Kolejny dobry występ Mateusza Klicha, hat-trick Dominica Calverta-Lewina, poczwórna zdobycz Heung-min Sona, cztery asysty Harry’ego Kane’a, hit dla Liverpoolu. Oto, co przyniosła druga kolejka Premier League. Pora na wnioski.
Harry Kane zdobył bramkę i zanotował cztery asysty. (fot. Reuters)
Merseyside ziemią obiecaną dla strzelców.
Dwa z trzech skompletowanych dotąd hat-tricków zostały zdobyte w Liverpoolu. Przed tygodniem owej sztuki dokonał Mohamed Salah, tym razem swój wielki moment miał Dominic Calvert-Lewin. Napastnik Evertonu został najmłodszym (23 lata i 187 dni) Anglikiem w historii klubu, który strzelił trzy gole w jednym spotkaniu angielskiej ekstraklasy. Gdyby tego było mało, jest najmłodszym reprezentantem tej narodowości i tej drużyny od 1988 roku, który popisał się potrójną zdobyczą w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Między innymi dzięki skuteczności wychowanka Sheffield United The Toffees pokonali West Bromwich Albion i po dwóch meczach mają na koncie sześć punktów. Oprócz Calverta-Lewina na pochwałę za występ w starciu z beniaminkiem zasłużyli Richarlison oraz James Rodriguez. Pierwszy wziął udział w czterech akcjach bramkowych. Drugi strzelił gola i zanotował asystę.
Z przodu Ferrari, z tyłu Trabant.
Tak prezentowałaby się drużyna Leeds United, gdyby była samochodem. W ofensywie jest widowiskowa, zjawiskowa, dynamiczna i skuteczna. W defensywie – ślamazarna, powolna i niepewna. W dwóch spotkaniach podopieczni Marcelo Bielsy zdobyli siedem bramek i tyle samo stracili. Z jednej strony błyszczą Mateusz Klich, Patrick Bamford i Helder Costa, z drugiej kolejne kosztowne błędy popełnia Robin Koch. Jak tak dalej pójdzie, Pawie staną się kolejnym wcieleniem słynnych „The Entertainers”.
Nie ma świeżości, nie ma punktów.
Tak, w skrócie, można podsumować występ zawodników Manchesteru United w potyczce z Crystal Palace. – Nie zasłużyliśmy na to, by cokolwiek z tego spotkania uzyskać. Zaczęliśmy źle i powoli, wyglądaliśmy jak drużyna na początku przygotowań do sezonu – stwierdził po ostatnim gwizdku arbitra Ole Gunnar Solskjaer.
Norweg zwrócił uwagę na to, że rywale rozgrywali trzeci mecz w tym sezonie, podczas gdy jego zespół dopiero pierwszy. Nie szukał przy tym wymówek, bardziej wytłumaczenia braków w grze jego zespołu. A tych było sporo. Szybkość, skuteczność, kreatywność, dokładność – tego wszystkiego po stronie Czerwonych Diabłów zwyczajnie nie było. Na razie Bruno Fernandes i spółka prezentują się tak, jakby jeszcze nie zregenerowali sił po poprzednich rozgrywkach. Zaledwie 35 dni przerwy od oficjalnych spotkań w barwach klubowych wyraźnie daje im się we znaki.
Gdzie wyjściowy skład nie może, tam ławka rezerwowych pomoże.
Taka zasada obowiązuje w obozie Arsenalu. Od startu ubiegłego sezonu tylko dublerzy Manchesteru City (9) zdobyli w lidze więcej bramek od swoich odpowiedników wśród Kanonierów (8). Ostatni popis tych drugich miał miejsce w meczu z West Hamem. Meczu, który długo, bo aż do 85. minuty, nie układał się po myśli Mikela Artety. Wtedy jednak Eddie Nketiach, który kilka chwil wcześniej zastąpił Alexandre’a Lacazette’a, zamienił podanie Daniego Ceballosa na gola, a remis na prowadzenie jego zespołu. Jak się później okazało, było to trafienie na wagę trzech punktów.
