Przed nami to, na co czekaliśmy cały rok. Półfinały, zarówno imprez klubowych, jak i reprezentacyjnych, mają bowiem wyjątkową atmosferę, nieporównywalną z niczym innym otoczkę. Mecze na tym szczeblu nawet częściej przechodzą do historii niż wielkie finały.
Kto wygra Ligę Mistrzów?
LESZEK ORŁOWSKI
W tym sezonie skład jednego z półfinałów jest zrozumiały dla wszystkich, spodziewany, gdyż zagrają w nim mistrzowie Hiszpanii i Niemiec, drugiego zaś – z lekka nawet szokujący, ponieważ zmierzą się czwarta w poprzedniej kampanii drużyna Premier League i druga Serie A. Nie oznacza to, że w parze Liverpool – Roma będzie mniej emocji ani że rywalizacja nie osiągnie w niej poziomu zmagań Bayernu z Realem. Można w zasadzie założyć, że i tu, i tam dojdzie do rzeczy wielkich. Kto zaś zagra w wielkim finale? Oto jest pytanie!
JEDEN TITANIC PÓJDZIE NA DNO
Mecze Bayernu z Realem będą obfitować w liczne podteksty. Nas najbardziej interesuje sprawa Roberta Lewandowskiego, który właściwie co pół roku, w każdym okienku transferowym, jest przymierzany do klubu ze stolicy Hiszpanii. Sam zawodnik zachowuje się bardzo dyplomatycznie, waży każde słowo wypowiadane w tym temacie. Ale przecież gdyby nie chciał iść do Realu, gdyby o tym nie marzył, gdyby pragnął jedynie jak najdłużej grać w Bayernie, już dawno uciąłby wszystkie spekulacje. Rodzi się zatem pytanie, w jaki sposób czekający nas dwumecz mógłby wpłynąć na losy asa polskiego futbolu.
Wydaje się to dosyć jasne. Jeśli Robert nie dokona niczego spektakularnego, a Real awansuje do finału, sprawa ucichnie, co nie znaczy, że umrze. Trzeci z rzędu występ Los Blancos w decydującym meczu, a tym bardziej ewentualne zwycięstwo, będą oznaczały, że obecny zespół jeszcze nie jest martwy, że jeszcze raz można na niego postawić w kolejnej kampanii, na zasadzie, że lepsze jest wrogiem dobrego i nie ma co szukać innych rozwiązań, dopóki obecne się sprawdzają. Co innego, jeśli zwycięsko ze zmagań wyjdą Bawarczycy, a zwłaszcza jeśli stanie się to przy istotnym udziale Lewego. Wtedy w madryckich mediach wybuchnie ze zwielokrotnioną siłą kampania mająca doprowadzić do transferu Polaka. Dziennikarze szybko podpompują balonik i odpowiednio nastawią kibiców. A pamiętać trzeba, że Real jest ich własnością, że jego prezydent jest obieralny – więc nie może pozostawać głuchy na głos ludu. Florentino Perez doskonale wie, że wydawanie wielkiej kasy na gracza liczącego sobie 30 lat nie jest krokiem rozsądnym. Sam zresztą sparzył się na takiej strategii budowy zespołu w swej pierwszej kadencji, kiedy kupował gwiazdy już powoli tracące blask zamiast graczy idących w górę, głodnych sukcesów; skończyło się to pasmem klęsk i dymisją Flo w 2006 roku. W drugim podejściu kombinuje inaczej i w obecnym schemacie jego działania kupienie Lewego po prostu się nie mieści. Jednak każdą zasadę trzeba przecież czasami złamać, by utrzymać się na powierzchni…
W stolicy Hiszpanii jeszcze tydzień przed pierwszym starciem w Monachium w ogóle o Lewym się nie pisało, temat nie istniał. Dyskusje i rozważania zdominowało coś zupełnie innego. Oto powstała teoria, że w starciach z Bayernem Real będzie musiał zapłacić za sposób, w jaki wyeliminował Juventus – po prawidłowym, ale nie dla wszystkich oczywistym rzucie karnym w ostatniej minucie rewanżu. Cały niemal świat znów (podobnie jak w poprzedniej kampanii, gdy Real dzięki takim a nie innym decyzjom sędziego wyeliminował w ćwierćfinale Champions League… Bayern) krzyczał o złodziejstwie, zadawał pytania, dlaczego w Lidze Mistrzów zawsze wszystkie kontrowersje są rozstrzygane na korzyść Realu, kto za tym stoi i kto chce, żeby Los Blancos stale triumfowali.
(…)
CAŁY TEKST MOŻNA ZNALEŹĆ W NOWYM (17/2018) NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”
„Bardzo kocham Real i bardzo kocham Alvaro”. Szczere wyznanie Jose Mourinho przed starciem Benfiki z Realem Madryt
Jednym z najciekawszych starć ostatniej kolejki fazy ligowej Ligi Mistrzów będzie pojedynek Benfiki z Realem Madryt na Estadio da Luz. Największy smaczek tej konfrontacji stanowi niewątpliwie postać Jose Mourinho, byłego trenera Królewskich. Portugalczyk na przedmeczowej konferencji prasowej opowiedział o swoich odczuciach związanych ze spotkaniem z byłym klubem.