Ostatni mundial niewątpliwie mu pomógł. Ale jeszcze bardziej przynależność do Realu Madryt. Musi bowiem istnieć tajemny spisek, jakieś prawo niepisane, ale przestrzegane przez grono największych klubów, a stanowiące: nasi piłkarze kosztują nie mniej niż X milionów euro – wy kupicie od nas drogo, to samo zrobimy później my i wszystko się pięknie zbilansuje, a marketingowo wygramy wspólnie. Bo czy jest możliwe, że piłkarz niewątpliwie wysokiej klasy, ale przecież nie symbol współczesnego futbolu, kosztował 75 milionów euro? Tymczasem taka kwota była niezbędna, by uzgodnić przenosiny Angela Di Marii z Realu Madryt do Manchester United. Oznacza to, że przynajmniej formalnie skrzydłowy reprezentacji Albiceleste jest najdroższym argentyńskim piłkarzem wszech czasów. Czy zasłużenie?
Oczywiście, że nie, lecz akurat przepłaconych artystów znad La Platy w futbolowym interesie nie brakuje. Trzy transfery Hernana Crespo pochłonęły w sumie 120 milionów euro, lecz akurat El Polaco był kapitalnym snajperem, natomiast trudniej znaleźć uzasadnienie dla 30 milionów zapłaconych przez Tottenham za Erika Lamelę czy ponad 40, które PSG wyłożył na Javiera Pastore. Dziś swój czas ma niewątpliwie Di Maria. Zainteresowanie nim zawsze było spore, ale wyraźnie wzrosło po zakończeniu finałów mistrzostw świata. Na boiskach Brazylii ADM nie tylko dotrzymywał kroku Leo Messiemu, ale nierzadko spisywał się o wiele efektowniej od słynniejszego kolegi. Wysoka forma nie była przypadkiem. Już wcześniej, w zwycięskim dla Realu finale Ligi Mistrzów, to ciemnowłosego Argentyńczyka wybrano na MVP lizbońskiego starcia.
(…)
Żona mówi o cierpieniu W tym roku świat poznał Angela także z innej, bardziej osobistej strony. Gdy w 118 minucie meczu ze Szwajcarią zdobył promującą Argentynę do ćwierćfinału MŚ, zaczęto zastanawiać się, dla kogo zawsze w takich sytuacjach układa ręce w kształt serca. Wiadomo, że od trzech lat jest mężem Jorgeliny Cardoso, a od ponad roku ojcem córeczki o imieniu Mia. Okazało się, że serce jest właśnie dla niej. Urodziła się za wcześnie, w szóstym miesiącu ciąży, dawano jej 30 procent szans na przeżycie. „Nikt poza mną i twoim tatą nie wie, przez co przeszliśmy, jakim bólem napawało nas patrzenie na ciebie, podłączonej do tych wszystkich kabli i aparatów. Nie ma nic gorszego, niż wrócić po porodzie ze szpitala z pustymi rękoma i piersią pełną bólu” – pisała w internecie żona Angela. Po dwóch miesiącach codziennych wizyt w szpitalu u chorej córeczki, wreszcie rodzice mogli zabrać dziecko do domu. Dokładnie 13 czerwca 2013 roku, dokładnie tego samego dnia zmarł dziadek Mii, a teść Angela…
– Moja córka pokazała mi, że wszystko jest możliwe, że najtrudniejsze można przekształcić w najłatwiejsze, że wysiłek się opłaca, że trzeba umieć cierpieć i wytrzymywać ból, że trzeba być jak najsilniejszym – opowiadał kiedyś w wywiadzie dla „Marki” przedrukowanym przez RealMadryt.pl. – Chcieliśmy opowiedzieć naszą historię, żeby wzmocnić wielu rodziców, którzy przechodzą przez to samo. Czasami ktoś czuje, że nie da się wyjść z takiej sytuacji, ale z wiarą to jest możliwe. Nie było łatwo, ale trzeba było walczyć. Spędziliśmy w szpitalu dwa miesiące, zawsze byliśmy z tymi samymi rodzicami, ten ból łączy cię z innymi ludźmi, ale też wzmacnia. Mieliśmy świetne stosunki ze wszystkimi rodzicami, którzy mieli tam swoje dzieci. Moja żona dalej rozmawia z nimi na grupie w aplikacji WhatsApp. Rozmawiają, wysyłają zdjęcia dzieci, zawiązaliśmy z nimi przyjaźń. Kiedy Mia skończyła roczek, zaprosiliśmy tych wszystkich rodziców i ich przyjaciół, którzy nas tam odwiedzali. Na szczęście wszystkie dzieci z tego wyszły, niektórzy z pewnymi następstwami, inne z doskonałym zdrowiem.
(…)
Cały artykuł w najnowszym numerze tygodnika Piłka Nożna! Już w kioskach!
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.