Posada Kamila Kieresia zawisła na włosku. Prowadzony przez niego GKS Tychy przegrał w sobotę z Miedzią Legnica (0:2) i doznał tym samym szóstej porażki w siedmiu ostatnich kolejkach. Nic więc dziwnego, że przy ul. Edukacji coraz głośniej mówi się o zwolnieniu szkoleniowca.
Czy w Tychach stracili już cierpliwość do Kamila Kieresia? (foto: G.Garbacik)
Tyszanie to beniaminek I ligi, jednak początek sezonu nie zwiastował, że będą oni mieli tak wielkie problemy ze zdobywaniem punktów. GKS gra ostatnio bardzo słabo i w siedmiu minionych spotkaniach doznał aż sześciu porażek: z Chojniczanką (0:2), Stomilem (0:4), Zniczem (0:2), Wisłą Puławy (1:2), Podbeskidziem (0:1) i wspomnianą Miedzią (0:1).
W tak zwanym między czasie drużynie Kieresia udało się pokonać na własnym boisku GKS Katowice (1:0) i wydaje się, że tylko to sprawiło, że włodarze klubu postanowili poczekać z jego zwolnieniem.
Kolejna porażka może jednak oznaczać, że w Tychach nadszedł czas trudnych decyzji. Problem w tym, że władze klubu nie mają zbyt dużego wyboru, jeśli chodzi o potencjalnych następców Kieresia. Swego czasu sporo mówiło się o bezrobotnym Juriju Szatałowie czy Ryszardzie Wieczorku, ale konkretów w tej sprawie brak.
Zainteresowany podjęciem pracy w Tychach był Piotr Mandrysz, jednak w klubie zwlekali ze złożeniem mu propozycji i trener przyjął ostatecznie ofertę z Zagłębie Sosnowiec.
Sam Kiereś doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jego posada wisi na włosku. Trener dodał jednak, że umawiał się ze swoimi szefami na dłuższą współpracę. – To ja, przychodząc do Tychów, zgodziłem się na długofalową wizję. Pytanie, ile będę miał wsparcia w tych, którzy mi tę wizję nakreślili – powiedział niedawno w rozmowie z katowickim „Sportem”.
Wieczysta rozbija bank! Drugi największy transfer w historii klubu
Wieczysta Kraków nie zwalnia tempa na rynku transferowym. Po tym, jak na Chałupnika trafił Paulinho z Oțelulu Gałacz, do I-ligowca ma dołączyć kolejny Portugalczyk z rumuńskiego klubu.