Przejdź do treści
Rado. Facet, który się nie żegna

Polska Ekstraklasa

Rado. Facet, który się nie żegna

Za wcześnie, by oceniać decyzję Miroslava Radovicia, a także jej konsekwencje. Może bowiem zdarzyć się, że rozkwitnie talent Ondreja Dudy i wszyscy będą szczęśliwi, a może Legia okazać się najbardziej stratna w całym interesie, czego zwiastunem zdaje się klęska z Ajaksem Amsterdam. Tak czy inaczej, polska ekstraklasa straciła gwiazdę. Przykro tylko, że na rzecz drugiej ligi chińskiej.

Rado Facet, który się nie żegna

Najświeższe doniesienia z T-Mobile Ekstraklasy na PiłkaNożna.pl – KLIKNIJ!

To nie był tylko ktoś, kto przez prawie dekadę decydował o obliczu najbardziej medialnego klubu w Polsce. Nie tylko ktoś, kto rozegrał dla niego prawie 330 meczów, zdobył niemal 80 bramek i wywalczył liczne trofea. Odszedł symbol wszystkich najtłustszych momentów w najnowszej historii klubu; choć jak każdy miewał lepsze i gorsze chwile.

Mirek przeżył w Legii kilku trenerów – Dariusza Wdowczyka, Jana Urbana, Macieja Skorżę, Stefana Białasa, Henninga Berga. Ten ostatni nie mógł mu darować, że zostawia zespół i odchodzi w tak ważnym momencie. Co ciekawe, Radović właśnie Berga uważa za najlepszego szkoleniowca, z którym miał okazję pracować. Mimo że najwięcej powinien chyba zawdzięczać komu innemu.

Skorża – strzał w dychę

Wdowczyk go wynalazł, a właściwie klepnął transfer do Legii, Berg oczywiście wymyślił, że Miro może być niezłym fałszywym środkowym napastnikiem, ale to Skorża najmocniej wpłynął na rozwój jego kariery. Były przynajmniej dwa momenty za kadencji tego szkoleniowca, kluczowe dla dalszych losów serbskiego pomocnika. O swoich początkach w seniorach klubu na naszych łamach w 2008 roku opowiadał:

– To był czas Lothara Matthaeusa w Belgradzie. Skończyłem ledwo 18 lat, podchodzi do mnie żywa legenda i oznajmia, że widział kilka moich meczów, i zaprasza na trening pierwszego zespołu. Szok. Długo w to nie wierzyłem, byłem pierwszym juniorem, który otrzymał taką propozycję. (…) W seniorach debiutowałem w serbskiej ekstraklasie, a niedługo potem graliśmy w Lidze Mistrzów przeciwko FC Porto z Jose Mourinho na ławce. Będę pamiętał ten mecz do końca życia, zagrałem 70 minut, a po wszystkim Matthaeus powiedział mi, że mam charakter. Z jego ust to chyba największy komplement.

W czasie pracy ze słynnym Niemcem był już po pierwszej wizycie w Warszawie i meczu przeciwko Legii na oficjalnym pożegnaniu Dragomira Okuki. W wynajmowanym przez klub lokalu w Belgradzie mieszkał m.in. z reprezentantem Czarnogóry znanym z meczów przeciwko Polsce Simonem Vukceviciem, który pół roku przed Rado odszedł do Rosji za 7 milionów euro, potem grał jeszcze w Sportingu Lizbona i Blackburn Rovers w czasie, gdy menedżerem zespołu był Henning Berg. Po Matthaeusie nastały czasy Juergena Roebera, późniejszego szkoleniowca Borussii Dortmund, ale wiadomo było, że MR jest kolejnym graczem na sprzedaż. Legia drążyła rynek bałkański od momentu, gdy właścicielem klubu był doskonale znający region Andrzej Zarajczyk, była zadowolona z Aco Vukovicia i Stanko Svitlicy, a niewiele zabrakło, aby pozyskała Branislava Ivanovicia, kiedy kwotę w ostatniej chwili przelicytowali Rosjanie z Lokomotiwu Moskwa. Jednak Radović to miała być inna, wyższa półka. Z Partizana miał odchodzić już wcześniej, też do Lokomotiwu, za 2 miliony euro, jednak dla władz klubu takie odstępne miało być zbyt niskie. Wtedy był na wznoszącej. W 2006 roku kosztował już 650 tysięcy euro, co było wtedy i tak rekordową kwotą wydaną przez polski klub na transfer z zagranicy.

