Z radarów zniknął blisko dwa lata temu, kiedy zakończyła się jego współpraca z Zagłębiem Sosnowiec. Zniknął nieoczekiwanie, w końcu rozchodzi się o zawodnika, który na poziomie Ekstraklasy wystąpił w 165 meczach, a i w 11 w reprezentacji Polski. Teraz wraca do futbolu – co prawda na pół gwizdka, za to z pomysłem na życie po życiu.
Adam Kokoszka z radarów zniknął dwa lata temu
Gdy zdecydował się zrobić sobie przerwę od grania w piłkę, miał niespełna 33 lata, co było równie zaskakujące jak fakt jego zniknięcia. W teorii miał przed sobą przynajmniej dwa, trzy sezony gry na wysokim poziomie. Tymczasem przepadł, jak kamień w wodę.
– Potrzebowałem odpoczynku. Futbol może zmęczyć, nawet jeśli wydaje się, że piłkarzom niczego nie ma prawa brakować – mówi Adam Kokoszka. – Pojawiło się kilka ofert, ale nie były na tyle atrakcyjne, aby dla nich wywracać do góry nogami życie rodzinne. Syn rozpoczynał naukę w szkole podstawowej, nie widziałem sensu w ciąganiu go po całej Polsce, by za pół roku, może za rok wrócić do punktu wyjścia. Z kolei z okolic Krakowa żadna konkretna propozycja nie nadeszła, zresztą wyboru wielkiego nie było, bo i być nie mogło, skoro kluby z tych rejonów, występujące na trzech najwyższych poziomach w Polsce, można policzyć na palcach jednej ręki. Sytuacja zmieniła się więc dopiero w styczniu tego roku.
Być jak Głowacki
Mniej więcej wtedy o Kokoszce przypomniała sobie czwartoligowa Unia Tarnów. Nawet jeśli za klubem stoją pieniądze poważnego sponsora, Grupy Azoty, trudno mówić, że zawodnik wykonał klasyczny skok na kasę. Warunki pracy w Tarnowie rzecz jasna odegrały znaczącą rolę, natomiast w powrocie Kokoszki do w miarę poważnego grania w piłkę pomogły także inne czynniki. Żona piłkarza zatrudniona jest w rodzinnej firmie w Tarnowie, musi dojeżdżać z Krakowa do miejsca pracy, więc już od dłuższego czasu zamierzali przenieść się w okolice tego miasta.
– Mamy też plan dla syna, który w przyszłym roku szkolnym zacznie naukę w czwartej klasie podstawówki. Właśnie od tego rocznika przyjmowane są dzieci do szkoły działającej przy akademii piłkarskiej Unii, więc bardzo dobrze się składa – wyjaśnia. – A co do klubu – na organizację nie można narzekać, mamy ładny stadion, aspiracje sięgają przynajmniej gry na poziomie drugiej ligi, warto też się trochę poruszać. Mogę się przydać, chciałbym dzielić się wiedzą z młodszymi zawodnikami. Gdy wiele lat temu grałem w Wiśle Kraków, byłem jak cień Arka Głowackiego – podpatrywałem, jak trenuje, na co zwraca uwagę, czasem Arek pozwalał mi ze sobą poćwiczyć. Mógłbym podobną rolę spełniać w Unii.
Powrót Kokoszki na boisko trudno jednak traktować jako wznowienie kariery w pełnym znaczeniu tego określenia. Po pierwsze, przecież nie ogłosił jej zakończenia. Po drugie, czwarta liga nie jest całkowicie profesjonalna. Bardziej doświadczeni zawodnicy, wśród nich Kokoszka, nie uczestniczą w każdym treningu, w Tarnowie pojawiają się na zajęciach trzy razy w tygodniu. Żeby związać koniec z końcem, muszą pracować. Na przykład kilku graczy Unii zatrudnionych jest w Grupie Azoty, która w Tarnowie ma swój największy zakład. Nieco inaczej jest w przypadku Kokoszki, który jest członkiem międzynarodowego zespołu, promującego marki z różnych krajów za pośrednictwem Zooma, Teamsów i tym podobnych rozwiązań technologicznych.
