Przez wiele lat grali w reprezentacji Polski, sporo czasu spędzili za granicą, ale wrócili do ojczyzny i zostali trenerami krajowych drużyn. Mimo że do wieku emerytalnego obowiązującego w Polsce jeszcze im daleko, od pewnego czasu nie pracują jednak w tym zawodzie.
Piotr Nowak jest na bezrobociu od 2018 roku. (fot. 400mm.pl)
ZBIGNIEW MROZIŃSKI
W drugiej dekadzie XXI wieku ze Stanów Zjednoczonych przyjechali do kraju dwaj wielokrotni reprezentanci Polski, byli jej kapitanowie Robert Warzycha i Piotr Nowak. Po zakończeniu kariery piłkarskiej pozostali za oceanem i tam byli trenerami – osiągali sukcesy w MLS. Warzycha zakotwiczył w Columbus Crew, gdzie najpierw grał, potem był asystentem i wreszcie został pierwszym szkoleniowcem. W latach 2014-15 prowadził natomiast w Ekstraklasie zespół Górnika Zabrze. Mimo że z klubem, w którym spędził najlepsze lata przygody z piłką, podpisał trzyletnią umowę, w połowie tego okresu w sierpniu 2015 odszedł. Wkrótce wrócił za Atlantyk, ale już żadnego zespołu nie poprowadził, mimo że miał wtedy 52 lata, a więc mógł spokojnie jeszcze długo działać w tym fachu.
Piotr Nowak jako piłkarz wygrał rozgrywki MLS z Chicago Fire, a jako trener z D. C. United z Waszyngtonu. Był asystentem selekcjonera reprezentacji Stanów Zjednoczonych i prowadził młodzieżową reprezentację tego kraju. Jego amerykańska kariera zakończyła się po aferze w klubie Philadelphia Union, gdzie był nie tylko trenerem, ale i wiceprezesem, gdy zarzucono mu złe traktowanie podopiecznych. Dopiero po pewnym czasie odnalazł się jako dyrektor techniczny reprezentacji Antigui i Barbudy. Od stycznia 2016 roku był natomiast przez kilkanaście miesięcy trenerem Lechii Gdańsk, zespół w tym okresie plasował się w czołówce Ekstraklasy. Potem jeszcze przez pewien czas sprawował funkcję dyrektora sportowego biało-zielonych. Trenerską karierę Nowak przerwał, mając 53 lata.
W Legii Warszawa i w różnych reprezentacjach Polski, od juniorów do pierwszej grali razem w obronie, z tym że jeden na jej prawej stronie, a drugi na lewej. Noszą takie same imię Dariusz – Kubicki i Wdowczyk. Pod koniec lat 90. po powrocie z Wysp Brytyjskich bardzo dynamicznie rozpoczęli kariery trenerskie Wdowczyk zdobył mistrzostwo Polski ze stołecznymi zespołami – Polonią i Legią, w tych klubach pracował również Kubicki. Pierwszy z nich trenował też Orlen Płock, Widzew Łódź, Koronę Kielce, na pewien czas przeniósł się do Szkocji, tam pełnił funkcję dyrektorską w Livingston FC. Krach nastąpił w kwietniu 2008 roku, gdy został zatrzymany pod zarzutem korupcji i w konsekwencji otrzymał pięcioletni zakaz pracy w zawodzie. Wdowczyk wrócił na wiosnę 2013 roku, obejmując na półtora roku Pogoń Szczecin. Potem były już tylko kilkumiesięczne pobyty w Wiśle Kraków i Piaście Gliwice, a po odejściu we wrześniu 2017 roku z tego ostatniego klubu już nie prowadził żadnej drużyny, a miał wtedy 55 lat.
W maju 2018, też mając 55 lat, zniknął z trenerskiej karuzeli Kubicki. Jego ostatnim klubem była pierwszoligowa Olimpia Grudziądz, w której pracował już kilka lat wcześniej. Na zapleczu prowadził również Znicz Pruszków, Lechię Gdańsk, Wisłę Płock oraz Dolcan Ząbki. Natomiast w Ekstraklasie poza zespołami z Warszawy był trenerem Górnika Łęczna i dwukrotnie Podbeskidzia Bielsko-Biała. Miał też epizod w rosyjskim Sibirze Nowosybirsk, najpierw jako asystent, a potem pierwszy szkoleniowiec.
Jan Urban i Ryszard Tarasiewicz urodzili się w tym samym 1962 roku i przez wiele lat występowali obok siebie w reprezentacji Polski. Gdy przestali grać w piłkę, zostali trenerami, najpierw szkolili młodzież w krajach, w których się osiedlili, a potem pracowali z seniorami w Polsce. Urban po raz ostatni jako trener pojawił się w lutym 2018 roku, wtedy został zwolniony ze Śląska Wrocław. Miał 55 lat i od tej pory nie podjął żadnej pracy trenerskiej, mimo że ofert nie brakowało. Nawet mówiono, że tam gdzie pracował jego hiszpański asystent Kibu Vicuna, to on mógł być pierwszym trenerem. Wcześniej Urban z Legią wywalczył tytuł mistrzowski i dwukrotnie zdobył Puchar Polski. Po okresie krajowym – był także trenerem Polonii Bytom i Zagłębia Lubin – wrócił na pewien czas do Hiszpanii, by pomóc awansować do La Liga Osasunie z Pampeluny, gdzie mieszka na stałe. Nie wytrwał jednak na tym stanowisku nawet do końca sezonu 2014-15. Potem był jeszcze tylko trenerem Lecha Poznań, no i Śląska.
Tarasiewicz przed rokiem przestał trenować pierwszoligowy GKS Tychy i od tej pory też nie prowadził żadnego zespołu. A zaczynał kilkanaście lat wcześniej w macierzystym Śląsku Wrocław, który grał na trzecim poziomie rozgrywkowym i awansował z nim klasę wyżej. Potem prowadził grającą wtedy na zapleczu ekstraklasy Jagiellonię Białystok. Drugie podejście do Śląska zakończyło się awansem do Ekstraklasy oraz zdobyciem Pucharu Ekstraklasy. W najwyższej lidze był trenerem ŁKS, a pomógł do niej potem awansować Pogoni Szczecin i Zawiszy Bydgoszcz, z tym ostatnim zespołem zdobył także Puchar Polski. W ESA był też szkoleniowcem Korony Kielce, a potem prowadził pierwszoligową Miedź Legnica. Wydaje się, że w wieku 58 lat nie pożegnał się jednak na zawsze z ławką trenerską, tak jak i jego dobrzy znajomi z boiska.
TEKST UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” 14/2021
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.