– Kiedy przyszedłem do Legii, przekazano mi listę zawodników przeznaczonych na sprzedaż. Znajdował się na niej Miro, dlatego na początku miał u mnie stromo pod górę. Dwa razy mocniej niż inni musiał udowadniać, że należy mu się miejsce, ale ostatecznie dopiął swego. Legia, która wtedy sprowadziła sześciu zawodników za kilka milionów złotych, była gotowa oddać go za niewielkie pieniądze. Był jednym z lepiej zarabiających, a na boisku dawał niewiele. Do tego w klubie były osoby, które miały zastrzeżenia do jego profesjonalizmu – wspomina Skorża (za „Przeglądem Sportowym”), który na jeden mecz odesłał nawet Rado do Młodej Ekstraklasy, by szybko przekonać się, że akurat temu zawodnikowi warto jeszcze dać szansę. – Impulsem postępu była zmiana pozycji. Tego wymagała potrzeba chwili. W pomocy brakowało mi kreatywnych zawodników. Czasem asystenci prowadzili zajęcia, a ja siadałem na trybunie i oglądałem je z góry. Raz i drugi spróbowałem Miro w środku pola, a nie na skrzydle. Chciałem, by jak najczęściej miał piłkę przy nodze, bo jego cieszy każde dotknięcie. I to był strzał w dziesiątkę. W ten sposób narodził się lider Legii.

– Fakt, po zmianie pozycji jakby do zespołu ktoś wstawił innego Radovicia – mówi Piotr Włodarczyk, przyjaciel i były partner z drużyny.

Tak naprawdę najsłabiej chyba wiodło mu się podczas pierwszej kadencji Urbana. Legia nie potrafiła sięgnąć po najwyższe zaszczyty, kandydat na gwiazdora często zawodził. Długo później, już po powrocie na Ł3 i wywalczeniu mistrzostwa Polski, Urban, goszcząc w redakcji „PN”, pytany o możliwości asa zespołu, nie miał wątpliwości, że są przeogromne. Jednocześnie przyznał wówczas, że na początku stale wymagał od niego więcej: – Powiedziałem mu nawet, że jak strzeli 10 goli w sezonie, to Legia zostanie mistrzem.

W sezonie 2012-13 wystarczyło pięć trafień, ale w następnym Miro niemalże potroił dorobek (14). Za „pierwszego” Urbana tak dobrze nie było. Poza tym, że grał nierówno (wiosną zazwyczaj lepiej), że wypominano mu oponkę na biodrach, to przylgnęła do niego również łatka gościa próbującego wymuszać faule. W ankiecie ligowców przeprowadzanej przez sportową redakcję stacji Canal+ wielokrotnie wygrywał klasyfikację symulantów, a przemianę po zmianie pozycji na boisku podkreślał nawet w publicznych wypowiedziach sędzia Szymon Marciniak.

– Co tu dużo mówić, tak było – nie zaprzecza Włodarczyk. – Czasem dało się odnieść wrażenie, że zamiast myśleć o zagraniu piłki, szuka możliwości, by się wyłożyć na murawie. Dziwne, że na treningach nie padał… Ale potem mu przeszło. Już nie symulował, za to rządził na boisku.

Byli koledzy z szatni jak jeden mąż wymieniają cechę, która go wyróżnia i reklamuje: – Słowność! On czy Vuko, tacy ludzie nie rzucają słów na wiatr. Jak Miro coś obiecał, tak było – dodaje Włodar.

