3 maja, 25 czerwca i 1 listopada – te trzy daty łączą się w tragiczną opowieść o kibicu Napoli śmiertelnie postrzelonym przez ultrasa Romy.
Tomasz Lipiński
W sobotę Napoli podejmie Romę. W normalnych okolicznościach byłby to hit. Wicemistrz kontra trzecia drużyna poprzedniego sezonu i zdobywca krajowego pucharu, poza tym drużyny lubiące grać ofensywnie i widowiskowo, czyli piłkarskie emocje zapewnione i bez wątpienia najciekawsze wydarzenie nie tylko tej kolejki. Ale normalnie być nie może. Nie po tym, co zdarzyło się w maju podczas finału Pucharu Włoch.
Strzelanina przed finałem
Tamten finał rozgrywany na rzymskim Stadio Olimpico, do którego awansowały Napoli i Fiorentina, od sportowej strony też zapowiadał się znakomicie i miał godną oprawę. Przed meczem delegacje obu klubów przyjął na audiencji papież Franciszek. Przypomniał o odpowiedzialności spoczywającej na piłkarzach, którzy znajdują się w centrum uwagi zwłaszcza dzieci i młodzieży. Niewykluczone, że zawodnicy wzięli sobie te słowa do serca, bo nie zawiedli i stworzyli ładny spektakl. Gdyby to, co zdarzyło się w Rzymie zawęzić do rozmiarów prostokątnego trawnika, należałoby tylko chwalić. Wygrało Napoli 3:1, między innymi po dwóch golach Lorenzo Insigne. Niestety, nie filigranowy skrzydłowy i jego koledzy zostali głównymi aktorami wieczoru. Nie było bohaterów, na plan pierwszy wysunęli się antybohaterowie.
Przed meczem na ulicach Rzymu rozegrały się dramatyczne sceny. Napięcie w mieście wyczuwało się od rana. Rosło wraz z przybywającymi z północy tysiącami kibiców Fiorentiny i z południa fanami Napoli. Im naprzeciw wyszli tifosi Romy, którzy za nic na świecie nie chcieli na jeden dzień oddać gościom władzy w mieście. Tu i tam wybuchały ogniska zapalne, ale służby porządkowe panowały nad sytuacją. Nie sposób było przewidzieć i zapobiec temu, co zdarzyło się w nieodległej od stadionu dzielnicy Tor di Quinto.
Na stadion lotem błyskawicy dotarła widomość, że fan Romy postrzelił trzech kibiców Napoli. Kiedy oczekujący w swoich sektorach na rozpoczęcie meczu neapolitańczycy dopowiedzieli się o rannych kompanach, w tym jednym znajdującym się w stanie krytycznym, sprawy w swoje ręce wzięli przywódcy ultrasów. Zawezwali raz i drugi pod swój sektor kapitana drużyny Marka Hamsika i przekazali żądanie o odwołaniu finału.
Paradoks sytuacji polegał na tym, że na trybunie honorowej siedzieli przedstawiciele najwyższych władz państwowych, z premierem Matteo Renzim na czele, szefowie włoskiej federacji piłkarskiej, komitetu olimpijskiego, Lega Calcio i wiele innych osobistości, a najwięcej do powiedzenia w sprawie, czy mecz się odbędzie, czy nie, miał siedzący okrakiem na płocie wytatuowany gość w czarnym t-shircie z napisem Speziale Libero.
Sam napis był skandalem i niewiarygodną prowokacją. Niejaki Antonino Speziale został uznany za winnego śmierci policjanta z Katanii Filippo Racitiego, który zginął w lutym 2007 roku podczas zamieszek po derbach Catania – Palermo. Niepełnoletniego w chwili popełnienia czynu Speziale sąd początkowo skazał na 14 lat więzienia, ale stanęło na ośmiu. Na oczach notabli i całego kraju ultrasi żądali więc wolności dla zabójcy skazanego prawomocnym wyrokiem, którego wina została bezsprzecznie udowodniona.
(…)
Cały artykuł w najnowszym wydaniu tygodnika Piłka Nożna! Już w kioskach!