Po pierwszym meczu w 1/4 Pucharu Króla w Madrycie rozpętała się prawdziwa burza. Czy zespół Jose Mourinho stać mimo wszystko na zagranie wszystkim na nosie i wyrzucenie z rozgrywek Barcelony?
Hiszpańskie media, obojętnie czy mówimy o dziennikarzach katalońskich czy stołecznych, w awans Realu nie wierzą. Nie tyle bowiem sam wynik pierwszego meczu dobitnie przemówił do rozsądku obserwatorów, a sposób podejmowania Barcy na własnym obiekcie przez podopiecznych Mourinho. Agonalny wręcz styl zmierzania gospodarzy od pierwszej do ostatniej minuty spowodował, że Barca na Santiago Bernabeu Real zdominowała w każdym elemencie gry, a poziom posiadania piłki wyśrubowała do podobnych rozmiarów, jak w meczach z rywalami pokroju Realu Sociedad czy Granady. Trzeba powiedzieć wprost: w pierwszym starciu ćwierćfinałowym Pucharu Króla Barcelona nie mierzyła się z rywalem godnym siebie. I nie jest to bynajmniej opinia wyrażana tylko przez często nieobiektywnych fanów Blaugrany.
Kibice opuszczający madrycki obiekt nie kryli swojego niezadowolenia, frustrację wyładowując na trenerze. I należałoby im przyznać choć odrobinę racji, bo to Mourinho odpowiedzialny jest przecież za ustawienie zespołu i myśl wdrażaną przez uczestników boiskowych wydarzeń. To on zamurował środek pola, zdecydował się na defensywne ustawienie, jakby stchórzył przed ewentualną wymianą ciosów. Z drugiej jednak strony, w grudniu zalecił przecież mocne uderzenie, a to przyniosło ostatecznie porażkę. Cóż więc dziwnego, że Mou myśląc o awansie zaprosił przed tygodniem do współpracy dobrze znany wszystkim „autobus”? W Pucharze Króla liczy się przecież każdy gol, awans ucieka w mgnieniu oka, więc i o sukces trudniej niż w lidze, w której na przestrzeni miesięcy wyrabia się punktową przewagę, a mistrzostwo zapewnia nie w bezpośrednich starciach, a w potyczkach z maluczkimi.
Kibice Realu nie przywykli jednak do porażek naznaczonych cierpieniem istnienia. Grudniowa była godna, znośna. Zeszłotygodniowa przynosiła rozpacz.
Teraz wszelkie kalkulacje nie mają chyba już żadnego znaczenia, bo Real po pierwszym meczu nie ma wielkiego pola manewru. Choć spotkanie odbędzie się w sercu Katalonii, defensywna taktyka nie wchodzi raczej w grę. Realowi potrzebne są bramki, a mając na uwadze fakt, że Barcelona nie zwykła chować się na podwójną gardą – wymianę ciosów mamy niemal zapewnioną. Mecz zapowiada się genialnie, bo wydarzenia godzin i dni następujących po pierwszym meczu rozpaliły i tak mocno napiętą sytuację w madryckim zespole. Sprzeczki, nieporozumienia, dąsy, a w konsekwencji przecieki o ewentualnym odejściu Mourinho po zakończeniu sezonu – ot, atmosfera, mogłoby się wydawać, typowa w pobitewnym krajobrazie. Tęgo zlani piłkarze Realu już dawno nie pałali jednak większą żądzą rewanżu. A sprawa awansu wciąż jest przecież otwarta, na Camp Nou mogą zrobić dosłownie wszystko. Jeśli tylko Barcelona i… Mourinho im na to pozwolą.
Barcelona? Tydzień w Katalonii minął bardzo spokojnie. Guardiola nie powinien zaskoczyć zestawieniem, o awans powalczy najpewniej skład łudząco podobny do tego z pierwszego meczu.
FC Barcelona – Real Madryt (22:00) – pierwszy mecz 2:1
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.