Bo liczy się rodzina

Na początku trochę szałaput, z czasem wydoroślał. Ślub ze swoją narzeczoną Sandrą wziął, nie informując nawet kolegów. Od tej pory był to już Pan Miroslav, mąż, a wkrótce ojciec trzech synów. Spoważniał, choć nigdy do końca. Wrósł w Warszawę, wiązał (wiąże?) z nią swoją przyszłość. Ma polski paszport, rok temu pierwszy raz zdarzyło się, że na święta nie poleciał do Belgradu. Bo wszystko jest ważne, ale rodzina najważniejsza. Nie da złego słowa powiedzieć, za matkę i ojca do oczu skoczy. Gdy tłumaczy chińską motywację, co chwila wspomina o najbliższych, o potrzebie zapewnienia im bezpieczeństwa. Po narodzinach pierwszego syna, a potem bliźniaków bardzo mocno ograniczył wieczorne przesiadywanie na ulicy Foksal, gdzie był już widywany incydentalnie.

Do historii przeszedł jeden wypad Miro już po przemianie, kiedy i on, i Legia mogli stracić na historii zdecydowanie więcej. 8 maja 2013 roku klub zrobił pierwszy krok do dubletu na krajowym podwórku, zwyciężając w dwumeczu Pucharu Polski ze Śląskiem Wrocław. Po rewanżu rozegranym przy Łazienkowskiej drużyna paliła się do świętowania, ale perspektywa meczu kilka dni później z Jagiellonią w Białymstoku, kiedy w ekstraklasie gra toczyła się jeszcze o pełną stawkę, zmusiła trenera Urbana do zabronienia świętowania i zarządzenia treningu następnego dnia rano. W późnych godzinach nocnych Radović do spółki z Danijelem Ljuboją i świtą znajomych z Serbii natknęli się w jednym z modnych warszawskich klubów nocnych na prezesa Bogusława Leśnodorskiego, któremu zaproponowali drinka. Następnego dnia dzisiejszy współwłaściciel mistrzów Polski stawił się w klubie przed odprawą i zajęciami, żądając od Jana Urbana natychmiastowego usunięcia obu zawodników ze składu.

Ljuboja został po raz kolejny przyłapany na mieście i coraz głośniejsze plotki o niesportowym prowadzeniu się zawodnika od dawna nie podobały się najważniejszym osobom w klubie, ale dla drugiego z winnych to był pierwszy taki występ. Słowo Urbana i innych członków sztabu szkoleniowego odroczyło i w konsekwencji anulowało egzekucję na Rado. W tym momencie to była bomba mogąca wysadzić drużynę z torów w drodze po pewne odzyskanie tytułu mistrzowskiego. Autorytet w szatni Miro w czasie drugiej kadencji JU tylko wzrósł i nie umniejszał go fakt piłkarskiej sławy Ljubo z francuskiej i niemieckiej ekstraklasy. Wielokrotnie podkreślał, że przy nim stał się lepszym piłkarzem. Z Urbanem według mediów nigdy nie miał po drodze, ale to przed sezonem 2013-14 pierwszy raz mocno schudł i wystrzelił z formą. Rundę pokrzyżowało pechowe złamanie ręki i wypadnięcie z najważniejszych meczów tamtej kampanii fazy grupowej Ligi Europy.

– Wiadomo, każdy jest za swoją rodziną, ale ludzie z Bałkanów pod tym względem są szczególni – mówi Piotr Rocki, który przez chwilę zetknął się z Rado w legijnej szatni. – Pamiętam, jak urodziło się dziecko Pance Kumbevowi i zostałem zaproszony do restauracji Mała Serbia na świętowanie tego wydarzenia. Było kilku piłkarzy z Bałkanów, między innymi Rado i Aco Vuković. Co tam się działo! Najpierw toast, potem szklanki za siebie i łup – w podłogę. I śpiewy, i gitary, zobaczyłem, jaką więź tworzą ludzie z Bałkanów. Jeden za drugiego wskoczyłby w ogień, a przecież jednocześnie wspominali wojnę i to, jak się bili między sobą.

Nie przypadkiem to właśnie sporo starszy Vuković wziął młodego Radovicia pod swoją opiekę zaraz po transferze do Warszawy. Nie tylko dlatego, że przychodził z ukochanego klubu Aco, czyli Partizana, którego proporczyk pewnie do dziś dynda się w samochodzie obecnego trenera akademii Legii.

