Trzy punkty pojechały do Płocka. Tamtejsza Wisła ograła 2:0 Górnik Zabrze w meczu dwudziestej siódmej kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy. Dla „Nafciarzy” to pierwsze zwycięstwo w ligowych rozgrywkach od dziesięciu spotkań z rzędu.
Bartoszek odniósł pierwsze zwycięstwo na ławce trenerskiej Wisły. (fot. 400mm.pl)
Dziesięć. Dokładnie tyle ligowych meczów z rzędu bez zwycięstwa zanotowała Wisła. Po raz ostatni ta płocczanom udało się skompletować trzy punkty 14 lutego, kiedy to okazali się minimalnie lepsi od Lecha Poznań. Spotkanie zakończyło się wynikiem 1:0 i zarazem stało się początkiem wyjątkowo niechlubnej passy.
Od tamtej pory minęło ni mniej ni więcej jak sześćdziesiąt dwa dni. I więcej już ich nie będzie, bo w dniu dzisiejszym ów licznik stracił rację bytu. „Nafciarze” odnieśli bowiem długo wyczekiwane zwycięstwo, a upragnione przełamanie stało się wreszcie faktem.
Płocczanie otworzyli wynik w sześćdziesiątej pierwszej minucie. Przemysław Wiśniewski pośliznął się na własnej połowie, co natychmiast wykorzystał przyczajony Dawid Kocyła, który przejął piłkę i obsłużył prostopadłym podaniem wychodzącego na wolne pole Patryka Tuszyńskiego, a ten wygrał pojedynek sam na sam ze strzegącym dostępu do bramki Martinem Chudym.
Jednobramkowe prowadzenie nie zadowoliło w pełni podopiecznych Macieja Bartoszka. Efekt? Nieco ponad kwadrans później Chudy ponownie został zmuszony do kapitulacji. Damian Zbozień wrzucił piłkę w pole karne z autu. Futbolówka koniec końców przypadkowo trafiła pod nogi niepilnowanego Mateusza Szwocha, który mocnym i precyzyjnym uderzeniem wpisał się na listę strzelców.
Być może, a nawet na pewno, rezultat spotkania w Zabrzu byłby inny, gdyby nie brak efektywności podbramkowej ze strony graczy Górnika. Stworzyli oni sobie kilka dogodnych okazji do zdobycia goli, lecz albo skutecznie interweniował Krzysztof Kamiński, albo „Górnicy” nieskutecznie strzelali obok słupków jego bramki.
Zwycięstwo w wykonaniu Bartoszka i spółka oznacza dla nich niemal pewne utrzymanie. Niemal, bo na trzy kolejki przed końcem sezonu ich przewaga punktowa nad strefą spadkową wynosi aż osiem oczek. Przypieczętowanie ligowego bytu jawi się zatem jako czysta formalność. Nic zatem dziwnego, że wraz z ostatnim gwizdkiem sędziego wśród zespołu Wisły wybuchła niepohamowana radość.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.