To nie był Kolejorz, to był prawdziwy „poznański express”. Lech Poznań rozegrał świetne spotkanie i bardzo pewnie ograł przy Bułgarskiej Ruch Chorzów 4:0. Bramki dla gospodarzy strzelili Cessay, Lovrencsics, Ślusarski i Ubiparip.
Mecz od samego początku toczył się pod dyktando gospodarzy. Podopieczni Mariusza Rumaka wyszli na boisko niezwykle zmotywowani i za wszelką cenę chcieli zmyć plamę na swoim honorze, a taka niewątpliwie się pojawiła po spotkaniach w Europie i ostatniej porażce w Pucharze Polski. Niebiescy z kolei zagrali swoje, czyli dokładnie to samo, co widzieliśmy podczas ich bojów z Viktorią Pilzno. Beznadziejnie w defensywie i bez pomysłu w ofensywie.
Drużynę, która dopiszę na swoje konto trzy punkty poznaliśmy już po 45 minutach. Bardzo udanie z kibicami Lecha przywitał się Kebba Ceesay, który wykorzystał dobre dośrodkowanie od Henriqueza i pewnym strzałem pokonał Matko Perdijicia. Szybko zdobyty gol rozochocił Kolejorza i w kolejnych minutach gospodarze raz za razem zapędzali się pod pole karne Ruchu.
Bezustanne ataki piłkarzy Rumaka w końcu przyniosły rezultat. W 34. minucie kapitalnym podaniem zewnętrzną częścią stopy popisał się Gergo Lovrencsics, piłka spadł wprost na głowę Bartosza Ślusarskiego i napastnikowi Lecha nie zostało nic innego jak wpakować ją do siatki. Tuż przed przed przerwą już sam Lovrencsics wpisał się na listę strzelców, a asystą popisał się Ślusarski. Węgier wpadł w pole karne, ograł obrońcę i ze spokojem pokonał Perdijicia.
Druga połowa upłynęła pod znakiem kontrolowania przez gospodarzy przebiegu wydarzeń na boisku. Gracze Mariusza Rumaka zwycięstwo mieli w kieszeni, jednak mimo tego starali się kolejne trafienia. Gdyby nie zbyt duże rozluźnienie i kilka dobrych interwencji Perdijicia, to ich prowadzenie mogło zostać bardzo szybko podwyższone. Ostatecznie, gola numer 4 udało się strzelić w 90. minucie. Lovrencsics dośrodkował z rzutu rożnego, a piłkę głową do bramki skierował Vojo Ubiparip.
A Ruch? Cóż, wicemistrzowie Polski nie istnieli dzisiaj na boisku. Podopieczni Tomasza Fornalika nie mieli absolutnie nic do powiedzenia w starciu z dobrze dysponowanymi rywalami i ich rola ograniczała się dzisiaj jedynie do statystowania. To zupełnie tak jakby rozpędzony pociąg pospieszny ścigał się z drezyną i chyba nie trzeba pisać, która drużyna jechała po jakim torze. Opiekun Niebieskich ma o czym myśleć.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.