Atalanta Bergamo doznała drugiej z rzędu porażki w rozgrywkach ligowych. „Nerazurrich” przegrali na wyjeździe z Torino (0:2) i stracili bardzo ważne punkty w kontekście walki o czołowe miejsca w tabeli.
Atalanta to jedna w rewelacji tego sezonu na włoskich boiskach i wydawało się, że może się nawet włączyć od walki o miejsce w TOP 4 Serie A, które jest premiowane awansem do Champions League. Marzenia zawodników z Bergamo o grze w elicie bardzo mocno uszczuplił niedawno Milan i jak się okazało, o powrót na właściwe tory nie było łatwo.
Stadion Torino to miejsce, gdzie każdemu przeciwnikowi gra się ciężko i Atalanta przekonała się o tym bardzo boleśnie na własnej skórze. Goście próbowali grać futbol, do którego przyzwyczaili kibiców, a więc szybki i ofensywny, jednak gospodarze mieli swój pomysł na ich zatrzymanie.
Na otwarcie wyniku w Turynie musieliśmy nieco poczekać, ale kiedy w 42. minucie prowadzenie miejscowym dał Armando Izzo, było jasne, że spotkanie będzie musiało się po przerwie otworzyć, a goście muszą zagrać jeszcze odważniej.
Jeśli Atalanta miała plan, by rzucić się rywalowi do gardła, to ten posypał się niczym domek z kart już kilkadziesiąt sekund po zmianie stron. Wszystko za sprawą Iago Falque, który podwyższył na 2:0 i postawił gości pod ścianą.
Wyżej notowany goście po takim ciosie nie zdołali się już podnieść. Torino było zespołem lepszym, bardzo dobrze poukładanym i spokojnie kontrolującym przebieg wydarzeń na boisku. Na końcu wszystkich rachunków trzy punkty pozostały więc w Turynie, co pozwoliło „Bykom” awansować na siódme miejsc w tabeli.
Atalanta jest szósta, mogąc się pochwalić takim samym dorobkiem, co sobotni przeciwnik. Strata drużyny prowadzonej przez Gian Piero Gasperiniego do czwartego Milanu to już jednak siedem „oczek”.