Po 12. kolejki La Ligi: Ten ostatni raz na Calderon
W ostatnich latach przyzwyczailiśmy się do tego, że Realowi Madryt nie gra się łatwo w meczach z lokalnym rywalem. Atletico stawiało Królewskim twarde warunki i nawet jeśli przegrywało, to po zaciętej walce. W minioną sobotę byliśmy świadkami odstępstwa od reguły, ponieważ Los Blancos wygrali pewnie i wysoko, a jakby tego było mało pobili przeciwnika na jego własnym boisku.
Cristiano Ronaldo z wielkim hukiem pożegnał się z Vicente Calderon (foto: Ł.Skwiot)
Kibice w Madrycie żyli starciem na Vicente Calderon od wielu tygodni. Real przewodził przed nim w tabeli, a Atletico po kilku wpadkach nie mogło już sobie pozwolić na kolejną. Wydawało się, że podopieczni Diego Simeone mają wszelkie atuty do tego, by ponownie napsuć krwi lokalnemu rywalowi, tym bardziej, że ten przystąpił do meczu dość poważnie osłabiony. Zinedine Zidane nie mógł skorzystać w sobotę z takich piłkarzy jak Toni Kroos, Sergio Ramos, Pepe, Casemiro czy Alvaro Morata i wszyscy się zastanawiali, jakie będzie miało to przełożenie na poczynania całego zespołu.
Jak się okazało, mocno osłabiony Real rozegrał na Calderon znakomite zawody i po trzech trafieniach Ronaldo wygrał (3:0). Portugalczyk udowodnił więc krytykom, że uznawanie go już za piłkarza, którego kariera znajduje się na równi pochyłej jest przesadą, a jakby tego było mało, ustanowił dwa bardzo ciekawe rekordy. Po pierwsze, Ronaldo jest pierwszym piłkarzem, któremu udało się dwukrotnie upolować hat-tricka na boisku Atletico – pierwszego zapisał na swoim koncie w 2012 roku. Po drugie, lider Realu wyrównał osiągnięcie Leo Messiego i także ma już w swoim dorobku dziesięć bramek zdobytych pod adresem Paseo Virgen del Puerto.
– To była bardzo ważna wygrana, ponieważ niewielu zespołom uda się przyjechać na Vicente Calderon i wywalczyć trzy punkty. Nam się to udało, a jakby tego było mało, dokonaliśmy tej sztuki w bardzo dobrym stylu – powiedział Zidane.
Dodatkowym smaczkiem sobotniego meczu był fakt, że obie drużyny spotkały się na Calderon po raz ostatni. Atletico i Real stoczyły na nim od 1966 roku aż 66 batalii, z czego jedynie 15 padło łupem gospodarzy, 29 razy triumfowali goście, a 22 spotkania kończyły się remisami. Kolejne derby, Atletico rozegra u siebie już na nowym stadionie – pięknym 66-tysięcznym Estadio La Peineta.
Today, the Calderon will hold its last Derby (Atlético moving to another stadium). 65 derbies: Real Madrid won 28 – drew 22 – lost 15 [as] pic.twitter.com/1dlp5rsgAj
Cieszyli się kibice Realu, natomiast zbyt wielu powodów do zadowolenia nie mieli sympatycy Barcelony. Duma Katalonii bez mającego problemy żołądkowe Leo Messiego i zawieszonego za nadmiar żółtych kartek Luisa Suareza zaledwie zremisowała na Camp Nou z dużo niżej notowaną Malagą.
Tylko jeden wywalczony punkt oznacza, że Barcelona ma ich aktualnie 26 na swoim koncie. Tak słaby dorobek po dwunastu kolejkach jest najgorszym wynikiem Barcelony od sezonu 2007-08, kiedy to u sterów katalońskiego zespołu stał Frank Rijkaard. Co więcej, Barcelona zanotowała także najgorszy start do rozgrywek, jeśli chodzi o mecze przed własną publicznością od sezonu 2003-04.
– Nieobecność Messiego i Suareza nie może być dla nas żadną wymówką – powiedział po sobotnim spotkaniu Sergio Busquets. – To jasne, że kiedy ich nie ma, to odczuwamy ich brak, ale to nie możemy się tak tłumaczyć – dodał reprezentant Hiszpanii.
***
Jak wygląda sytuacja w tabeli Primera Division po dwunastu rundach spotkań? Liderem jest Real Madryt, który ma na swoim koncie 30 punktów i o cztery wyprzedza Barcelonę. Strata Atletico do pierwszego miejsca to już dziewięć „oczek”, co bardzo uszczupla szanse drużyny Simeone na tytuł mistrzowski.
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.