Przejdź do treści
Probierz dla PN: Puchary to problem, ale… proszę mi życzyć mistrzostwa!

Polska Ekstraklasa

Probierz dla PN: Puchary to problem, ale… proszę mi życzyć mistrzostwa!

Majowe mecze na szczycie między Legią i Lechem, pucharowi i ligowy, już za nami. Najwyższa więc pora wnikliwie spojrzeć za plecy duetu potentatów, gdzie pierwszoplanową rolę odgrywa Jagiellonia, która bez wątpienia – w porównaniu do ubiegłego sezonu – uczyniła największy postęp spośród wszystkich ligowców. A zważywszy, że trener Michał Probierz prowadzi najmłodszy zespół w stawce, perspektywy przed klubem z Białegostoku rysują się bardzo ciekawe.

Michał Probierz uważa, że europejskie puchary to… problem

Skorża jest lepszy od Berga. Czy ma także lepszy zespół? – KLIKNIJ!

rozmawiał Adam GODLEWSKI



Wynik osiągnięty w sezonie zasadniczym przez mój zespół oceniam jako sukces. I to nie tylko dlatego, że udało się wywalczyć na tym etapie rozgrywek tyle punktów, ile nigdy wcześniej – nie kryje satysfakcji trener Michał Probierz. – Przecież dobry zespół udało nam się zbudować w relatywnie krótkim czasie, po wymianie aż 12 zawodników w kadrze. Na dodatek ci, którzy do nas dołączyli, byli z niższych lig. A jakby jeszcze tego było mało, blok defensywny, złożony z czterech stoperów, który grał rewelacyjnie, zupełnie się rozsypał. Kontuzje na bardzo długo wyeliminowały Martina Barana i Marka Wasiluka. Pierwszy do gry wróci od nowej rundy, drugi chyba dopiero we wrześniu. Na domiar złego już w trakcie sezonu, kiedy okienko transferowe w Europie było zamknięte, odszedł Dani Quintana. A Przemek Frankowski po tym, jak dostał piłką w oko, pauzował aż siedem tygodni, co jest niezwykle rzadkim urazem dla piłkarza. Dlatego z perspektywy czasu, i przez pryzmat tych wszystkich zdarzeń, uważam, że Jagiellonia odniosła wielki sukces.

– Tym cenniejszy, że jeszcze podczas poprzedniej pańskiej kadencji w Białymstoku zespół uważany był za króla własnego podwórka. Nie bez racji, bo Jaga punktowała wówczas przede wszystkim u siebie. Teraz na wyjazdach wywalczyła ponad 20 punktów. Macie teraz lepszą logistykę?

– Lepsze to są w tej chwili przede wszystkim drogi w Polsce. Przecież pięć lat temu do Warszawy z Białegostoku jechało się cztery godziny, a teraz dwie i pół. Ale oczywiście nadal szukamy sposobów na minimalizowanie zmęczenia. Na przykład do Bielska-Białej pojechaliśmy nocą, oczywiście dwa dni przed meczem, żeby piłkarze mogli pospać w autokarze. Na miejscu, o szóstej rano, zjedli śniadanie, i jeszcze udali się na drzemkę. To było niezłe rozwiązanie, bo niezależnie od wyniku fizycznie wyglądali bardzo dobrze w meczu z Podbeskidziem. Z kolei do Szczecina wybraliśmy się samolotem, ale to nie było najlepsze. Dojazd do Warszawy i lotniskowe procedury zabrały zbyt dużo czasu. Ludzie mogą się śmiać, że mówiłem, że naszym największym problemem jest brak lotniska w Białymstoku, ale właśnie taka jest prawda. Tyle że nie ma sensu narzekać. I nie zamierzam tego robić w sytuacji, kiedy zastosowane rozwiązania zaczęły skutkować tak, jak bym sobie życzył.

– Pomysł z czterema stoperami grającymi w linii defensywnej podpatrzył pan u Joachima Loewa podczas mistrzostw świata?
– Nie, to autorski pomysł. Musiałem jakoś zaradzić temu, że gra w bocznych sektorach na naszym przedpolu nie była mocną stroną Jagiellonii. Chciałem też wykorzystać fakt, że w kadrze miałem czterech dobrych stoperów, a takie ustawienie rozwiązywało problem. Filip Modelski i Jonatan Straus muszą jeszcze zrobić jakościowy skok w grze do tyłu, ale najważniejsze jest, że robią postępy. Zauważalne.

