Szybko strzelony gol po przerwie, a wkrótce po nim czerwona kartka dla obrońcy rywali były przełomem, który zdecydował o wygranej Rakowa z Universitateą. 2:0 to był najniższy możliwy wymiar kary. Dla popularnych Studentów z rumuńskiej Craiovej, piłkarze Medalików okazali się piłkarskimi profesorami.
Kierując się wartościami kadr obu klubów, Raków w meczu z Universitateą wydawał się faworytem. Jego piłkarze przez portal transfermarkt wyceniani są na jedenaście milionów euro więcej niż lidera rumuńskiej SuperLigi, a do tego częstochowianie – przynajmniej formalnie – grali u siebie. Od dawna jednak wiadomo, że pieniądze w piłce nie grają, a chłodna analiza kazała ostrożnie szacować szanse obu zespołów raczej fifty-fifty.
Zespół z Rumunii był w przeciwieństwie do Rakowa w ostatnim czasie w wybornej dyspozycji. Medaliki dopiero w ostatniej kolejce Ekstraklasy przełamały fatalną passę wygrywając 1:0 w Łodzi z Widzewem. Do tego rola gospodarzy zmuszała częstochowian do bardziej otwartej gry, pozwalając Universitatei czekać na okazje do szybkich kontr i liczyć na swoich napastników, o których nie tylko Marek Papszun mówił, że są największą siłą zespołu z Craiovej.
Szkoleniowiec częstochowian zaskoczył zestawieniem środka pola. Postawił na raczej rezerwowego ostatnio Oskara Repkę i co było jeszcze większą niespodzianką na Karola Struskiego, zgłoszonego do Ligi Konferencji w ostatniej chwili w miejsce kontuzjowanego kapitana Zorana Arsenicia. Papszun się nie pomylił, ale żeby się o tym przekonać trzeba było trochę poczekać.
Pierwszą połowę zamknął w nawias najdroższy gracz gości Stefan Baiaram, swoimi groźnymi strzałami tuż obok lewego słupka bramki Kacpra Trelowskiego. Wszystko pomiędzy działo się pod mniejsze i większe dyktando Rakowa, który jednak dopiero po pół godzinie gry – gdy boisko opuścił już kontuzjowany Ivi Lopez – zaczął stwarzać pachnące golem sytuacje. To że nie padł z nich gol było zasługą dobrze broniących swojej bramki gości, rzucających się pod nogi strzelców niczym defensorzy Rakowa w jego najlepszych okresach.
Rosnącą przewagę Raków udokumentował w pierwszej akcji po przerwie. Dośrodkowanie z prawego skrzydła przejął w polu karnym na pierś Tomasz Pieńko, uderzył prawą nogą, wydawało się, że bramkarz zdołał zablokować jego strzał, ale piłka po chwili wtoczyła się do siatki między jego nogami. Cztery minuty później Jonatan Braut Brunes, wychodząc sam na sam z bramkarzem został powalony rękami przez obrońcę tuż przed linią pola karnego. Źle ustawiony maltański arbiter puścił grę, ale po interwencji VAR podjął jedyną możliwą decyzję usuwając Rumuna z boiska.
Było jasne, że Raków ma rywala w narożniku i nie powinien pozwolić mu się z niego wyrwać. Częstochowianie faktycznie zdominowali wydarzenia na boisku, nie wypuszczali Studentów sprzed ich pola karnego, tworzyli kolejne sytuacje, ale też i seryjnie je marnowali. Dopiero w 80 min. Repka huknął sprzed pola karnego i stało się jasne, że Medaliki w pełni zasłużenie zaksięgują na swoim koncie pierwsze trzy punkty w Lidze Konferencji.
Dziś losowanie Ligi Konferencji. Na kogo mogą trafić polskie kluby?
W piątkowe popołudnie odbędzie się losowanie par drużyn, które zmierzą się ze sobą o awans do 1/8 finału Ligi Konferencji. Rywali poznają między innymi polskie kluby.
Legia ponownie ukarana przez UEFA! To efekt wydarzeń podczas meczu ze Spartą
Wojskowi zostali ukarani karą finansową przez UEFA za głoszenie nieodpowiednich treści dla wydarzenia sportowego. Kwota do zapłaty wynosi blisko 14 tys. euro.