Pójść śladami Glika, czyli marzenie Polaków w Serie A
Kamil Glik szybko zaskarbił sobie serca kibiców Torino. Gdy myślimy o Polaku w Serie A, to właśnie on jako pierwszy przychodzi nam na myśl. A jak na boiskach Półwyspu Apenińskiego spisuje się reszta naszych rodaków?
Piotr Zieliński po sezonie wróci do Udinese
Kąśliwie można stwierdzić, że niestety bardziej pasowałoby tu pytanie: jak radzą sobie na ławkach. Czy jednak naprawdę jest tak źle? Czy w młodzi polscy zawodnicy nie chcą pójść śladami Glika, Zbigniewa Bońka albo Marka Koźmińskiego?
W zasadzie poza kapitanem Granaty Polacy sporadycznie pojawiają się w podstawowych składach swoich drużyn. Jednak obecność Łukasza Skorupskiego w bramce AS Roma z pewnością bywa miłą niespodzianką. Były golkiper Górnika Zabrze szanse dostaje głównie w meczach pucharowych. W bieżącym sezonie urodzony na Śląsku piłkarz wystąpił łącznie w ośmiu spotkaniach, z których najmilej wspominać może te w Pucharze Włoch. Wraz z kolegami dotarł do ćwierćfinału, gdzie giallorossi musieli uznać wyższość Fiorentiny. Wrażenie na 23-latku na pewno zrobiły również mecze w Lidze Mistrzów z Manchesterem City oraz Bayernem Monachium.
Następny piłkarz rodem znad Wisły trenuje na co dzień pod okiem Sinisy Mihajlovicia, który prowadzi Sampdorię Genua. Niestety Paweł Wszołek wchodzi na boisko tylko wtedy, gdy serbski trener może sobie pozwolić na odrobinę rozprężenia. Dużo lepiej wyglądało to w ubiegłym sezonie, gdy Polak może nie był zawodnikiem podstawowego składu, ale za to regularnie otrzymywał szanse. W bieżącym pomocnik zaznaczył swoją obecność na boisku stosunkowo niedawno, w starciu 1/8 finału Pucharu Włoch z Interem. Problem w tym, że zaznaczył ją w niekoniecznie pożądany sposób. Przy wyniku 0:1 osłabił swoją drużynę po drugiej żółtej kartce i Sampdoria musiała kończyć w dziesiątkę. Na dwie minuty przed ostatnim gwizdkiem sędziego zawodników Mihajlovicia dobił jeszcze Mauro Icardi i do ćwierćfinału awansowali nerazzurri.
Kto jeszcze przebywa w słonecznej Italii? 20-letni Piotr Zieliński. Piłkarz w Polsce uważany za wielki talent chwalił sobie treningi z Antonio Di Natale, jednak nieco mniej jego występy chwalili kibice Udinese. W związku z tym grający na pozycji trequartisty piłkarz został wypożyczony do Empoli. I trzeba przyznać, że jeżeli w ekipie azzurrich miał nabierać doświadczenia, to wychodzi mu to całkiem nieźle.
Wychowanek Orła Ząbkowice Śląskie systematycznie pojawia się na boisku na ostatnie minuty, a zdarza się również, że rozgrywa pełne spotkania. Podobnie jak Wszołek, 20-latek nie najmilej wspomina przygodę w Coppa Italia. Kibice Empoli częściowo mieli mu za złe sprokurowanie rzutu karnego w dogrywce meczu z Romą, chociaż pretensje powinni mieć również do arbitra, bo faul był mocno dyskusyjny.
Czy Zieliński po powrocie do Udinese zacznie powoli przymierzać się do zmniejszenia rozpaczy tamtejszych kibiców po zapowiadanym odejściu Di Natale? Trochę to wątpliwe, jednak z drugiej strony to właśnie klub z Udine jest uznawany za kuźnię talentów.
A skoro już o nich mowa, to na Stadio Friuli znają jeszcze jednego Polaka. Paweł Bochniewicz gra pierwsze skrzypce w ekipie Primavery (włoska nazwa drużyn młodzieżowych do lat 20), co zaowocowało nawet powołaniem go na pucharowy mecz z SSC Napoli. 19-latek całe spotkanie obejrzał z perspektywy ławki rezerwowych, dostając jasny sygnał – cierpliwość popłaca. I z tego założenia powinni wychodzić także pozostali.