Jeszcze parę tygodni temu wyglądało na to, że to będzie mecz o innej stawce niż dzisiaj. Wydawało się, że Wisła z Wartą zagrają starcie o ligowy byt. Stało się jednak inaczej. Dla wiślaków jest to jedynie mecz pożegnalny.
Nie tak z pewnością wyobrażali sobie ten sezon piłkarze i kibice Białej Gwiazdy. Wisła po raz pierwszy od 26 lat spada z Ekstraklasy. Nie pomógł też angaż Jerzego Brzęczka. Jedno zwycięstwo, siedem remisów i cztery porażki w dwunastu meczach w roli trenera Wisły. 10 zdobytych punktów na 36 możliwych. Zamiast odbudowy gry drużyny, kryzys Wisły jedynie się pogłębił.
Też jednak nie można się dziwić, że Wisła spada, kiedy zespół nie ma napastnika regularnie strzelającego gole. Najlepszym strzelcem drużyny jest aktualnie Yaw Yeboah z 5 golami na koncie. Tylko że Ghańczyk od stycznia nie gra już w Polsce.
Zupełnie inne nastroje panują w obozie Warty. Zespół trenera Dawida Szulczka skazywany przez wielu na spadek, wywalczył sobie ligowe utrzymanie już na dwie kolejki przed końcem sezonu pewnie pokonując w Płocku miejscową Wisłę 3:0. Tydzień temu z kolei przegrali w derbach z Lechem (1:2).
Dla Szulczka ten mecz to idealna okazja na sprawdzenie zawodników pod kątem ich przydatności na przyszły sezon. Zwłaszcza w linii obrony, gdyż karierę piłkarską kończy Łukasz Trałka, a bardzo możliwe jest odejście latem Roberta Ivanova.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.