Od magicznej chwili do brutalnego zderzenia z rzeczywistością – dwa pierwsze tygodnie nowej kariery Franka Lamparda to szybkie doświadczenie, jak pełna skrajności może być praca menedżera. Ale są też powody, by nowy rozdział legendy angielskiej piłki uważnie śledzić.
MICHAŁ ZACHODNY
„ŁĄCZY NAS PIŁKA”
Może to oni są szaleni? – odpowiedział Frank Lampard na pytanie o to, czy jego ojciec i wujek nie odradzali mu przejęcia Derby County lub w ogóle rozpoczynania kariery menedżerskiej. – Taka jest natura bestii – dodawał. O tym, że futbol na najwyższym poziomie jest niewybaczalny, trochę 39-letni były piłkarz Chelsea wie. W klubie, który dał mu najwięcej, doświadczył kilkunastu szkoleniowców, jego ojciec chrzestny, czyli Harry Redknapp, też coś wie o tym, jak to jest być zwalnianym, jak żyć z ciągłą presją. A asystentem Redknappa w tym całym ligowym szaleństwie był przecież Frank Lampard senior.
Zaczęło się jednak magicznie. Dobiegała ostatnia minuta otwierającego sezon spotkania w Reading, gdy Mason Bennett dośrodkował z prawej strony, a wbiegający w pole karne Tom Lawrence pięknym uderzeniem głową skierował piłkę przy dalszym słupku i poza zasięgiem ramion bramkarza. Gdyby spytać któregokolwiek z kilkudziesięciu obecnych na stadionie kibiców o to, w czyim stylu skrzydłowy strzelił decydującego gola, zdecydowana większość wskazałaby na jego menedżera, Franka Lamparda właśnie.
On gola celebrował, zresztą po zwycięstwie nad Reading przyznał nawet, że takiego wybuchu emocji się nie spodziewał, ale równie ważne było, co zrobił po chwili radości. Jeszcze w tych kilkudziesięciu sekundach, które pozostały do jego dyspozycji, zaplanował zmianę właśnie Lawrence’a, byle ten ostatni raz Derby wybiło swoich rywali z rytmu i nie dało im szans na wyrównanie.
Tydzień później doszło do zderzenia ze ścianą. – Zostaliśmy solidnie pokonani, nie mamy wymówek. Nie wszystko pójdzie po naszej myśli, nawet jeśli mieliśmy świetne przygotowania i początek sezonu. Nie możemy się przesadnie zamartwiać, ani piłkarze, ani kibice, ponieważ w Championship takie wyniki będą zdarzać się każdemu – mówił Lampard kilkadziesiąt minut po tym, jak jego Derby oberwało w pierwszym meczu na własnym stadionie od Leeds United Marcelo Bielsy. Oberwało dosłownie, bo aż 1:4.
Ale znów ważne było to, co zrobił Lampard: zamiast wikłać się w mniej lub bardziej absurdalnych wymówkach, które przecież byłyby typowe dla trenerskiego gołowąsa, on rozpoczął publiczną analizę. Mówił o tym, że jego zespół pozwolił się rozciągnąć rywalom, zostawiał zbyt dużo miejsca i zbyt łatwo tracił piłkę, nie potrafiąc opanować emocji w trudnym momencie. – Mieć piłkę i ją rozgrywać wymaga odwagi, a dziś ją straciliśmy i dostaliśmy lekcję w każdym fragmencie boiska – dodawał.
Tam, gdzie pierwsze kroki swojej nowej kariery stawia Lampard, presja jest naprawdę duża. Po pierwsze, ze względu na historię związaną z Brianem Cloughem, a później Dave’em Mackayem którzy w latach 70. osiągnęli z Derby County jedyne dwa mistrzostwa kraju. Ten pierwszy ze szkoleniowców nawet doprowadził drużynę do półfinału Pucharu Mistrzów. Po drugie, ze względu na to, co wydarzyło się w ostatnich latach, gdy Derby dwukrotnie osiągało miejsce w play-off, by ostatecznie przegrywać walkę o Premier League. Po trzecie, mowa o klubie, którego mecze domowe są oglądane przez niemal 30 tysięcy fanów, który cieszy się piątą najwyższą frekwencją w swojej lidze. Nie ma w tym przypadku.
O popularności Derby świadczy to, jak zareagowali kibice po zatrudnieniu Lamparda. Na pierwsze spotkanie z menedżerem w największej sali jednego z lokalnych kin zebrał się tłum, zresztą chętnych było więcej niż zaproszeń. Gdy Lamparda nagrano, jak w stroju Derby biega po ulicach miasta ze swoimi asystentami, to filmik zrobił furorę, te sześć sekund truchtu obejrzało kilkaset tysięcy ludzi. Pierwszy oficjalny wywiad byłego piłkarza odbył się w restauracji z… aktorem Jackiem O’Connellem, który pochodzi z Derby i nie kryje się ze swoim oddaniem dla drużyny. Przez większość rozmowy przypominał zresztą Lampardowi, że presja będzie mu towarzyszyła na każdym kroku, że kibice należą do najgłośniejszych i najbardziej wymagających w Anglii.
Znów: kluczowa była reakcja nowicjusza. Gdy Lampard pierwszy raz zjawił się w klubie i zobaczył na ścianach zdjęcia legend z lat świetności Derby, od razu zaczął opowiadać o swoich wspomnieniach związanych z klubem, o tym, co o tych piłkarzach opowiadał mu grający w tamtym czasie ojciec. – Jestem świadom historii tego klubu i jaką drogę przebył w ostatnich dziesięciu latach, by wrócić na szczyt. Derby aspirują do gry w Premier League, pod względem dokonań, bazy i możliwości. Nie mogę być jednak większy od Clougha czy Mackaya. To mój pierwszy krok, a oni już dawno przeszli do świetności. Kibice to pamiętają, a ja będę o tej historii przypominał piłkarzom – mówił. Właściciel klubu Mel Morris był zachwycony tym, że w pierwszych dniach Lampard wyszedł poza schemat działania poprzednich menedżerów i… po prostu poznawał ludzi w klubie. – Jeden z pracowników powiedział mi, że do jego działu poprzednicy Franka zaglądali zwykle po trzech, czterech miesiącach. A on był tam i gawędził już na samym początku – mówił człowiek, który w poprzednich trzech latach sześciokrotnie zmieniał szkoleniowców.
– Ma talent do zachęcania ludzi, by z nimi współpracowali, a nie po prostu robili coś dla niego. On starał się poznać wszystkich: juniorów, pracowników na każdym poziomie. Ma ogromne pokłady pokory, ale jego ambicja jest równie mocna, co da się wyczuć w jego towarzystwie. Chce odnosić sukcesy – dodawał Morris. Zachwycony opowiadał, jak Lampard angażował się w pytania kibiców w trakcie wspomnianego spotkania, sprawiając, że „zadający je czuł się, jakby poruszał najważniejszą kwestię w swoim życiu”.
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.