Co
napisać po takim meczu? Że było dobrze, bo Legia strzeliła gola?
Że gdyby Odjidja-Ofoe nie trafił w słupek, to byłby dwie zdobyte
bramki i nawet prowadzenie? Że mistrzowie Polski spisali się
zaskakująco dobrze? Zapewne bym mógł i niektórzy twierdząco
pokiwałaby głowami. Tyle że ja wcale nie chcę tak stawiać
sprawy, gdyż mam przekonanie, że to po prostu nieprawda.
Trener Jacek Magiera po raz drugi poprowadził Legię w Lidze Mistrzów. I znów Wojskowi przegrali
W
przerwie spotkania zajrzałem na Twittera. I nie uwierzyłem własnym
oczom. „Dobry mecz”, „nie boją się grać”, „ten Real nie
taki straszny”… Aż jeszcze raz sprawdziłem, czy Legia
rzeczywiście przegrywa 1:3. Przed meczem uważałem, że w trakcie
gry nic nie będzie od mistrzów Polski zależało. To miało być
spotkanie, które od początku do końca będzie się toczyć na
zasadach ustalonych przez Królewskich i takie właśnie było.
Choćby w Jacka Magierę wstąpiły naraz duchy Jose Mourinho i Pepa
Guardioli i tak niewiele by to zmieniło. Real zagrał sobie sparing.
Już zestawienie drugiej linii przez Zinedine’a Zidane’a kazało
podejrzewać, że jego zespół grą obronną nie będzie specjalnie
zainteresowany. Miał być atak, ale też bez jakiegoś wielkiego
tempa. W defensywie natomiast uprawiał radosną twórczość – bez
pressingu, agresywności, legioniści mogli sobie piłkę na połowie
rywala swobodnie przyjmować, rozgrywać i strzelać w kierunku
bramki. A już najlepsze było w pierwszej połowie, kiedy Pepe
siedział sobie na boisku gdzieś daleko od własnej bramki, a jego
koledzy nawet nie bardzo mieli ochotę asekurować dziurę w środku
obrony po nim powstałą.
W
moim przekonaniu Real nie zagrał nawet przez moment na sto procent,
jak choćby Borussia Dortmund w Warszawie, która w pierwszej połowie
pruła aż miło. Nie mam więc ochoty podniecać się, że ktoś
trafił w słupek, strzelił gola, lub starał się grać w piłkę.
Bo w gruncie rzeczy był to bardzo smutny mecz. Królewscy wygrali na
stojąco. Wygrali 5:1.
„Bardzo kocham Real i bardzo kocham Alvaro”. Szczere wyznanie Jose Mourinho przed starciem Benfiki z Realem Madryt
Jednym z najciekawszych starć ostatniej kolejki fazy ligowej Ligi Mistrzów będzie pojedynek Benfiki z Realem Madryt na Estadio da Luz. Największy smaczek tej konfrontacji stanowi niewątpliwie postać Jose Mourinho, byłego trenera Królewskich. Portugalczyk na przedmeczowej konferencji prasowej opowiedział o swoich odczuciach związanych ze spotkaniem z byłym klubem.