– Real nigdy się nie poddaje – to słowa jednego z klubowych dyrektorów, byłego gwiazdora Emilio Butragueno. „Cristiano Ronaldo: on wierzy w mistrzostwo” – to tytuł z „Marki” po wczorajszym meczu na Ramon Sanchez Pizjuan. I rzeczywiście, w tym wspaniałym widowisku Los Blancos okazali się sprytniejsi. A gdyby zremisowali – byłoby po marzeniach o prześcignięciu Barcelony. Jednak, paradoksalnie, wygrywając z Sevillą zarówno zbliżyli się do mistrzostwa, jak i się od niego oddalili.
Real Madryt nie składa broni w walce o mistrzostwo Hiszpanii
Wiadomo, że kluczowy mecz odbędzie się w przedostatniej kolejce na Vicente Calderon. Atletico podejmie Barcelonę i będzie musiało zabrać jej punkty, by Real mógł odzyskać tytuł. Bardzo dobrze by było, gdy Los Colcoberoes nie mieli jeszcze wówczas zapewnionego trzeciego miejsca, o które walczą. Tyle że Real, by zachować swoje szanse, by nie stracić dystansu do Barcelony musi ogrywać rywali goniących Atletico. Zrobił to w sobotę z Sevillą, a w następny weekend zapewne zrobi z Valencią. Jeśli Real rzeczywiście pokona tego przeciwnika, a Atletico zwalczy Levante – będzie miało na dwie kolejki siedem punktów przewagi nad czwartym zespołem w tabeli.
Tak więc Królewscy stoją przed prawdziwą kwadraturą koła. Jedyna ich nadzieja w profesjonalizmie zawodników Atletico. Ale czy ci będą chcieli grać przeciwko swoim kibicom, którzy przecież zwyczajowo Realowi życzą wszystkiego najgorszego? Nie, Atletico nie może po prostu za dwa tygodnie ograć Barcelony, takie rzeczy się bowiem nie zdarzają. Zatem Barca już jest mistrzem – oto wynik jedynej logicznej kalkulacji.
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.