Dziewiątą kolejkę Ekstraklasy rozpoczęło spotkanie Podbeskidzia Bielsko-Biała z Lechią Gdańsk. Górale na własnym terenie przegrali i pozostają bez zwycięstwa w tym sezonie.
W Podbeskidziu w ostatnich dniach doszło do wielkich zmian. Za słabe wyniki musiał odpowiedzieć Robert Kasperczyk, który rozstał się z ekipą Górali. Jego miejsce zajął dotychczasowy asystent – Andrzej Wyroba. Dlatego postawa gospodarzy w piątkowym spotkaniu pozostawała wielką niewiadomą.
W wyjściowym składzie Podbeskidzia znalazł się Ireneusz Jeleń, który jeszcze nie tak dawno był wielką gwiazdą na boiskach francuskiej ekstraklasy. Jednak piątkowy mecz rozpoczął się dla gospodarzy w najgorszy z możliwych sposobów. Już w 7. minucie Lechia wyszła na prowadzenie. Grzegorz Rasiak otrzymał kapitalne podanie od Abdou Razacka Traore, minął bramkarza Podbeskidzia i wpakował piłkę do bramki. Rosły snajper wrócił do pierwszego składu i świetnie odpłacił się za zaufanie trenerowi Bogusławowi Kaczmarkowi.
Do końca pierwszej połowy Lechia miała przewagę. W 30. minucie Ricardinho uderzył z kilkunastu metrów, piłka odbiła się od poprzeczki i chyba przekroczyła linię bramkową, ale arbiter nie uznał gola dla ekipy gości.
W drugiej połowie gospodarze zaczęli grać nieco odważniej. Efekt przyszedł w 60. minucie. Chmiel ładnie uderzył, ale piłka trafiła w słupek. Dopadł do niej Liran Cohen i doprowadził do wyrównania.
I chociaż od tej pory Podbeskidzie grało całkiem dobrze, to w 82. minucie straciło nieoczekiwanie bramkę. Ricardinho uderzył z dystansu i chociaż był to łatwy strzał, to Mateusz Bąk nie zdołał go wybronić. Był to ogromny błąd golkipera Górali. Po kilku minutach gospodarze wyrównali. Błąd popełnił tym razem bramkarz Lechii – Michał Buchalik – a gola zdobył Fabian Pawela.
W doliczonym czasie gry Piotr Brożek został sfaulowany w polu karnym. „Jedenastkę” na wagę trzech punktów dla Lechii wykorzystał Traore.
Ostatecznie mecz zakończył się wygraną Lechii 3:2.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.