Pogoń Szczecin rzutem na taśmę zwyciężyła przed własną publicznością w meczu przeciwko Śląskowi Wrocław w czwartej kolejce PKO Bank Polski Ekstraklasy. Jedynego gola strzelił w osiemdziesiątej siódmej minucie Michał Kucharczyka.
To pierwsze zwycięstwo Pogoni na własnym stadionie w nowym sezonie. (Damian Kujawa / 400mm.pl)
Typowy mecz na ekstraklasowym poziomie – tak w największym skrócie można określić pierwsze czterdzieści pięć minut w wykonaniu obu drużyn. W pierwszej połowie byliśmy świadkami doprawdy wyrównanego meczu. Ani gracze Pogoni, ani gracze Śląską nie zdołali w pełni przejąć inicjatywy i zdominować przeciwnika.
Najbliżej strzelenia gola byli w szesnastej minucie piłkarze prowadzeni prowadzeni przez Vitezslava Lavickę. Wówczas po bardzo ładnie rozegranej akcji w stuprocentowej sytuacji znalazł się Piotr Celeban. Wieloletni obrońca wrocławskiej ekipy nieznacznie się pomylił: futbolówka po jego uderzeniu odbiła się od słupka.
„Portowcy” pod wodzą Kosty Runjaicia nie wykreowali sobie równie groźnego ataku ofensywnego. Bo z pewnością nie można tak określić stale powtarzających się dośrodkowań z prawej strony boiska w wykonaniu Davida Steca. Defensywa „Wojskowych” nie musiała się nawet szczególnie wysilać.
W drugiej odsłonie meczu przebieg boiskowych wydarzeń ani trochę nie uległ zmianie. Identycznie jak przed roszadą stron i gospodarze, i goście zaserwowali publiczności zgromadzonej na szczecińskim stadionie imienia Floriana Krygiera. Trudno uwierzyć, że nie obejrzeliśmy sytuacji (poza strzałem z dystansu autorstwa Kamila Drygasa), w której istniałoby realne zagrożenie.
I kiedy wydawało się, że padnie bezbramkowy remis w osiemdziesiątej szóstej minucie spóźniony Matus Putnocki wprost znokautował wspomnianego Drygasa w obrębie pola karnego. Sędzia nie miał wątpliwości: rzut karny. Do piłki ustawionej na jedenasty metrze podszedł Michał Kucharczyk i zanotował swojego pierwszego gola w barwach Pogoni.
W taki oto sposób „Portowcy” po raz drugi z rzędu rozstrzygnęli losy meczu w dosłownie ostatnich minutach, udowadniając jednocześnie, że grają do samego końca. W zeszłotygodniowej rywalizacji z Wisłą Kraków (2:2) Konstantinos Triantafyllopoulos doprowadził przecież do wyrównania w 94 minucie.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.