– Trudniej było ustawić grę w defensywie czy poradzić sobie z odejściem Quintany, który był liderem Jagiellonii z prawdziwego zdarzenia?

– Dla każdego trenera posiadanie w kadrze tak kreatywnego zawodnika jak Dani było niezwykle cenne. Tyle że w Polsce nie ma takich klubów jak Real Madryt i Barcelona, które właściwie nie muszą wychowywać zawodników, bo zawsze będą mogły kupić tych z najwyższej półki. U nas trzeba tak wszystko układać, żeby jednego, dwóch sprzedać każdego roku. I Quintana był oczywiście pierwszy na sprzedaż, ale transfer spadł na mnie nagle, bo wydawało się, że po zamknięciu okna transferowego w Europie Zachodniej już nikt się nie zgłosi. Stało się inaczej. Dostałem kolejny sygnał, aby w każdej chwili na wszystkie pozycje mieć przyszykowanych dublerów.

– Najpierw grał pan w obecnym sezonie o utrzymanie, a potem – bez fazy pośredniej – rozpoczął batalię o mistrzostwo Polski. To nie jest zbyt duży przeskok dla młodego zespołu?
– W systemie obowiązującym w polskiej ekstraklasie nie może być stanu przejściowego. Nie ma na niego czasu. Skoro trafiliśmy do grupy mistrzowskiej, to celem musi być tytuł. Nawet jeśli przedsezonowe plany zakładały spokojne utrzymanie się. Przecież nie po to awansowaliśmy do czołowej ósemki, aby tym się zadowolić. Pozycja wyjściowa do ataku na szczyt jest bardzo dobra, i trzeba z tego skorzystać.

– Czyli dostrzega pan korzyści wynikające z reformy ESA 37?
– Jestem zdecydowanym przeciwnikiem tego rozwiązania, i wcale tego nie kryję. Przez 30 kolejek wykonuje się ciężką robotę, na której nie brakuje ostrych zakrętów, jakie mieliśmy w Jagiellonii w tym sezonie, a potem ktoś ten wielomiesięczny wysiłek niweczy. Bo przyjęte w obowiązującym regulaminie rozwiązania faworyzują bogate kluby z szerokimi kadrami. Najpierw 30 kolejek gramy w normalnym rytmie, a w serii finałowej dominują terminy środa-sobota. Wystarczy, że czołowy zawodnik w takim klubie jak nasz złapie kontuzję albo kartki, i bardzo łatwo jest stracić wysoką pozycję, którą trudno było wywalczyć na długim dystansie. Dlatego uważam, że takie upychanie terminarza nie jest sprawiedliwe.

– Sądzi pan, że jest odosobniony w poglądzie na reformę ligi?

– Nie, dlaczego? Znakomita większość trenerów myśli tak samo jak ja, tylko nikt nas nie pyta o zdanie. Zresztą nie tylko w kwestii podziału punktów, który jest złym rozwiązaniem, ale również liczby kartek, po których zawodnik musi karnie pauzować. Mimo że teraz kolejek jest o siedem więcej, nadal obowiązują stare wytyczne, chociaż logiczniej byłoby to zmodyfikować, czyli zastosować wykluczenia po piątej, dziesiątej i piętnastej żółtej kartce. Ktoś zapomniał coś dostosować do wydłużonej rywalizacji i nie chce słuchać, że zrobił źle. Pewnie dlatego, że trenerów najczęściej się zwalnia, słuchać nie ma potrzeby. Czasami tak myślą nawet piłkarze, jak choćby ci z Wisły, którzy coś tam o mnie anonimowo opowiadają. A jakby wszystko robili dobrze, zgodnie z wydawanymi zaleceniami, a przede wszystkim mieli jaja, to nie musieliby się ukrywać.

– To przypadek, że w Białymstoku wykonuje pan lepszą robotę niż gdzie indziej?

– Wszędzie dobrze pracowałem, gdzie mnie nikt nie oszukiwał. To znaczy było to, na co się umawialiśmy przed podpisaniem kontraktu. Weźmy choćby moją przedostatnią posadę – w Gdańsku. Uważam, że wykonałem w Lechii kawał dobrej roboty.

