Choćby Włochy widziały niejedną aferę. W przypadkach zarówno wschodnich, jak i zachodnich, piłką targały podobne zjawiska. Różni się tylko ich jaskrawość i perspektywa, z której się na nie patrzy.

Źródła: Jonathan Wilson „Behind the curtain”, Marc Bennetts „Football Dynamo”, Stefan Szczepłek „Moja historia futbolu” cz. 1 i 2, Zbigniew Rokita „Królowie strzelców. Piłka w cieniu imperium”, publikacje: „Guardian”, „Los Angeles Times”, BBC, „Marca”.


TEKST UKAZAŁ SIĘ W NUMERZE 15/2020 TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 4/2026

Nr 4/2026

Ligi w Europie Świat

Bezpardonowy faul w meczu Porto! Legenda brutalnie potraktowana przez rywala [WIDEO]

FC Porto pokonało Gil Vicente 3:0 w swoim ostatnim ligowym meczu. Jakub Kiwior i Jan Bednarek rozegrali pełne 90 minut, a Oskar Pietuszewski wszedł z ławki rezerwowych w 77. minucie. Kilka minut wcześniej Martin Fernandez wyleciał z boiska za brutalny faul na Thiago Silvie.

Bezpardonowy faul w meczu Porto! Legenda brutalnie potraktowana przez rywala [WIDEO]
Czytaj więcej

Ligi w Europie Świat

On wciąż to ma! N’Golo Kante z pięknym golem! [WIDEO]

Al-Ittihad pokonało Al-Okhdood 2:1 w Saudi Pro League. Drugiego gola dla zwycięzców zdobył N'Golo Kante, który popisał się świetnym strzałem z dystansu.

On wciąż to ma! N’Golo Kante z pięknym golem! [WIDEO]
Czytaj więcej

Ligi w Europie Świat

Jest przełom w sprawie Polaka! Transfer bliski finalizacji

Blisko sfinalizowania transferu jest kilkukrotny reprezentant Polski. Według najnowszych informacji przełamany został impas pomiędzy negocjującymi klubami.

2025.06.06 Chorzow
pilka nozna Mecz TowarzyskiPolska - Moldawia
N/z Bartosz Slisz, Jakub Moder radosc gol bramka, Jakub Kiwior, Mateusz Bogusz, Sebastian Walukiewicz
Foto Marcin Karczewski / PressFocus

2025.06.06 Chorzow Friendly match Poland - MoldaviaBartosz Slisz, Jakub Moder radosc gol bramka, Jakub Kiwior, Mateusz Bogusz, Sebastian Walukiewicz
Credit: Marcin Karczewski / PressFocus
Czytaj więcej

Ligi w Europie Świat

Endrick show! Brazylijczyk z hat-trickiem w Ligue 1 [WIDEO]

Olympique Lyon pokonał Metz aż 5:2. Trzy bramki zdobył Endrick, który notuje kapitalne wejście do francuskiego klubu po wypożyczeniu z Realu Madryt.

Endrick show! Brazylijczyk z hat-trickiem w Ligue 1 [WIDEO]
Czytaj więcej

Ligi w Europie Świat

Oficjalnie: Sebastian Szymański odchodzi z Fenerbahce

Sebastian Szymański oficjalnie poinformował o odejściu z Fenerbahce. Reprezentant Polski opublikował pożegnalny wpis w mediach społecznościowych, a według doniesień medialnych jego kolejnym kierunkiem może być francuska Ligue 1.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Sebastian Szymanski 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej