Remisem zakończył się ostatni mecz 17. kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy. Wisła Kraków rzutem na taśmę uratowała punkt w starciu z Wartą Poznań (1:1).
Warta Poznań wypuściła z rąk ważną wygraną (fot. 400mm.pl)
Piłkarze obu zespołów nie rozpieszczają w tym sezonie swoich kibiców. Warta i Wisła zawodzą i dziś dużo bliżej im do walki o utrzymanie niż do gry o miejsca w górnej połówce tabeli. Nieco lepszym bilansem punktowym przed poniedziałkowym starciem mogli się pochwalić gracze Adriana Guli, ale ich zapas nad lokatami zagrożonymi degradacją był dość kruchy.
Jeśli zaś chodzi o Wartę, to ta po pokonaniu Piasta nie poszła za ciosem i doznała dwóch kolejnych porażek – z Wisłą Płock i Lechem Poznań w derbach. Nic więc dziwnego, że przeciwko także mającej swojej problemy Białą Gwiazdą, w Grodzisku Wielkopolskim celowano wyłącznie w pełną pulę.
Gospodarze zaczęli od mocnego uderzenia, ponieważ po zaledwie kilkudziesięciu sekundach piłkę do siatki skierował Mateusz Kuzimski, jednak radość Warty nie trwała długo. Sędzia dopatrzył się pozycji spalonej i jak pokazały powtórki, miał w tej sytuacji rację.
Wydawało się, że po odpaleniu takiej petardy na początku, kolejne minuty będą równie dobre. Tak się jednak nie stało. Tempo spotkania nie było zbyt szybki, a okazji bramkowych było jak na lekarstwo. Co więcej, gdyby nie wspomniany gol ze spalonego, na pierwszą część meczu należałoby spuścić zasłonę milczenia.
Na otwarcie wyniku w Grodzisku Wielkopolskim, gdzie Warta rozgrywa swoje mecze, musieliśmy czekać przez ponad godzinę. W 66. minucie Adam Zrelak został obsłużony znakomitym podaniem i ze spokojem skierował piłkę do siatki.
Kiedy wydawało się, że mecz zakończy się skromnym zwycięstwem Warty, gościom udało się odpowiedzieć. Praktycznie w ostatniej akcji spotkania gola na wagę remisu strzelił Michal Frydrych, a niedługo po jego trafieniu sędzia zakończył zawody.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.