Pierwsza porażka Rakowa i pierwsze zwycięstwo Piasta. Podopieczni Aleksandara Vukovicia zasłużenie pokonali 2:1 mistrzów Polski w meczu 4. kolejki PKO Ekstraklasy.
Już od samego początku Raków mógł się przekonać, że dzisiejszy mecz w Gliwicach nie będzie ani szybką, ani łatwą, ani przyjemną przeprawą. Piast bardzo chciał wreszcie się przełamać i odnieść pierwsze w tym sezonie zwycięstwo.
Aleksandar Vukovic bezbłędnie przygotował taktycznie swoich podopiecznych. Zwłaszcza w pierwszej połowie, która przebiegła w pełni pod dyktando gliwiczan. Żeby uzmysłowić sobie dominację Piastunek, trzeba zerknąć na statystyki. Liczby mówią same za siebie.
Do przerwy Piast oddał 12 strzałów na bramkę. W tym samym czasie Raków… okrągłe zero! Tylko za sprawą stojącego między słupkami Vladana Kovacevicia częstochowianie nie schodzili do szatni z bramkową stratą.
Nawet jednak Kovacević musiał kiedyś skapitulować. Stało się to w 72. minucie. Chwilę wcześniej inny Kovacević rodem z Bośni, Adnan, sfaulował w polu karnym Jorge Felixa, sędzia po konsultacji z VAR wskazał na wapno, a jedenastkę na gola skutecznie zamienił Patryk Dziczek.
Raków szybko odpowiedział. Kilka minut później Władysław Koczergin wziął sprawy w swoje nogi i mocnym strzałem w kierunku dalszego słupka nie dał Frantiskowi Plachowi szans na udaną interwencję.
Ostatnie słowo należało jednak do gospodarzy. W doliczonym czasie gry Damian Kądzior dośrodkował z rzutu rożnego, wprowadzony na boisko dosłownie kilkadziesiąt sekund wcześniej Gabriel Kirejczyk zgrał głową, piłka odbiła się jeszcze od Zorana Arsenicia i zatrzepotała w siatce.
Piast zasłużenie sięgnął po premierowy komplet punktów. A Raków? Cel uświęca środki. Dawida Szwargę i spółkę dopadła pucharowa zadyszka. Sukcesy w eliminacjach Ligi Mistrzów odbywają się kosztem rozgrywek ligowych. Po zeszłotygodniowym remisie z Wartą (2:2) przyszedł czas na porażkę.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.