W 2020 roku Zagłębie Lubin przegrało na swoim stadionie zaledwie dwa spotkania. W tym sezonie Miedziowi nie polegli na własnym terenie ani razu. Czy wydarzy się to dzisiaj w starciu z Lechią?
Zagłębie punktuje u siebie aż miło. Cztery mecze, dziesięć punktów, ani jednej porażki – tak wygląda bilans Miedziowych w tym sezonie. Patrząc zresztą na cały 2020 rok lubinianie polegli tylko dwukrotnie – z dwiema Wisłami.
Drużyna Martina Seveli ma jednak problem w ofensywie. Zagłębie nie ma bramkostrzelnego napastnika. Dziura po odejściu Bartosza Białka do Wolfsburga wciąż nie jest zasypana. W tamtym sezonie ciężar strzelania goli wziął na siebie Damjan Bohar, ale jego już w Lubinie także nie ma.
Ciężar gry ofensywnej Miedziowych spoczywa zatem na barkach dwóch zawodników: Saszy Żivca oraz Filipa Starzyńskiego. To oni mają ciągnąć atak Zagłębia, bo na Roka Sirka i Samuela Mraza na razie nie ma co liczyć.
A może właśnie przełamią się dzisiaj w spotkaniu z Lechią? Gdańszczanie potrafią w tym sezonie wygrywać tylko z beniaminkami. W poniedziałkowym starciu z Pogonią w ofensywie w zasadzie nie istnieli, a ich najjaśniejszą postacią w ataku był… Tomasz Makowski. To mówi samo za siebie.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.