Nie było niespodzianki w pierwszym sobotnim meczu Serie A. AS Roma pokonała w delegacji SPAL (3:0) i umocniła się na trzecim miejscu w tabeli ligi włoskiej.
Roma nie odpuszcza w walce o podium w Serie A (fot. Reuters)
W Rzymie doskonale zdają sobie sprawę z tego jak ważna jest walka o ligowe punkty, ale też nie ma co ukrywać, że w stolicy Włoch wszyscy już żyją zbliżającym się starciem z Liverpoolem w półfinale Champions League. Piłkarze Romy mają okazję, by zapisać się na kartach historii europejskiego futbolu i to właśnie dwumecz z „The Reds” jest dla nich priorytetem na końcówkę sezonu.
Mimo tak ważnego spotkania, Eusebio Di Francesco ani myślał, by zlekceważyć rozgrywki Serie A i dlatego przeciwko SPAL wystawił do boju bardzo mocny skład. Na ławce zasiedli co prawda Edin Dzeko, Daniele De Rossi czy Cengiz Under, ale i bez nich wyjściowa jedenastka gości prezentowała się niezwykle okazale.
Roma od początku była zespołem zdecydowanie lepszym, a jej kibice po upływie nieco ponad pół godziny mogli się cieszyć z pierwszego gola. W 33. minucie niefortunną interwencją popisał się Francesco Vicari, który po dograniu piłki z prawej strony boiska pokonał własnego bramkarza.
W drugiej połowie goście udokumentowali swoją przewagę, dokładając dwa kolejne gole. W 52. minucie, po przebitce w polu karnym, piłka spadła pod nogi Radji Nainggolana, a Belg uderzył bez zastanowienia w kierunku dalszego słupka i nie dał bramkarzowi SPAL żadnych szans na skuteczną interwencję.
Gospodarze nie zdołali się podnieść po drugim ciosie, a już musieli przyjąć trzeci, który okazał się tym nokautującym. Swojego gola strzelił Patrick Schick, który wykorzystał świetne dośrodkowanie i z najbliższej odległości trafił głową trafił do siatki.
Im bliżej końca, tym Roma coraz mniej forsowała tempo, mając już zapewnione zwycięstwo i ważne trzy punkty. Wynik nie uległ już więc zmianie i po ostatnim gwizdku to goście mogli podnieść ręce w geście triumfu.
Pełne 90 minut w ekipie SPAL rozegrał Thiago Cionek, a poczynania swoich kolegów z wysokości ławki rezerwowych obserwował Łukasz Skorupski.