Ostatni mecz pierwszej kolejki nowego sezonu w PKO Bank Polski Ekstraklasie zakończył się remisem. Jagiellonia Białystok podzieliła się punktami z Wisłą Kraków (1:1).
Gol Błaszczykowskiego dał Wiśle wyjazdowy remis (fot. Jakub Gruca / 400mm.pl)
Inaugurujący weekend w PKO Bank Polski Ekstraklasie przyniósł sporo emocji i nic dziwnego, że po starciu Jagiellonii z Wisłą Kraków także wiele się spodziewano. Dla obu klubów miniony sezon był rozczarowujący, dlatego piłkarzom po obu stronom barykady zależało na tym, by nową kampanię rozpocząć w możliwie jak najlepszym stylu.
Więcej szans na zwycięstwo dawno gospodarzom. Nowym trenerem Jagiellonii został w lecie Bogdan Zając, dla którego był to debiut w roli zespołu w Ekstraklasie. Jak się okazało, pod wodzą zaufanego człowieka Adama Nawałki z reprezentacji Polski, Jaga od początku narzuciła rywalowi swoje warunki gry i prezentowała efektowny, a także bardziej poukładany futbol.
Przewaga gospodarzy została udokumentowana golem w 25. minucie. To właśnie wtedy piłkę na połowie rywala przejął Maciej Makuszewki, który podciągnął z nią w pole karne i zdecydował się na uderzenie. Skrzydłowy Jagi huknął z całej siły, a futbolówka nabrała bardzo dziwnej rotacji i jak się okazało – mimo tego, że leciała w środek bramki – zaskoczyła Mateusza Lisa.
Radość Jagiellonii nie trwała jednak długo, ponieważ osiem minut później już mieliśmy remis. Tym razem na wysokości zadania stanął inny weteran, Jakub Błaszczykowski, który znalazł trochę miejsca przed polem karnym przeciwnika i strzelił. Piłka odbiła się jeszcze rykoszetem od jednego z obrońców i wpadła do siatki obok bezradnego Steinborsa.
Gdyby podopieczni Zająca byli skuteczniejsi, to na przerwę powinni schodzić z kilkoma bramkami zapasu. W polu karnym Wisły Kraków nie pisali się jednak Puljić, raz jeszcze Makuszewski i… Rafał Janicki, który po niefortunnej interwencji trafił w poprzeczkę własnej bramki.
Po zmianie stron gra nieco się wyrównała, a tempo nie było już tak intensywne jak przed przerwą. Jagiellonia nie stwarzała już sobie kolejnych okazji, natomiast Wisła zadowolona z wyniku, nie miał problemu z tym, by odpierać sporadyczne wypady rywali.
Wynik już ostatecznie nie uległ zmianie i po końcowym gwizdku oba zespoły podzieliły się punktami. Bardziej zadowoleni z takie obrotu spraw byli goście, którym udało się wywalczyć jedno „oczko” na gorącym podlaskim terenie.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.