8 – Since the start of last season, only Man City (9) have scored more Premier League goals via substitutes than Arsenal (8). Call. #ARSWHUpic.twitter.com/dJtBtvVZG2
Harry Kane zagrywa piłkę w wolną przestrzeń, tuż za linię obrony Southampton. Do futbolówki dopada Heung-min Son, który wbiega z nią w pole karne rywala i pokonuje bezradnego Alexa McCarthy’ego. Właśnie w taki sposób padł pierwszy niedzielny gol dla Tottenhamu. I drugi. I trzeci. I czwarty.
Współpraca Anglika z Koreańczykiem układała się na St Mary’s Stadium wprost idealnie. Są pierwszym duetem w historii Premier League, w którym jeden zawodnik asystował drugiemu przy czterech trafieniach na przestrzeni 90 minut. Kane miał zresztą udział przy wszystkich pięciu akcjach bramkowych Kogutów tego popołudnia, wszak sam również skierował piłkę do siatki. Ostatnim piłkarzem występującym na poziomie angielskiej ekstraklasy, któremu udało się zaliczyć „pięciopak”, był Mohamed Salah (w marcu 2018 roku).
Jose Mourinho nie mógł wyjść z podziwu dla swoich gwiazd. Ralph Hasenhuettl musi natomiast zdiagnozować, co w grze defensywnej jego drużyny poszło nie tak. I dlaczego jego piłkarze nie wyciągali na bieżąco żadnych wniosków, pozwalając przeciwnikowi na kopiowanie tego samego schematu.
U Polaków (prawie) bez zmian.
To informacja dobra jedynie dla Mateusza Klicha. W starciu z Fulham pomocnik Leeds znowu strzelił gola, a do tego zanotował finalne podanie przy trafieniu Patricka Bamforda. Mimo zaledwie dwóch występów w Premier League, 30-latek już jest najskuteczniejszym Polakiem w historii rozgrywek (ex aequo z Janem Bednarkiem).
Pozostali piłkarze znad Wisły mają znacznie mniej powodów do radości. Kamil Grosicki nadal nie zadebiutował na poziomie angielskiej ekstraklasy w barwach West Bromu. W trakcie potyczki z Evertonem nie było go nawet w gronie graczy rezerwowych. Łukasz Fabiański dwukrotnie wyjmował futbolówkę z siatki, a jego drużyna uległa Arsenalowi. Jan Bednarek rozegrał wprawdzie cały mecz, lecz Southampton nadal nie ma na koncie żadnych punktów.
Sadio Mane nie wybacza błędów.
Ba! Senegalczyk najpierw je prowokuje, a następnie skrzętnie korzysta na niedoli przeciwników. Po hicie kolejki na Stamford Bridge Andreas Christensen oraz Kepa Arrizabalaga wiedzą o tym aż za dobrze. Pierwszy faulował skrzydłowego Liverpoolu w na tyle nieodpowiedzialny sposób, iż sędzia wycenił jego zachowanie na czerwoną kartkę. Drugi nieudolnie wyprowadzał piłkę spod własnej bramki i podarował rywalowi gola.
Mane opuszczał Londyn jako najlepszy zawodnik meczu. Jest dopiero trzecim piłkarzem The Reds w erze Premier League, który skompletował dublet na stadionie Chelsea. Wcześniej dokonywali tego Steve McManaman oraz Philippe Coutinho.
Przeskok z Seria A do Premier League nie musi być bolesny.
Może być przyjemny, sprawny, bezproblemowy. Taki, jak w przypadku Timothy’ego Castagne’a. Latem Belg zamienił Atalantę Bergamo na Leicester City. Czasu na aklimatyzację w nowej drużynie i nowej lidze nie potrzebował zbyt wiele. Z miejsca wskoczył do wyjściowego składu. Na boisku od razu zaczął robić różnicę. W debiucie zdobył bramkę, w drugim występie zanotował asystę i zmusił rywala do wpakowania piłki do własnej siatki.
