Włoski rynek piłkarski otwiera się na polskich zawodników, a w bieżącym sezonie w kadrach tamtejszych zespołów najwyższej klasy rozgrywkowej znalazło się aż ośmiu Polaków, co jest wydarzeniem bez precedensu. Pewny regularnych występów jest jednak tylko Kamil Glik, a ofensywni piłkarze nie potrafią zwojować Serie A. Wyjątkiem był oczywiście Zbigniew Boniek.
Rafał Wolski nie może na stałe przebić się do pierwszej jedenastki Fiorentiny
Może „Zibi” przez siedem lat gry na włoskich boiskach nie strzelił wielu goli, bo tylko 31, ale nikt nie ma wątpliwości, że był jednym z architektów sukcesów Juventusu Turyn, z którym zdobył wszystko co było do zdobycia – mistrzostwo i Puchar Włoch, a także Puchar i Superpuchar Europy. Inaczej jednak być nie mogło – Boniek do dzisiaj jest uważany za najlepszego polskiego piłkarza w historii.
Mimo że obecny prezes PZPN był gwiazdą Serie A, tamtejsze kluby nie zaczęły masowo importować polskich graczy do Włoch. Tym bardziej ofensywnych. Na Półwyspie Apenińskim nieźle spisywali się Marek Koźmiński czy Władysław Żmuda, ale obaj byli obrońcami.
Po Bońku, ofensywnymi graczami, którzy trafili do Serie A, byli dopiero Kamil Kosowski i Radosław Matusiak (obaj w sezonie 2006/07). Pierwszy w barwach Chievo Werona zagrał w 23 spotkaniach, ale w większości wchodził z ławki rezerwowych. Efekt był taki, że długowłosy skrzydłowy grał słabo, nie strzelił żadnego gola i nie zaliczył ani jednego otwierającego podania. Jeszcze gorzej wyglądała przygoda Matusiaka, który rozegrał zaledwie trzy mecze i zdobył jedną bramkę.
Obecnie mamy w najwyższej klasie rozgrywkowej we Włoszech czterech młodych, ofensywnych piłkarzy – Piotra Zielińskiego w Udinese, Rafała Wolskiego w Fiorentinie, Pawła Wszołka w Sampdorii i Tomasz Kupisza w Chievo. Po bardzo obiecującej końcówce poprzedniego sezonu, wydawało się, że Zieliński stanie się ważnym zawodnikiem swojego zespołu, ale nieoczekiwanie wchodzi tylko z ławki rezerwowych i zazwyczaj nie dostaje wielu minut. Wolski w końcu dostał szansę w Violi, ale trudno powiedzieć, żeby zachwycał. Na razie zagrał w pięciu meczach, w których popisał się dwiema asystami (w lidze i Pucharze Włoch). Były pomocnik Legii pnie się w górę, ale jeszcze wiele wody w Wiśle upłynie, zanim Vincenzo Montella od niego będzie rozpoczynał ustalanie pierwszej jedenastki.
W najlepszej sytuacji z wymienionej czwórki jest Wszołek, który ma najwięcej okazji na grę, ale trudno uznać, że je wykorzystuje. W 13 rozegranych spotkaniach (w Serie A i Pucharze) nie zdobył bramki, ani nie zanotował asysty. Były gracz Polonii Warszawa ma pojedyncze dobre zagrania czy dryblingi, ale to za mało, żeby zagwarantować sobie miejsce w zespole.
Należy również odnotować, że piłkarzem Chievo Werona jest Kupisz, który jak dotąd większość spotkań oglądał z wysokości trybun. 23-letni skrzydłowy wciąż nie zadebiutował w pierwszym zespole.
Dlaczego więc polskim piłkarzom, zwłaszcza tym odpowiadającym za akcje ofensywne, tak trudno przebić się do Serie A? Wątpliwości nie ma Zbigniew Boniek. – Liga włoska to najbardziej wymagające rozgrywki na świecie. Może nie jest aż tak popularna, niektórzy mogą powiedzieć, że jest nudna, ale to właśnie Serie A weryfikuje umiejętności – powiedział prezes PZPN.
Swego czasu „Zibi” namawiał Roberta Lewandowskiego na transfer do Włoch, argumentując tę radę lapidarnym stwierdzeniem: „Serie A jest Uniwersytetem dla napastników”. Na razie z tytułem profesora, z Włoch wrócił tylko Boniek. My czekamy chociaż na magistrów.