Biało-czerwoni po raz ósmy w historii wystąpią w finałach mistrzostw świata! Polscy kibice czekali na taki moment długo, od turnieju w Niemczech w 2006 roku, ale najważniejsze, że wreszcie się udało. Zespół Adama Nawałki objął prowadzenie w grupie E już po czwartej serii spotkań i, choć później nie obyło się bez zakrętów i sporej dawki stresu, od tamtej pory skutecznie bronił pierwszego miejsca. Jedynego zapewniającego bezpośredni awans na mundial w Rosji w 2018 roku.
ADAM GODLEWSKI
Sukces ma zwykle wielu ojców, i nie inaczej wywalczenie awansu będzie odbierane i komentowane obecnie. W naszej sytuacji nie sposób – niczym przy recenzji dobrego filmu – nie wyróżnić jednak reżysera i odtwórcy głównej roli. Prawda jest bowiem taka, że trener Nawałka i Robert Lewandowski byli absolutnie kluczowymi postaciami tego 10-odcinkowego, niepozbawionego dramaturgii eliminacyjnego serialu.
Reżyseria – na 8 w skali do 10
Można oczywiście się spierać, czy to selekcjoner jest szczęściarzem, że trafił na najlepszy (dotąd) okres w karierze Lewego, czy też to RL9 powinien bardziej dziękować niebiosom, że w kadrze wreszcie trafił na szkoleniowca, który nie tylko przekazał mu opaskę, ale i tak ustawił grę, że wreszcie potencjał najlepszego strzelca w historii naszej reprezentacji został w pełni wykorzystany. Tyle że nawet tak zdefiniowany spór jakoś szczególnie nie podzieli kibiców. Poza sporem pozostaje bowiem, że Robert jest piłkarzem genialnym, zaś Nawałka – selekcjonerem wybitnym. Pierwszym, który wprowadził polski zespół do finałów MŚ i ME.
Po udanych finałach Euro 2016 reprezentacja Polski przystępowała do eliminacji mundialu jako faworyt grupy, ale godzi się przypomnieć, że – pod koniec lipca 2015 roku – została wylosowana z (dopiero) trzeciego koszyka. Rumuni (wówczas siódma drużyna w światowej klasyfikacji) byli w pierwszym, zaś Duńczycy (wtedy 22 pozycja w zestawieniu FIFA) – w drugim. Ówczesny ranking biało-czerwonych (34 miejsce) jeszcze nie powalał. Nasza drużyna znajdowała się już jednak na solidnej fali wznoszącej, i wraz z upływem czasu systematycznie nabierała jakości. Tyle że już na starcie eliminacji MŚ ’18 okazało się, że siła naszego zespołu może także powodować jego… słabość, choć – ale tylko z pozoru – brzmi to nielogicznie. Dobry wynik we Francji skutkował bowiem nie tylko rekordowymi transferami polskich piłkarzy do uznanych klubów, ale także znacznym wzrostem… miłości własnej. Ba, (niektórzy) reprezentanci tak bardzo zakochali się w sobie, że z odlotu wrócili dopiero po meczach z Kazachstanem, Danią i Armenią. Skończyło się remisem na inaugurację w Astanie i tzw. aferą hotelowo-dywanową na kolejnym zgrupowaniu, po którym kibice dowiedzieli się, że kadrowicze lubią nie tylko pobawić się po świt, ale i nie wylewają za kołnierz. W tym momencie po raz pierwszy (w tym cyklu) bardzo istotna okazała się rola trenera. Nawałka – jak sam by to określił – zareagował właściwie na zaistniałą sytuację. Zupełnie rozładował napięcie, ale jednocześnie był bardzo lojalny wobec zawodników. Nawet w prywatnych rozmowach nie pozwalał sobie na rozwijanie wątku. A z opresji wyszedł tak, że – w sposób niezwykle taktowny i elegancki – podziękował za reprezentacyjny rozdział Arturowi Borucowi.
Wstrząsy wewnątrz drużyny były jednak z pewnością o wiele bardziej odczuwalne niż na zewnątrz, czego dowiódł mecz w Bukareszcie – bodaj najmądrzej rozegrany na wyjeździe od co najmniej dekady. Mimo tego, że okoliczności okazały się bardzo niewygodne, Lewandowski był przecież przez kilka minut ogłuszony przez rzuconą pod jego nogi petardę. Zakręt został jednak wzięty po mistrzowsku, w bardzo trudnym momencie zespół pokazał, że ma… cojones i potrafi zrobić użytek z posiadanej jakości. Niedługo później Nawałka był już po… operacji więzadeł i chrząstki stawowej w kolanie. Uraz i skutki zabiegu odczuwał przez kilka miesięcy i w tym okresie unikał pojawiania się na publicznych spotkaniach. Dbałość o wizerunek wcale nie była największym problemem naszego trenera w tamtym okresie, oprócz bólu kolana zmagał się bowiem także z bólem głowy. Najpierw wywołanym zerwaniem więzadeł przez Arkadiusza Milika, a później kontuzją i fatalną pozycją w PSG Grzegorza Krychowiaka. Wypadnięcie każdego z tak kluczowych zawodników skutkowało oczywiście koniecznością przemodelowania ustawienia i taktyki, ale znany z przygotowywania planów B i C na wszelki wypadek szkoleniowiec i z tym zakrętem poradził sobie szybko.
CAŁY TEKST MOŻNA ZNALEŹĆ W NOWYM (41/2017) NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”
Jakub Błasczykowski po Gali Tygodnika „Piłka Nożna”. „Myślałem, że wygra Oskar Pietuszewski”
Jednym ze znakomitych gości Gali 2026 był Jakub Błaszczykowski, który do hotelu Hilton przybył wraz z małżonką Agatą. Piłkarz Roku 2010 i 2012 chętnie skomentował tegoroczne nagrody.
Co z Pietuszewskim w reprezentacji? Jan Urban zabiera głos!
Oskar Pietuszewski jest ostatnio na ustach wielu kibiców, chcących zobaczyć go w pierwszej reprezentacji. O młodym talencie FC Porto wypowiedział się selekcjoner Jan Urban.
Gala Tygodnika „Piłka Nożna”. Piłkarz Roku 2025 – Robert Lewandowski
Czy Robert Lewandowski jest najlepszym piłkarzem w historii Polski, pozostaje kwestią otwartą. W futbolu nie ma obiektywnej miary pozwalającej szacować klasę poszczególnych sportowców, każdy ma prawo do subiektywnego spojrzenia i własnego wyboru. Być może ktoś, kiedyś, przez krótki czas grał lepiej niż Lewy. Natomiast nie ma żadnych wątpliwości co do trzech kwestii:
Gala Tygodnika „Piłka Nożna”. Piłkarka Roku 2025 – Ewa Pajor
Po raz szósty w karierze i czwarty z rzędu Ewa Pajor została wybrana Piłkarką Roku w plebiscycie tygodnika „Piłka Nożna”. Po takich 12 miesiącach w jej wykonaniu po prostu nie mogło być inaczej.