– Wyniku sportowego takiego jak w Jagiellonii jednak pan nie osiągnął.

– Różnica jest taka, że tu ludzie zarządzający klubem mają do mnie zaufanie. I potrafią pomóc w trudnych momentach. Przecież zdarzyły mi się w tej kadencji w Białymstoku dwie serie z trzema porażkami z rzędu, ale wówczas Cezary Kulesza, zamiast podsycać plotki, dał wywiad, że trener ma mocną pozycję i na pewno utrzyma posadę.

– To jest ten moment, w którym może pan znaleźć pracę na lata? I być dla Jagiellonii kimś takim jak Arsene Wenger dla Arsenalu?

– Tego to chyba nigdy nie wiadomo. Teraz wszyscy są zadowoleni, czuję wsparcie, i wiem, że niepotrzebny mi 10-letni kontrakt, bo ustna umowa w Białymstoku więcej znaczy niż stosy dokumentów gdzie indziej. Na pewno jednak jest coś w tym, że ludzie się docierają. Pracowałem w kilku klubach poza Jagiellonią, w tym czasie szefowie w klubie mogli przekonać się o warsztacie innych trenerów. I znalazł się powód, aby wrócić do współpracy. Zatem zarysowany przez pana scenariusz także nie jest niemożliwy do zrealizowania.

– Pytam o to, bo skoro zespół jest młody, to trener powinien dostać konkretną perspektywę pracy. A przecież w Jagiellonii z młodzieżą pracujecie nieco inaczej niż w większości pozostałych klubów.

– To fakt, najzdolniejszych juniorów, z roczników ’97, ’98, ’99, w sumie czternastu, mamy w pierwszym zespole. Kładziemy nacisk na ich rozwój, a rywalizując tylko z rówieśnikami, nawet jeśli będą wygrywać mistrzostwa Polski juniorów, nie nauczą się tyle, ile od zawodowców. To zresztą największy problem naszej piłki – bezkolizyjne przejście z wieku juniora do seniora. Od 10 lat staram się szukać optymalnego rozwiązania. I mam nadzieję, że poszerzenie kadry pierwszego zespołu do 35 nazwisk do tego się przyczyni. Bo chłopcy już teraz potrafią fajnie grać, wzmocnieni dwoma starszymi zawodnikami, potrafili wygrać sparing z przyzwoitym rywalem z Azerbejdżanu.

– Wspomniał pan o tytule w kategorii juniorów, a droga kilku mistrzów z rocznika, który sięgnął po mistrzostwo, z Janem Pawłowskim na czele, do ekstraklasy nie była wcale usłana różami.
– Akurat Pawłowski zaczął grać wcześnie, tylko złapał kontuzję. Natomiast inni, z Karolem Mackiewiczem na czele, rzeczywiście długo dobijali się do ligi i dziś najbardziej brakuje im doświadczenia. Nie oszukujmy się – w piątkowym meczu ze Śląskiem, gdy zabrakło Rafała Grzyba – na boisku byli zawodnicy, którzy w sumie mają mniej występów w ekstraklasie niż… ja. Nie liczyłem, tak zakładam, ale pewnie się nie pomyliłem. Przy okazji wyszło, ile taki rutyniarz znaczy dla młodszych kolegów. Przecież ewidentnie zabrakło nam w składzie kogoś, ktoś wiedziałby, jak dobić gości, kiedy ich tuż po przerwie mocno przycisnęliśmy i objęliśmy prowadzenie.

– Budujecie w Białymstoku odpowiednią infrastrukturę do szkolenia?

– Również z tego powodu zabieram najzdolniejszych wychowanków do pierwszego zespołu, że z nami mogą ćwiczyć w lepszych warunkach. Ale idzie ku dobremu, za dwa lata powinna być ukończona nasza baza. Teren został już wykupiony, teraz trzeba go rozsądnie zagospodarować od podstaw. Bez przepychu, za to tak, żeby wszystko było funkcjonalne.

– A miał pan dylemat, podejmując decyzję o niezwalnianiu Bartosza Drągowskiego na turniej kwalifikacyjny reprezentacji U-19?
– Pewnie, że tak, rozważaliśmy taką możliwość. Bo nam, trenerom, naprawdę zależy na dobru całego polskiego futbolu. Tyle że to nie my układaliśmy terminarz, a właśnie w trakcie turnieju Jagiellonia rozegra mecze z Lechem Poznań i Legią Warszawa. A skoro zaszliśmy już tak daleko, to byłoby niepoważnie zwalniać bramkarza w newralgicznym momencie. Nie miałem prawa osłabić własnego zespołu, musiałem dbać przede wszystkim o interes drużyny, którą prowadzę.

