– Wiem, czego w życiu chcę, mam swoje cele, wychodzę z założenia, że skoro już zostałem piłkarzem, to nie po to, żeby rozmieniać się na drobne – mówi na łamach PN Tomasz Podgórski, kapitan Piasta Gliwice.
Wrócił pan do ekstraklasy w wieku 27 lat i dopiero na poważnie pan w niej zaistniał. Trochę późno, co prawda jest pan jednym z odkryć jesieni, ale trochę już wiekowym. Najmłodszy już faktycznie nie jestem, za to mam sporo doświadczenia, choć, że tak to nazwę, pierwszoligowego – mówi Podgórski, który jesienią zdobył pięć bramek dla Piasta. – Wiem, że niektórzy dziennikarze piszą o zawodnikach z trójką z przodu, że bliżej im końca kariery, ale ja jeszcze trójki nie mam. Pod względem fizycznym czuję się dobrze, nic mi jeszcze nie strzyka w kościach (śmiech). Nie zamierzam więc niczego żałować.
Ale dlaczego tak późno wypłynął pan na szerokie wody? Najwyraźniej jedni zawodnicy zbierają profity konsekwentnej pracy wcześniej, inni później. Muszę się więc zaliczać do tej drugiej grupy. Inna sprawa, że nie posuwałbym się za daleko z tymi pochlebnymi opiniami na mój temat. Może i faktycznie wyglądałem nieźle w rundzie jesiennej, strzeliłem kilka goli, ale tak naprawdę nic wielkiego nie zrobiłem. Nie lubię po prostu podsumowań w połowie drogi, a przecież jesteśmy dopiero w połowie sezonu. Jeśli Piast, odpukać, źle zacznie rundę rewanżową, wszystkie pochlebne opinie szybko znikną. Dlatego ja wolę się teraz nie podpalać, nie zachwycam się sam sobą, pełnej oceny swojej postawy dokonam najwcześniej po zakończeniu sezonu.
Można powiedzieć, że jest pan teraz lepszym piłkarzem niż w sezonie 2008-09, kiedy debiutował pan w ekstraklasie? Na pewno tak. Co tu dużo mówić, tamte kilkanaście meczów, które rozegrałem, nie były wybitne. Nie grałem regularnie, dostawałem mało czasu na boisku. Dlatego pod koniec przygody Piasta z ekstraklasą zostałem wypożyczony na pół roku do Zawiszy Bydgoszcz. I to naprawdę bardzo mi pomogło, zacząłem regularnie grać, a to niezwykle ważne w rozwoju piłkarza. Wróciłem do Gliwic już po spadku Piasta, w klubie trwała rewolucja personalna, trenerem został Marcin Brosz. Niemal z automatu zostałem jednym z najbardziej doświadczonych zawodników, w dodatku pochodzę z Gliwic, więc po rozmowach ze starszymi kolegami zostałem mianowany kapitanem, co zaaprobował również trener Brosz. Mówię o tym nie przypadkiem, ponieważ fakt, że noszę opaskę na ręku, też w jakimś stopniu pomógł mi w rozwoju piłkarskim.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.