Nie było w sobotni wieczór niespodzianki na Estadio Ramon Sanchez Pizjuan. Piłkarze Sevilli udzielili srogiej lekcji futbolu graczom Malagi i wygrywając aż (4:1) awansowali – przynajmniej na kilkadziesiąt godzin – na pozycję wicelidera Primera Division.
Kibice Sevilli mieli w sobotni wieczór sporo powodów do zadowolenia (foto: Ł.Skwiot)
Sevilla spisuje się od początku obecnego sezonu bardzo dobrze i jest jednym z tych zespołów, który jako jeden z nielicznych dotrzymuje kroku wielkiej dwójce hiszpańskiego futbolu. W meczu z Malagą, piłkarze z Andaluzji byli uznawani na murowanych faworytów, jednak chyba nawet najwięksi optymiści w gronie ich kibiców nie spodziewali się tak efektownego występu.
Jak się jednak okazało, Sevilla od początku spotkania przeszła do zdecydowanych ataków. Goście przez ponad dwadzieścia minut dzielnie się się bronili, jednak kiedy na ich murze defensywnym pojawiło się pierwsze pęknięcie, to gospodarze zrobili wszystko, by go rozbić na drobne kawałeczki.
Ostre strzelanie w Sewilli rozpoczął w 25. minucie Luciano Vietto, który kilkadziesiąt sekund później podwyższył na 2:0. Oszołomieni po tak mocnych ciosach goście nie byli w stanie wstać z kolan, a ich plan na to spotkanie posypał się niczym domek z kart. Miejscowi nie zamierzali z kolei zwalniać tempa i wciągu najbliższych minut kolejne gol dorzucili Wissam Ben Yedder oraz Victor Vitolo. Cztery bramki w ciągu zaledwie dziesięciu minut? Nokaut.
W drugiej połowie gospodarze kontrolowali przebieg wydarzeń na boisku i wydawało się, że dołożą kolejne gola do swojego dorobku. Tak było do 60. minuty, ponieważ to właśnie wtedy z drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę zobaczył Adil Rami. Kilka chwil później rzut wolny bardzo dobrze wykonał Sandro Ramirez i Malaga zmniejszyła rozmiary porażki.
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.