– Po ostatniej kolejce ligowej stadiony, na których doszło do gorszących wydarzeń też mogą zostać zamknięte. Wprowadzamy na stadiony policję. Nie będę już z nikim negocjować – grzmiał premier Donald Tusk podczas spotkania prezesów piłkarskiej Ekstraklasy.
Po zamieszkach do jakich doszło po zakończeniu meczu finałowego o Puchar Polski pomiędzy Legią a Lechem w Bydgoszczy na wniosek premiera wojewodowie mazowiecki i wielkopolski zamknęli stadiony w Warszawie i Poznaniu. Premier zebrał za to wiele ocen krytycznych, ale postanowił nie schodzić z obranej drogi.
– Przekazałem prezesom klubów Ekstraklasy, jakie decyzje podjął rząd. Nie wzbudziło to u wszystkich naszych partnerów entuzjazmu. Potwierdziłem, że będziemy działali konsekwentnie. Dotyczy to zarówno osób zakłócających porządek publiczny jak i samych klubów. Część chuliganów, którzy dobrowolnie poddali się karze, została już osądzona.
Dużo emocji wzbudza postępowanie administracyjne polegające na zamykaniu stadionów. Będziemy jednak stosowali tę metodę. Tam, gdzie komendant wojewódzki uzna, że organizowanie imprezy masowej wiąże się z zagrożeniem wojewoda nie wyrazi zgody na organizację imprezy masowej. Dotyczy to nie tylko piłki nożnej. Próbowałem wytłumaczyć moim rozmówcom, że decyzje nie dotyczą po prostu piłki nożnej, a wszystkich imprez masowych na ich terytorium. Płacimy 20 mln zł rocznie, aby opiekować się grupami wyjazdowymi kibiców. Zamykanie stadionów to dokuczliwa działalność państwa, ale nie zrezygnujemy z tego. Pieniądz publiczny musi być szanowany.
Otrzymałem od policji informację, że po wczorajszej kolejce ligowej mogą być zamykane inne stadiony. Liczę, że wszyscy staniemy po jednej stronie. Mamy być może niedoskonałe narzędzia. Większość polskich klubów jest bardzo ubogich. Nie mają środków umożliwiających przebudowę stadionu. Ale nie ma już żadnych usprawiedliwień – mówił szef polskiego rządu po wyjściu z Polskiego Centrum Olimpijskiego.
– Do tej pory państwo nie zawsze działało jak trzeba. Rozmawiam o tym z prokuratorem generalnym. Ja nie jestem od tego, żeby napominać PZPN czy Ekstraklasę. To nie są moi podwładni. Nie jestem od tego, żeby układać im życie od wewnątrz. Chodzi o zapewnienie zwykłym obywatelom, by ich nie narażać na straty. Będziemy działać drastycznie nawet wówczas, gdy jedna część mojej duszy będzie cierpieć, bo puste stadiony to bardzo bolesny widok. Nie będę już z nikim negocjować. Nie ma czasu na negocjacje. Nie robimy niczego innego niż egzekwowanie przepisów zawartych w naszym prawie. Mam też pretensje do siebie za dotychczasową sytuację. Zmieni się to, że w końcu przestaniemy być słabi wobec patologii. Moi rozmówcy przejawili zaniepokojenie naszymi działaniami. A jedynym powodem do niepokoju może być brak działań.
Będziemy egzekwować – jeżeli jakiś klub nie ma stadionu umożliwiającego monitoring to taki stadion będzie zamknięty. Kluczowa będzie dla nas opinia policji. Rozmawialiśmy o skuteczniejszej formule zakazów stadionowych. Aby skutecznie egzekwować zakaz wprowadzono metodę meldowania się na komisariacie. Mecze jednak odbywają się ciągle, więc taki klient musiałby cały czas być na komisariacie. Według naszej oceny ilość narzędzi prawnych jest bardzo duża, trzeba tylko nauczyć się je stosować.
Wyegzekwowanie ustawy o bezpieczeństwie musimy zrealizować już w sierpniu tego roku. Jak tego nie zdołamy to mistrzostwa Europy będą zagrożone. Mile zaskoczyła mnie wypowiedź pana prezesa Grzegorza Laty. Zadeklarował zdecydowanie uderzenie we własne piersi i pełną współpracę z rządem. Ale ja wiem, że wiele słów już padło w tej sprawie. Zobaczymy – mówił twardo premier.
– Jak na drodze jest wypadek to droga jest zamknięta. A o ile z punktu widzenia społecznego jest to bardziej szkodliwe od zamykania stadionów. Mnie nikt w tej sprawie nie oszuka. Znam się na tym co można nazwać polską piłką nożną i jej okolicami. Dlaczego średnia widownia na meczach ligowych w trakcie jednej kolejki nie sięga 100 tysięcy widzów? Ponieważ normalni ludzie nie przyjdą na stadion, na którym słychać jeden wielki bluzg, a widowisko co jakiś czas jest przerywane awanturami. Będziemy zamykać bandziorów, będziemy zamykać stadiony, o ile uznamy, że to konieczne.
Wszyscy jesteśmy w jakimś sensie pod ścianą. Nie ma miejsca na hipokryzję. To nie tak, że Tusk zaczyna działać i będzie dobrze. W naszej ocenie kluby robiły o wiele za mało, by stadiony były bezpieczne. Na większości stadionów rządzi grupa kibiców poprzetykana przestępcami. Coraz częściej przypomina to struktury mafii. Przetyka tam się twarda przestępczość, łącznie z morderstwami czy handlem narkotykami z miękką przestępczością. Poziom organizacji tych grup – nadzwyczajna umiejętność wykorzystywania technik takich jak internet jest często lepsza od tego co potrafią służby. Nie będzie już pół na pół. Nie będzie byle jak. Zrobimy z tym porządek. Podjęliśmy decyzję o obecności policji na stadionach. Po to, by natychmiast reagowała, gdy ochrona cywilna nie da rady skutecznie interweniować. Będzie to oznaczało przerwanie i zamknięcie imprezy masowej. I to policja musi uznać, że organizacja następnej imprezy masowej na tym samym obiekcie jest bezpieczna. I że ze strony klubów będzie determinacja, jeżeli chodzi o wyławianie, identyfikowanie bandziorów.
Mnie nie interesuje powód, dla którego systemy bezpieczeństwa nie mogą tam działać. Nie obchodzi mnie brak pieniędzy. Wprowadzamy sankcję czasu. Następny sezon nie rozpocznie się w miejscach nie spełniających norm ustawowych. Policja i MSWiA na pewno poradzą sobie z tym, by przedstawić klubom klarownie wymagania – zakończył premier Donald Tusk.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.