Co się dzieje na Camp Nou i w jego okolicach na osiem godzin przed rozpoczęciem najważniejszego meczu sezonu, jakim zawsze jest ligowe spotkanie z Realem? – z Barcelony donosi Leszek Orłowski. Pod kasami kłębi się tłum ludzi. Rzucone zostały bowiem ostatnie bilety, te, z których posiadacze karnetów zrezygnowali w ostatniej chwili. W osobnej kolejce stoją socios Barcy, którzy abonamentów nie mają, w osobnej członkowie klubów kibica, w osobnej pozostali chętni. Nie ma koników, bo w takiej sytuacji nie mieliby klientów; uaktywnią się później. Policja zamyka poszczególne ulice dojazdowe. Straganiarze rozstawiają swoje kramy z pamiątkami FCB. Przybysze zza granicy odbywają przedmeczowy rekonesans, słychać polski i japoński, połączony z wizytą w sklepie FCB, gdzie, mimo olbrzymiej powierzchni, nie dałoby się chyba igły wcisnąć. Komentatorzy telewizyjni szukaj ą po wszelkich zakątkach mitycznej pani Karen, która ma ich akredytacje, ale także tysiąc innych obowiązków i jest w ciągłym biegu…
Tłumy kibiców zaczną ściągać dopiero około 17. Dopiero wtedy to, że odbywa się tu wielki mecz, da się zauważyć także na przebiegającej opodal stadionu Avenida Diagonal, gdzie na razie toczy się zwykłe życie.
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.