Po nieudanym starcie
we francuskim Euro 2016 Rumuni chcieli za wszelką cenę zatrudnić zagranicznego
trenera, najlepiej Niemca. Widzieli w tej roli Ralpha Rangnicka lub Armina
Veha, tymczasem 7 lipca ogłoszono, że selekcjonerem
został skandalista Christoph Daum.
Już tego dnia w
internecie pojawiły się fotografie 63-letniego szkoleniowca z dumą pokazującego
żółtą koszulkę z numerem 2018. Taką, bo otrzymał zadanie awansu do finałów
mistrzostw świata, które właśnie za dwa lata odbędą się w Rosji. Na powitalnej
konferencji prasowej nowy szef kadry ogłosił: – Każdy dzień poświęcę dla pracy
z reprezentacją Rumunii i tego będę oczekiwał od współpracowników i piłkarzy.
Chciałbym grać ofensywnie, musimy cały czas kontrolować grę. Potrzebuję
piłkarzy mocnych, i to nie tylko fizycznie.
Kto jako kto, ale
Daum doskonale wie jak potrzebna jest siła psychiczna. Szesnaście lat temu jego
świat runął, gdy był u szczytu sławy. Po zakończeniu sezonu 2000-01 miał po
pięciu latach pożegnać się z Bayerem Leverkusen, może nawet jako mistrz
Bundesligi, i przejść do pracy w roli selekcjonera reprezentacji Niemiec.
Jednak pod koniec października 2000 roku Deutscher Fussball Bund anulował
umowę. Powodem było wykrycie w organizmie trenera śladów kokainy, zarzucano mu
także uczestnictwo w orgiach z prostytutkami. Ktoś taki nie mógł objąć drużyny
narodowej. Kilka tygodni wcześniej sprawę ujawnił jego nieprzejednany wróg Uli
Hoeness, wówczas menedżer Bayernu Monachium, coraz mocniej czującego na plecach
oddech drużyny finansowanej przez koncern farmaceutyczny. Daum długo bronił się
przed zarzutami, ale po tym jak dwukrotne przebadanie w laboratorium jego
włosów dało pozytywny wynik, musiał się poddać. Nie tylko zapłacił grzywnę i
odpracował kilkadziesiąt godzin na cele społeczne, ale został też zwolniony z
klubu z Leverkusen, który pod jego rządami od 1996 roku czterokrotnie plasował
się zaraz za Bayernem, trzykrotnie jako wicemistrz kraju i raz na trzeciej
pozycji. Natomiast, gdy w 1992 roku Daum wygrał Bundesligę z VfB Stuttgart,
Bawarczycy uplasowali się na dziesiątej lokacie.
W ojczyźnie był
wyklęty i niechciany, więc poleciał do Turcji. Wiosną 2001 przejął Besiktas
Stambuł, w którym już pracował w połowie lat 90., i wówczas zdobył z nim najpierw
krajowy puchar, a następnie mistrzostwo. Druga kadencja już nie była tak udana,
na dodatek zarzucano mu niechęć do czarnoskórych piłkarzy. Następnie wylądował
w Austrii Wiedeń i doprowadził do tytułu najlepszej w alpejskim kraju w sezonie
2002-03. Najlepiej czuł się jednak nad Bosforem i na trzy lata objął Fenerbahce
Stambuł, z którym zdobył dwa razy mistrzostwo. Zagraniczne sukcesy zakończyły
banicję i w 2006 roku został trenerem 1. FC Koeln, gdzie dwadzieścia lat
wcześniej zaczął karierę trenerską, a wcześniej grał tam w piłkę, ale tylko na
poziomie amatorskim. Po kilkunastu miesiącach zespół z Kolonii wprowadził do
Bundesligi, potem utrzymał go w niej, a w 2009 roku ponownie wylądował w Fener.
Później były już tylko kilkumiesięczne epizody w Eintrachcie Frankfurt, Club
Brugge i Bursasporze. Mówiono, że wycofał się z branży z powodu raka skóry. Ale
jak widać wszystko jest w porządku, skoro po ponad dwuletnim odpoczynku
zdecydował się na objęcie reprezentacji Rumunii. – To, że przez ostatnie dwa
lata nie prowadziłem żadnej drużyny nie oznacza, że nie jestem na bieżąco z
nowinkami szkoleniowymi – mówił Daum po przybyciu do Bukaresztu. – W tym
okresie regularnie prowadziłem warsztaty trenerskie organizowane dla tysięcy
słuchaczy przez niemiecką federację piłkarską. Ucząc innych można się także
samemu doskonalić.
W eliminacjach World
Cup 2018 Rumuni jeszcze nie przegrali, ale po trzech kolejkach mają na koncie
zaledwie pięć punktów. Jeżeli myślą jeszcze o zajęciu pierwszego miejsca w
grupie, muszą w piątek wygrać z Polską na Arena Nationala w Bukareszcie.