– Czy podejmując decyzję o odsunięciu Mateusza Piątkowskiego od wyjściowego składu, też kierował się pan takimi względami?
– Zawsze nimi się kieruję. Nikt nie może być powyżej zespołu, to znaczy żaden indywidualny interes nie ma prawa być ważniejszy niż interes całej drużyny. Rok temu zrezygnowałem z Bekima Balaja i postawiłem na Mateusza. I czas pokazał, że była to dobra decyzja. Natomiast błąd popełniliśmy zimą, gdy nie sprzedaliśmy Piątkowskiego. Bo niezadowolony piłkarz nie jest potrzebny w żadnym klubie. Nigdy jednak nie było tak, że nie wstawiłem do składu zawodnika dlatego, że nie chciał przedłużyć umowy. To są zwykłe opowieści dziwnej treści. Zawsze u mnie grali aktualnie najlepsi. Ewentualnie tacy, którzy dawali nadzieję na najlepszą realizację taktycznych zadań.

– Mam rozumieć, że zamiast koncentrować się na realizacji założeń, Piątkowski koncentrował się na własnej promocji?

– Ja tego nie powiedziałem. Nie jest tajemnicą, że nie dogadaliśmy się z Mateuszem w kwestii warunków nowego kontraktu. Piłkarz dostał termin, wiedział, na co może liczyć. Nie jestem od spraw finansowych, więc nie ze mną rozmawiał na ten temat. Życzę mu wszystkiego najlepszego. Tyle że już w innym miejscu, zrezygnowaliśmy bowiem z kontynuowania rozmów. Dlatego teraz już w Jagiellonii nie zagra.

– Mówił pan, że każdego roku powinien przygotować kogoś na sprzedaż. W kadrze Jagi są zawodnicy, za których można będzie już latem dostać solidne pieniądze?
– Myślę, że bardzo dobrym piłkarzem, który ustabilizował formę na satysfakcjonującym poziomie, jest Maciej Gajos. Duże postępy zrobili Przemkowie Frankowski i Mystkowski, zaś o Drągowskiego pyta pół Europy. A przecież wśród starszych zawodników, począwszy od Michała Pazdana, także mamy takich, za których umiejętności trzeba sporo zapłacić.

– To prawda, że w szatni Jagiellonii bywa ostro?

– Profesjonalna piłka jest dla dorosłych. W internecie nie brakuje filmów, na których widać, że zawodnicy leją się regularnie. Nie mówię, że tak jest w Jagiellonii, bo u nas w szatni panuje naprawdę znakomita atmosfera. A że faceci czasami wyjaśnią sobie coś po męsku – nie zamierzam w to ingerować.

– Czyli ma pan wiedzę, że nie tak dawno temu po zajęciach doszło do spięcia między czołowymi zawodnikami z obrony i ataku?
– Nic o tym nie wiedziałem. I nie zamierzam teraz wnikać. Lubię zawodników, którzy mają charakter.

– Realnie – miejsce w europejskich pucharach to cel Jagiellonii czy tylko kłopot, który na tym etapie budowy zespołu mógłby skomplikować kolejny sezon?

– Jeśli będzie szansa – oczywiście powalczymy o puchary. Przecież nie będę teraz spowalniał zawodników. Zwłaszcza że dużo robią w tym kierunku sędziowie, którzy w sezonie zasadniczym podjęli bodaj aż 12 błędnych decyzji mogących wpłynąć na nasz dorobek punktowy. Nie będę jednak owijał w bawełnę, że start w pucharach to przede wszystkim problem. Bo trzeba mieć szeroką kadrę, wyrównaną, i jeszcze mądrze i z wyczuciem ją prowadzić. Tym bardziej że przerwa między rozgrywkami będzie w tym roku krótsza, raptem sześciotygodniowa. Zatem zawodnicy, którzy po sezonie zostaną powołani do reprezentacji, a mamy takich jedenastu w różnych kategoriach wiekowych z różnych krajów, w ogóle nie dostaną urlopów.