Miejsce pomiędzy
– Komunikujemy się w języku angielskim, mamy w zespole człowieka z dwudziestoletnim doświadczeniem, specjalizuje się w tematyce Środkowego Wschodu, także Afryki Północnej. Rzucasz temat, a facet zaraz ma pięć pomysłów, jak do niego podejść. Do projektu zaprosił mnie znajomy z zagranicy, działamy w krajach Zatoki Perskiej. Wkrótce jednak chcielibyśmy także stworzyć usługę, która będzie promowała polski biznes w krajach arabskich. Pracujemy nad uruchomieniem serwisu internetowego, The Goal 2030, mającego w tym pomagać. Strona na początku dostępna będzie w dwóch wersjach językowych – polskiej oraz angielskiej, docelowo natomiast także w języku arabskim. Już teraz nasze firmy eksportują duże ilości mebli na tamtejsze rynki, dlaczego na potencjale ekonomicznym tamtego regionu nie mieliby skorzystać także inni? Na przykład branża spożywcza. Arabia Saudyjska zmuszona jest do importowania znacznej ilości żywności choćby z Europy. Coraz częściej można spotkać się z informacjami, że Arabowie kupują lub dzierżawią grunty pod uprawę, choćby na Ukrainie czy w Polsce, ponieważ klimat u nas jest korzystniejszy.
W Arabii Saudyjskiej powstał tak zwany Projekt 2030. Głównym założeniem jest uniezależnienie się kraju od wpływów z ropy naftowej – chodzi o dywersyfikację przychodów. W związku z tym planowany jest choćby rozwój sektora turystycznego, aby ta gałąź gospodarki przynosiła większe dochody, także zwiększenie działalności inwestycyjnej czy handlu międzynarodowego niezwiązanego z ropą.
– Arabia ma się zmienić, zresztą podobnie jest w przypadku innych państw z tego regionu – uzupełnia Kokoszka. – Ja już tak zaangażowałem się w temat, że oglądam na YouTubie mecze tamtejszej ligi. Kto by pomyślał, że klub Al-Hilal ma na Instagramie blisko 3 miliony obserwujących, to więcej niż średnie kluby z najsilniejszych lig w Europie, a przecież nic w Polsce o tym zespole nie wiemy. To też pokazuje potencjał tego rynku. W Arabii Saudyjskiej planowana jest budowa największego na świecie parku rozrywki, tamtejsze firmy mocno inwestują w innych krajach. Nic dziwnego, że biznes stara się skorzystać na potencjale ekonomicznym Arabii Saudyjskiej. My chcemy wejść w rolę łączników, znaleźć miejsce pomiędzy stronami.
Przemyślana przyszłość
Jest jeszcze za wcześnie na jasne postawienie sprawy, że Kokoszka z krajobrazu futbolowego zniknie i poświęci się działalności biznesowej. To jednak o niej mówi z większym entuzjazmem, a dzień po rozmowie sam z siebie przesyła informację, że fotele na ławki rezerwowych, które zostaną zamontowane na stadionach finałów mistrzostw świata w Katarze, wyprodukuje polska firma.
– Rozważałem czy nie zrobić licencji trenerskiej, na razie jednak się na to nie zdecydowałem. Z praktycznego punktu widzenia – aby w tym zawodzie dojść na szczyt, w przypadku Polski do Ekstraklasy, potrzeba lat pracy. Liczba miejsc jest więc mocno ograniczona, na dobre zarobki może liczyć garstka ludzi – mówi szczerze.
– Weekendów nie poświęcasz rodzinie, w ogóle często żyjesz osobno albo przynosisz robotę do domu, poświęcasz więcej czasu futbolowi, niż gdy jesteś zawodnikiem. W dodatku siedzisz na gorącym stołku, ja w trakcie kariery seniorskiej miałem piętnastu-dwudziestu szkoleniowców. Nie kwapię się do tego, odwlekam ten temat. Swoją drogą, gdybym miał ten rozum dziesięć lat temu, co teraz… Ale nie idźmy w tę stronę, każdy może to o sobie powiedzieć. Czas, na który zniknąłem z futbolu, pozwolił mi dobrze przemyśleć plan na przyszłość. Na razie więc zamierzam skupić się na działalności pozapiłkarskiej. Oczywiście jest to dla mnie coś nowego, jesteśmy na etapie budowania bazy kontaktów, nie ma z tego na ten moment wielkich pieniędzy, choć jest lepiej niż jeszcze trzy miesiące temu, potencjał w Zatoce Perskiej jest jednak duży. Także zarobkowy.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.