Między innymi dzięki dobrej postawie 24-latka Lisy pierwszy raz od sezonu 2015/16 wygrały dwa premierowe mecze kampanii ligowej. Pierwszy raz od zakończenia tamtych rozgrywek kładły się spać w roli lidera tabeli. Jeśli Cengiz Under, kolejny piłkarz sprowadzony z włoskiej ekstraklasy, przywita się z Premier League w równie efektywny sposób, co Castagne, Brendan Rodgers będzie miał w nadchodzących miesiącach dużo powodów do satysfakcji.
1 – Leicester have won their first two games of a Premier League campaign for the first time since their title-winning campaign of 2015-16, while this is the first time they will end the day top of the Premier League since the final day of that season. Rekindled. pic.twitter.com/8BoqNxOHcI
W drugiej kolejce często używany frazes znalazł zastosowanie aż trzykrotnie. Pierwszym, który przekonał się o jego wiarygodności, był Jordan Ayew. Na jego szczęście stojący między słupkami David de Gea zbyt szybko opuścił linię bramkową i jedenastka została powtórzona. Wilfred Zaha naprawił to, co jego kolega z drużyny zepsuł.
Pomyłki Jorginho oraz Johna Lundstrama były bardziej brzemienne w skutkach. Wprawdzie Chelsea przegrała z Liverpoolem dwoma golami, a odrobienie straty grając w osłabieniu byłyby niezwykle trudne, ale trafienie Włocha mogłoby dać zespołowi jakże potrzebny impuls. Lepszy okazał się jednak Alisson. Wspomniany wyżej Anglik nie zdołał z kolei pokonać debiutującego w barwach Aston Villi Emiliano Martineza. Niewykluczone, iż wykorzystanie rzutu karnego zapewniłoby Sheffield United punkt albo i punkty. Zamiast tego jedyną bramkę spotkania na Villa Park zdobył Ezri Konsa, obrońca gospodarzy.
Czasem wystarczy jedna dobra połowa.
To dzięki świetnej postawie w otwierających 45 minutach starcia z Wolverhampton Manchester City zanotował pierwsze zwycięstwo w nowym sezonie. Podopieczni Pepa Guardioli dominowali i skutecznie punktowali wszelkie niedociągnięcia rywala. Wypracowali przewagę, która być może uchroniła ich przed potknięciem. W drugiej części gry to Wilki dyktowały bowiem warunki rywalizacji. Gdyby Raul Jimenez i spółka byli bardziej efektywni pod bramką przeciwnika, niechybnie napytaliby mu biedy. Ale nie byli. To The Citizens śmiali się jako ostatni.
Na razie drużyna z Etihad Stadium może cieszyć się z rekordowej, dziesiątej z kolei zwycięskiej inauguracji rozgrywek. Aby odnieść sukces i dorównać Liverpoolowi będzie jednak musiała prezentować bardziej wyrównaną dyspozycję na dystansie 90 minut.
***
2 Kolejka
19 Lipca: Everton – West Brom 5:2 (Calvert-Lewin 31, 62 i 66, Rodriguez 45, Keane 54 – Diangana 10, Pereira 47), Leeds – Fulham 4:3 (Costa 5 i 57, Klich 41, Bamford 50 – Mitrović 34 i 67, Reid 62), M. United – Crystal Palace 1:3 (van de Beek 80 – Townsend 7, Zaha 74 i 85), Arsenal – West Ham 2:1 (Lacazette 25, Nketiah 85 – Antonio 45); 20 Lipca: Southampton – Tottenham 2:5 (Ings 32 i 89 – Son 45+2, 47, 64 i 73, Kane 82), Newcastle – Brighton 0:3 (Maupay 4 i 7, Conolly 83), Chelsea – Liverpool 0:2 (Mane 50 i 54); Leicester – Burnley 4:2 (Barnes 20, Pieters 50 sam, Justin 61, Praet 79 – Wood 10, Dunne 73); 21 Lipca: Aston Villa – Sheffield United 1:0 (Konsa 63), Wolves – M. City 1:3 (Jimenez 78 – De Bruyne 20, Foden 32, Jesus 90+5).
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.