Zainteresowanie meczem jest duże, na trybunach może być nawet komplet
publiczności – 55 tysięcy. To będzie dopiero drugi w tej kampanii
kwalifikacyjnej mecz Tricolorii na własnym boisku, z tym, że 4 września z
Czarnogórą zagrali w mieście Kluż-Napoka. Szczególnie ekscytująca była
końcówka, gdy w 85 minucie gola na 1:0 dla gospodarzy strzelił Adrian Popa I
wydawało się, że wszystko jest posprzątane, ale kilkadziesiąt sekund później
wyrównał Stevan Jovetić. Nie był to jednak koniec emocji, bo w siódmej minucie
czasu doliczonego przez sędziego przed szansą zdobycia drugiej bramki dla
Rumunii stanął Nicolae Stanciu, ale nie wykorzystał rzutu karnego i mecz się
zakończył rezultatem 1:1.
Natomiast w
poprzednim miesiącu Rumuni polecieli daleko na wschód, gdzie mieli zdobyć
komplet punktów – wrócili tylko z czterema. 8 października w Erywanie rozbili
5:0 Armenię, która jednak niemal przez cały mecz grała w osłabieniu, po
czerwonej kartce dla jednego z Ormian. Na dodatek za ten faul był jeszcze rzut
karny, który wykorzystał Bogdan Stancu z Genclerbirligi Ankara. Potem do siatki
trafili Adrian Popa I ze Steauy Bukareszt, Razvan Marin z Viitorulu Konstanca,
oraz koledzy Łukasza Teodorczyka z Anderlechtu: Alexandru Chipciu i wspomniany
wcześniej Stanciu. Natomiast trzy dni później w Astanie bezbramkowo zremisowali
z Kazachstanem. Mecz pozostawił jednak duży niesmak, sędzia na zbyt wiele
pozwalał zawodnikom gospodarzy, nie widział ich fauli, za które śmiało mógł
pokazywać czerwone kartki, z kolei pozostał głuchy na sugestie gości, którzy
upominali się o podyktowanie dla nich rzutów karnych. Na dodatek kilkunastu
kadrowiczom z pokoi hotelowych zginęły pieniądze.
Szeroką kadrę na mecz
z biało-czerwonymi Daum podał niemal trzy tygodnie wcześniej. Początkowo nie
było w niej napastnika Claudiu Keseru, ale jak widać zrobił na trenerze dobre
wrażenie występem w barwach Łudogorca Razgrad w Lidze Mistrzów przeciwko
Arsenalowi Londyn i został dokooptowany do składu. Zresztą nie wszystkim kibicom
i dziennikarzom rumuńskim podoba się polityka kadrowa pierwszego od wielu lat
zagranicznego selekcjonera (poprzednim i do niedawana jedynym był Austriak
Josef Uridil w czasie mistrzostw świata w 1934 roku). Daum krytykowany jest nie
tylko za wyniki, ale także za to, że dobrał sobie zagranicznych
współpracowników – bramkarzy trenuje jego rodak Richard Golz, a jednym z
asystentów jest Belg Rudi Verkempinck. Zawodnicy są jednak zadowoleni z
niemieckiego porządku, bo u Anghela Iordanescu czasami za dużo było chaosu
organizacyjnego. Poza tym Daum jeździ po całej Europie, aby oglądać kandydatów
do drużyny narodowej. Podróżuje też sporo po Rumunii, i niedawno był w
Braszowie, głównym mieście Transylwanii. Z drugim asystentem Rumunem Ionutem
Badeą odwiedził tamtejszy Niemiecki Klub Biznesowy. Miejsce wizyty nie było
przypadkowe, od wielu wieków w tych okolicach zamieszkuje mniejszość niemiecka
– Sasi siedmiogrodzcy. W latach 30. XX wieku ich populację oceniano na około
750 tysięcy, ale od zakończenia II wojny światowej cyklicznie tamtejsza ludność
emigrowała jednak do RFN, i teraz jest to jakieś 50 tysięcy ludzi.
Zbigniew Mroziński
Artykuł ukazał się w ostatnim numerze tygodnika „Piłka Nożna”
Bezpardonowy faul w meczu Porto! Legenda brutalnie potraktowana przez rywala [WIDEO]
FC Porto pokonało Gil Vicente 3:0 w swoim ostatnim ligowym meczu. Jakub Kiwior i Jan Bednarek rozegrali pełne 90 minut, a Oskar Pietuszewski wszedł z ławki rezerwowych w 77. minucie. Kilka minut wcześniej Martin Fernandez wyleciał z boiska za brutalny faul na Thiago Silvie.
On wciąż to ma! N’Golo Kante z pięknym golem! [WIDEO]
Al-Ittihad pokonało Al-Okhdood 2:1 w Saudi Pro League. Drugiego gola dla zwycięzców zdobył N'Golo Kante, który popisał się świetnym strzałem z dystansu.
Jest przełom w sprawie Polaka! Transfer bliski finalizacji
Blisko sfinalizowania transferu jest kilkukrotny reprezentant Polski. Według najnowszych informacji przełamany został impas pomiędzy negocjującymi klubami.
Oficjalnie: Sebastian Szymański odchodzi z Fenerbahce
Sebastian Szymański oficjalnie poinformował o odejściu z Fenerbahce. Reprezentant Polski opublikował pożegnalny wpis w mediach społecznościowych, a według doniesień medialnych jego kolejnym kierunkiem może być francuska Ligue 1.