– Kto jak kto, ale pan doskonale wie, że po nieudanym starcie w pucharach można stracić pracę.

– Mnie puchary wcale nie kojarzą się źle. Trzeba tylko realnie na nie spojrzeć. Za pierwszym razem z Jagiellonią, kiedy w Białymstoku był pucharowy zespół, zaprezentowaliśmy się bardzo przyzwoicie. Po prostu nie mieliśmy prawa wyeliminować Arisu Saloniki, w Grecji zostaliśmy przekręceni. Przy drugim podejściu, kiedy czterech zawodników było kontuzjowanych, a drugie tyle nieprzygotowanych, nie było szansy na lepszy wynik w Pawłodarze. Inna sprawa, że nie mam wątpliwości, że Ruch Chorzów i Zawisza Bydgoszcz zapłaciły w tym sezonie bardzo wysoką cenę za udział w kwalifikacjach Ligi Europy.

– Zapytam zatem brutalnie – stać w tym momencie Białystok na udział Jagi w pucharach?
– Na pewno wzmocnień, niezależnie od sytuacji, będziemy szukać tradycyjnie, czyli głównie w niższych klasach. Na takie bowiem nas stać. No, chyba że w przypływie entuzjazmu szefowie klubu złożą się na lepszych piłkarzy, i wówczas będzie naprawdę radośnie.

– A może nie ma sensu narzekać na wzmocnienia z niższych klas? Można tam wyłowić perełki, a pan ostatnio mocno zaangażował się w skauting.

– Owszem, bo przed nim w Polsce duża przyszłość. Na razie jest bowiem jak na… udo. To znaczy raz się udo, a innym razem nie udo. Tymczasem dzięki profesjonalnie prowadzonym obserwacjom można naprawdę znacząco wzmocnić skład. Ja nigdy nie uciekałem od niższych klas, zawsze kiedy nie miałem klubu, starałem się prowadzić treningi w małych klubach. Tak wypatrzyłem Karola Świderskiego w SMS Łódź, który teraz jest w Jagiellonii. Proszę mnie trzymać za słowo – to wkrótce będzie jeden z najlepszych polskich napastników.

– A jak wygląda skauting w Jagiellonii?
– Obiecująco, dział liczy już dwóch, albo nawet trzech pracowników. Głównym pozostaje jednak wciąż… telefon Cezarego Kuleszy, który jest bardzo mocno zaangażowany w wyszukiwanie utalentowanych zawodników dla klubu.

– Czego zatem panu na koniec życzyć? Piątego miejsca w lidze i spokojnego lata?
– Proszę nie żartować – tylko i wyłącznie mistrzostwa!


Wywiad został opublikowany w Tygodniku „Piłka Nożna” w ubiegłym tygodniu

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 28/2026

Nr 28/2026

Polska Ekstraklasa

Z Arsenalu do Cracovii. Młody pomocnik przy ul. Kałuży

Cracovia tego lata nie jest specjalnie aktywna na rynku transferowym, skupiając się głównie na ściąganiu młodych i perspektywicznych piłkarzy. Kolejny z nich właśnie zawitał przy ul. Kałuży.

2024.05.19 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
N/z Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.05.19 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie! Górnik Zabrze z kolejnym transferem!

Nowy obrońca melduje się w Zabrzu. Maximilian Dietz podpisał kontrakt z triumfatorem Pucharu Polski!

2026.05.23 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
N/z Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2026.05.23 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Reprezentant Polski zmienia klub! Zostały już tylko formalności!

Związany z Górnikiem Zabrze Kryspin Szcześniak będzie miał nowy klub. Według mediów, zawodnik zmieni barwy, ale pozostanie w PKO BP Ekstraklasa.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Kryspin Szczesniak 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?

Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.

2026.07.16 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Gornik Zabrze
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2026.07.16 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Gornik Zabrze 

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Cracovia przedłużyła kontrakt i wypożyczyła zawodnika

Bartosz Biedrzycki podpisał nową umowę z Cracovią. Jednocześnie Pasy postanowiły wypożyczyć 23-latka do pierwszoligowej Odry Opole.

2025.08.03 Krakow
Pilka nozna , PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/26
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
N/z Bartosz Biedrzycki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2025.08.03 Krakow
Football Polish top league , 2025/2026 season
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
Bartosz Biedrzycki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus
Czytaj więcej