PROSTO Z BERLINA: Porażka, która boli wyjątkowo, bo oznacza krach złudzeń
Przewagę liczebną mieliśmy na trybunach Olympiastadionu i ławce rezerwowych, kiedy siedział na niej jeden z czołowych napastników świata. Z tym że na boisku to Austria od początku nas tłamsiła, wyjątkowo mocno w pierwszym kwadransie. Gdyby mecze trwały 15 minut powinno się nam wówczas podziękować za udział w turnieju. Nie trwają, więc pierwsze złe wrażenie udało się zatrzeć. Tyle że nie na długo.
Ostatni kwadrans, kiedy zmieniliśmy ustawienie na ultra ofensywne próbując poprawić wynik, był równie rozpaczliwy – jeśli nie bardziej – niż pierwszy. Właściwie nawet wówczas nie potrafiliśmy kreować sytuacji bramkowych i poważnie zagrozić bramce przeciwnika. Ta porażka boli, bo obnażyła nasze słabości. Po meczu z Holandią wydawało się nam, wierzyliśmy, że jesteśmy świadkami dużej zmiany. Pomyliliśmy się. Ten wynik sprawia, że w praktyce można zacząć wietrzyć pokoje hanowerskiego Sheratona i powoli szykować nowe pościelowe zmiany. Wieczorem, po meczu Francuzów z Holendrami, praktyka mogła zrównać się z teorią.
Michał Probierz wyjściowo i teoretycznie zaczął odważnie. Co prawda posadził na ławce dwóch efektownych i kreatywnych pomocników – Kacpra Urbańskiego i Sebastiana Szymańskiego, ale nie szukał podwójnych zasieków; do linii ataku Adamowi Buksie dołożył Krzysztofa Piątka. Zaufał pomysłowi z Cardiff. Desygnował zespół personalnie tożsamy z tym, który wywalczył w barażach awans na Euro. Z tą różnicą, że duet Robert Lewandowski-Karol Świderski został zastąpiony dwójką Buksa-Piątek. Co z tego wyszło? Jeśli hasło: „Gramy u siebie!” może ponieść zespół, to w piątek 21 czerwca 2024 roku, powinno. Austriacy, znakomicie bawiący się na mieście, na trybunach zostali przyćmieni przez polskich fanów. Odwrotnie proporcjonalnie do tego, co działo się na murawie. Na początku wydawało się bowiem, że selekcjoner kompletnie przestrzelił z rysunkiem taktycznym, podziałem zadań i personaliami. Nie było nas na boisku.
To był chyba najbardziej przygnębiający obraz drużyny narodowej, odkąd Probierz został selekcjonerem (z tym że nie wiedzieliśmy jeszcze, co będzie dziać się w końcówce). Drużyna była jakby zagubiona i zszokowana intensywnością jaką zaordynowali Austriacy, którzy – przypomnijmy – mieli 30 godzin mniej na regenerację po pierwszym meczu.
Drgnęło coś około 17-18 minuty. Wtedy wszystko co dobre w polskim zespole, zaczynało się od Piotra Zielińskiego. Brakowało mu jednak partnera do gry, którą proponował. Wystawienie dwóch napastników ograniczyło nasze możliwości zaanektowania środka boiska, tym bardziej że na mecz trochę nie dojechał Jakub Piotrowski. Podobnie zresztą sprawę zinterpretował trener, bo na druga połowę pomocnik Łudogorca już nie wyszedł. Koniec pierwszej części meczu zwiastował jednak, że wcale na boisku w Berlinie nie musi być źle. Że kilka korekt pozwoli opanować na dłużej sytuację, a rywal będzie słabł. Niestety, było źle. A im dłużej trwał mecz, tym nawet gorzej. Zmiany personalne nie dały nic. Nie zmieniły obrazu meczu, a właściwie to tak – pogorszyły go
Kolejny raz okazało się, że futbol jest prostą grą. Austriacy nie zamierzają jej przesadnie komplikować. Mocni i zorganizowani, przygotowani mentalnie, bezwzględni w wykorzystywaniu błędów przeciwnika. Zamiast myślami spowalniać wskazówki zegarków, pewnie wielu polskich kibiców chciałoby je przyspieszyć – tak zły był obraz końcówki tego spotkania
I na tym na razie poprzestańmy. Na gorąco nonsensem jest analizować wszystko od A do Z. W każdym razie na trybunach w końcu głośniej zrobiło się w czerwonych, czyli austriackich sektorach. Niestety, ich „Auf Wiedersehen”, było dla nas równie przygnębiające, jak obraz meczu.
Nigdy nie widziałem takiej słabej Holandii. Van D. grał jakby miał grypę, z resztą Belgia nie lepiej. Francja już prawię odpadła. Rządzą Alpy i Bałkany, na tą Austrię Serbia by pograła bo jedyne czego im nie brakuję to konsekwęcja. Gorszę od Polski tylko Czechy będą. Pozdro.
Gość
22 czerwca, 2024 07:53
Starsze pokolenie zastąpić młodymi piłkarzami !
Gość
22 czerwca, 2024 07:56
Lepiej dla Lewandowskiego by zakończył karierę reprezentacyjną !
Jakub Błasczykowski po Gali Tygodnika „Piłka Nożna”. „Myślałem, że wygra Oskar Pietuszewski”
Jednym ze znakomitych gości Gali 2026 był Jakub Błaszczykowski, który do hotelu Hilton przybył wraz z małżonką Agatą. Piłkarz Roku 2010 i 2012 chętnie skomentował tegoroczne nagrody.
Co z Pietuszewskim w reprezentacji? Jan Urban zabiera głos!
Oskar Pietuszewski jest ostatnio na ustach wielu kibiców, chcących zobaczyć go w pierwszej reprezentacji. O młodym talencie FC Porto wypowiedział się selekcjoner Jan Urban.
Gala Tygodnika „Piłka Nożna”. Piłkarz Roku 2025 – Robert Lewandowski
Czy Robert Lewandowski jest najlepszym piłkarzem w historii Polski, pozostaje kwestią otwartą. W futbolu nie ma obiektywnej miary pozwalającej szacować klasę poszczególnych sportowców, każdy ma prawo do subiektywnego spojrzenia i własnego wyboru. Być może ktoś, kiedyś, przez krótki czas grał lepiej niż Lewy. Natomiast nie ma żadnych wątpliwości co do trzech kwestii:
Gala Tygodnika „Piłka Nożna”. Piłkarka Roku 2025 – Ewa Pajor
Po raz szósty w karierze i czwarty z rzędu Ewa Pajor została wybrana Piłkarką Roku w plebiscycie tygodnika „Piłka Nożna”. Po takich 12 miesiącach w jej wykonaniu po prostu nie mogło być inaczej.
Nigdy nie widziałem takiej słabej Holandii. Van D. grał jakby miał grypę, z resztą Belgia nie lepiej. Francja już prawię odpadła. Rządzą Alpy i Bałkany, na tą Austrię Serbia by pograła bo jedyne czego im nie brakuję to konsekwęcja. Gorszę od Polski tylko Czechy będą. Pozdro.
Starsze pokolenie zastąpić młodymi piłkarzami !
Lepiej dla Lewandowskiego by zakończył karierę reprezentacyjną !