Za nami pierwsze starcie – premierowa kolejka 51 sezonu Bundesligi. Ekstraklasy, która zdaniem mediów i kibiców w kraju między Odrą i Renem, nie tylko jeśli chodzi o aktywność na rynku transferowym, coraz bardziej upodabnia się hiszpańskiej La Liga.
KAZIMIERZ OLESZEK ZE STUTTGARTU
Peter Hess na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung” pisze w zapowiedzi nowego sezonu Bundesligi, że Bayern Monachium i Borussia Dortmund to Real i Barcelona Bundesligi. Oczywiście – co najmniej!
Duety do mety
Oba kluby wydały na nowych piłkarzy prawie tyle samo co pozostali rywale w czempionacie Niemiec. Bawarczycy lekką ręką wyłożyli 62 miliony na Mario Goetze (Borussia Dortmund) i Thiago Alcantarę (FC Barcelona). Z kolei BVB bez większych ceregieli zapłaciła 47 milionów euro za Henricha Mchitarjana (Szachtar Donieck) i Pierre’a-Emericka Aubameyanga (Saint-Etienne). Szesnastka konkurentów tego duetu wysupłała razem 105 milionów na nowych graczy. Proporcje mogą jeszcze ulec zmianie zarówno w jedną, jak i drugą stronę, gdyż okno transferowe zamyka się dopiero 2 września.
– Czujemy się trochę jak ubodzy krewni potentatów z Monachium i Dortmundu – mówi mi przy okazji obserwacji z ramienia UEFA meczu III rundy kwalifikacji Ligi Europy VfB Stuttgart – Botew Płowdiw Ulrich Ruf, wiceprezydent, odpowiedzialny za finanse i administrację w tym pierwszym klubie. – Mistrz ma budżet na poziomie 400 milionów euro, BVB – 250 milionów. Skoro obroty całej Bundesligi wynoszą 2 miliardy euro, łatwo policzyć, że dwaj potentaci przerabiają na swoje potrzeby prawie jedną trzecią tej sumy.
Jeśli liczby nie kłamią, to czyż można się dziwić przepowiedniom opiniotwórczej gazety „Die Zeit”? Ten sezon będzie wewnętrzną sprawą finalistów ostatniej edycji Champions League. Miliony widzów na stadionach i przed ekranami telewizyjnymi zamiast meczów piłkarskich będą skazani na emocje, które panują w tenisie stołowym: Bayern, Dortmund; Bayern, Dortmund; Dortmund, Bayern; Bayern, Dortmund.
Dominacja tych dwóch klubów w rozgrywkach oznacza, że mecze z ich udziałem będą najczęściej pokazywane na ekranach telewizyjnych. – Narzekaliśmy, że przedstawiciele naszego futbolu nie odnosili sukcesów na arenie międzynarodowej – mówi dyrektor wykonawczy zarządu Bundesligi Christian Seifert. – Kiedy mamy powód do dumy po ostatnim finale LM, to zaczynamy wybrzydzać, że telewizja pokazuje głównie mecze Bayernu i BVB. Skoro zależy nam na promocji Bundesligi w różnych zakątkach świata, to czyż najlepszą reklamą nie są finaliści ostatniej edycji Champions League?
W wywiadzie z „Die Zeit” Zeifert ze względów politycznych nie chce się odnieść się do kwestii, dlaczego grono klubów, które będą się liczyły w walce o mistrzostwo Niemiec, jest tak wąskie. Odpowiedź, że są za biedne, nie jest dla gazety satysfakcjonująca. Należy zapytać, dlaczego Schalke, Hamburger SV, VfB Stuttgart, które mają za sobą sukcesy sportowe, porównywalne pod względem pojemności stadiony piłkarskie z Bayernem i BVB, odstają tak bardzo od nich pod względem obrotów. Wydaje się, że różnica tkwi po prostu w kiepskim zarządzaniu. Kojarzony z koncernem Mercedesa VfB Stuttgart szuka sponsorów, gdzie się tylko da. Niedawno odbyły się wybory prezydenta, które wygrał w cuglach były dyrektor wykonawczy w firmach produkujących sprzęt sportowy Nike i Adidas Bernd Wahler. W młodości był on także zawodnikiem drużyn juniorskich i młodzieżowej tego klubu.
(…)
Cały artykuł w najnowszym wydaniu tygodnika Piłka Nożna
Bayern zdecydował ws. Harry’ego Kane’a. Rozmowy już trwają
Włodarze Bayernu Monachium są niezwykle zadowoleni ze współpracy z Harry’m Kane’em. Jego aktualny kontrakt wygasa za półtora roku, ale Bawarczycy już teraz chcą zapewnić sobie usługi Anglika na kolejne lata.
Sensacja w Monachium! Bayern przegrał z Augsburgiem [WIDEO]
Bawarczycy doznali pierwszej porażki w sezonie 25-26. Pierwszymi pogromcami ekipy Kompany'ego okazał się derbowy rywal – FC Augsburg, który w ostatnim kwadransie zdobył dwie bramki na wagę trzech punktów.