Podbeskidzie w osłabieniu zatrzymało mistrza Polski!
W pierwszym meczu 4. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Śląsk Wrocław zremisował na wyjeździe z Podbeskidziem Bielsko-Biała 1:1. W spotkaniu tym w roli trenera mistrza Polski zadebiutował Stanislav Levy.
– Liczę, że moja drużyna będzie w piątkowym meczu gotowa do walki od pierwszej minuty. Czeka nas bardzo trudne spotkanie, ale naszym celem jest zdobycie trzy punktów – mówił Levy na przedmeczowej konferencji prasowej.
Piłkarze Śląska zgodnie z oczekiwaniami nowego trenera od początku spotkania ruszyli do ataku. Na efekty nie trzeba było długo czekać, ponieważ już w 6. minucie prowadzenie wrocławianom zapewnił Waldemar Sobota. Reprezentant Polski niczym Leo Messi minął kilku rywali z dziecinną łatwością, oddał strzał, po którym piłka odbiła się jeszcze od słupka i wpadła do siatki.
Szybko objęte prowadzenie ostudziło zapał gości, którzy w kolejnych minutach nie grali już takim polotem jak w początkowych fragmentach gry. Gospodarze nie byli jednak w stanie wykorzystać rozluźnienia w szeregach rywala, przez co wynik do przerwy nie uległ zmianie.
Dziesięć minut po wznowieniu gry Damiana Szczęsnego na placu gry zastąpił Kamil Adamek. Zawodnik, który jeszcze niedawno występował w lidze okręgowej niemal natychmiast po wejściu na boisko wpisał się na listę strzelców korzystając z zamieszania powstałego po zagraniu Cienciały. Od 56 minuty Podbeskidzie remisowało ze Śląskiem 1:1.
Strata bramki podrażniła zespół gości, natomiast gospodarze chcieli pójść za ciosem. Po kilku ciekawych akcjach z obu stron wynik nie ulegał jednak się nie zmieniał.
W ostatnim kwadransie zmieniła się z kolei liczba przebywających na boisku piłkarzy Podbeskidzia. Najpierw drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę obejrzał Juraj Dancik, a pięć minut później za drugi żółty kartonik plac gry opuścił Fabian Pawel, przez co gospodarze kończyli mecz w dziewiątkę.
Grający w przewadze dwóch zawodników Śląsk Wrocław nie zdołał przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść. W efekcie Podbeskidzie szczęśliwie zremisowało z mistrzem Polski 1:1.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.