Spotkanie w Szczecinie rozpoczęło się kapitalnie dla gospodarzy. Już w 3. minucie po rzucie rożnym bitym przez Kamila Grosickiego i zamieszaniu w polu karnym Zagłębia, piłkę do bramki z najbliższej odległości wpakował Dimitrios Keramitsis. Goście z Lubina mogli wyrównać już parę minut później, ale Jakub Kolan strzelając z ostrego kąta, trafił w słupek. W 26. minucie na 5. metrze niepilnowany niespodziewanie znalazł się Aleks Ławniczak. Defensor Miedziowych jednak spudłował w doskonałej sytuacji.
Podopieczni Leszka Ojrzyńskiego przejęli inicjatywę i wydawało się, że wyrównanie jest kwestią czasu. Tymczasem w 38. minucie, po szybkiej kontrze i doskonałym dośrodkowaniu Linusa Wahlqvista, na 2:0 podwyższył Rajmund Molnar. Parę sekund później, Węgier zapoczątkował akcje, która zakończyła się trzecim trafieniem Pogoni, tym razem autorstwa Adriana Przyborka.
Zagłębie jednak nie zamierzało się poddawać. Zaraz po przerwie, świetną akcją popisał się Mateusz Dziewiatkowski, który najpierw zapoczątkował atak lubinian, a później skutecznym strzałem zamknął dośrodkowanie Kajetana Szmyta w 49. minucie.
Znów jednak powtórzył się scenariusz z pierwszej połowy. Gdy kolejne gole dla Miedziowych zdawały się kwestią czasu, w 74. minucie czwartą bramkę zdobyli Portowcy. Co prawda Sam Greenwood nie wykorzystał rzutu karnego (słupek), to jednak dobitka Molnara była już skuteczna. Angielski skrzydłowy zrehabilitował się jednak dziesięć minut później, kiedy po ładnej, indywidualnej akcji zdobył piątką bramkę dla gospodarzy. Co ciekawe, szczecinianom wcale nie było mało! W doliczonym czasie gry świetne okazje zmarnowali jeszcze Musa Juwara i Maciej Wojciechowski.
Pogoń po raz pierwszy w tym sezonie w jednym meczu strzeliła pięć goli. Z kolei Zagłębie w Szczecinie straciło więcej goli, aniżeli w pięciu poprzednich spotkaniach razem wziętych!
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.