Skoro kosztował 650 tysięcy euro, to trzeba było pomóc mu zmierzyć się z presją. W dodatku na przedsezonowym zgrupowaniu Miro dowiedział się o śmierci ojca, a potem w oficjalnym debiucie (Superpuchar z Wisłą Płock) zdegustowany poczynaniami nowego nabytku Wdowczyk zdjął go z boiska jeszcze przed przerwą. Lekko nie było. Vuko czuwał nad mentalnym rozwojem Mirka. W szatni też nie dawał wejść nowemu na głowę.

Rado, już gwiazda, opowiadał na naszych łamach o początkach w Polsce: – Minął chyba miesiąc od mojego przyjazdu do Polski, kiedy przyszła wiadomość: ojciec nie żyje. Trochę chorował, ale to był szok. Stałem się jedynym facetem w rodzinie, a wylądowałem kilkaset kilometrów od Belgradu, z dala od mamy i siostry. Chciałem się pakować i wracać. Zostałem, chociaż było bardzo ciężko. (…) Śmierć taty odbiła się na moich początkach w Legii. Nie znałem jeszcze języka, ale koledzy tłumaczyli mi niektóre artykuły na mój temat. Nie mam pretensji do dziennikarzy, muszą pisać. Później się odkułem.
O stracie ojca mówił tak samo jak o wojnie – najgorsze już przeżyłem. Do Partizana został wyrwany z rodzinnej miejscowości jako 14-latek. W belgradzkich piwnicach ukrywał się przed nalotami, przerażała go pustka na ulicach, a na treningi wychodził z lecącymi nad głową bombowcami. Tłumaczył, że był zbyt młody, aby wziąć karabin w dłoń i jego pokolenie mogło bronić się tylko normalnością, czyli treningami i walką o lepszą przyszłość.

– Aco faktycznie mocno mu pomagał – potwierdza Marcin Smoliński. – Od początku Miro starał się jak najwięcej rozumieć, ale wysłowić się po polsku za bardzo nie potrafił. Mimo to próbował, i to jak jeszcze. Buzia mu się nie zamykała. Czasem komicznie wszystko przekręcał, ale od początku starał się żyć w zespole. Nie być obok. Nie przypadkiem świetnie nauczył się polskiego języka.

Zamach na Rado

Rósł wraz z drużyną, stadionem i klubem. Ale to, że ma duże możliwości, było widać właściwie od pierwszego sezonu, jeszcze gdy ganiał po skrzydle, ale trafił do najlepszej jedenastki obcokrajowców wtedy Orange Ekstraklasy w naszym plebiscycie. Opinie, że ma jeden zwód na tzw. zamach, są trochę krzywdzące. – Pamiętam, jaką pompkę czasem mieliśmy z Rado, gdy komentowaliśmy te jego zamachy – śmieje się Rocki. – W tej chwili zapomniałem, ale wtedy mieliśmy specjalne powiedzonko, coś z zamachem chłopa w sądzie, kurczę, zabij, ale nie pamiętam, jak to szło. Bo faktycznie, tak kiwał. Ale też bądźmy szczerzy, repertuar zagrań miał i ma o wiele bogatszy. Był znacznie wyżej niż przeciętna ligowa, w ostatnich sezonach przerastał konkurencję. Więcej widział, inaczej podawał. Tych jego specyficznych zacinek można dzieci uczyć. Ja się przynajmniej starałem czegoś od niego nauczyć. A koordynację ruchową ma taką, że jak się rozbuja, to goście z butów wylatują.

Jego często manifestowane przywiązanie do Legii i Warszawy niektórych oczywiście zmyliło. Rado co jakiś czas przecież otrzymywał propozycje transferowe i regularnie je odrzucał. Żałował bodaj raz. W styczniu 2012 roku pojawiła się oferta z grającego wówczas na dnie Ligue 2 AS Monaco. Klub był co prawda w dołku, ale już działał w nim rosyjski biznes. Już mówiło się o rychłym wpompowaniu w zespół 100 milionów euro i powrocie do elity. Legia wyceniała swoją gwiazdkę na mniej więcej 2 miliony euro, ASM oferował ponad milion. Prawdopodobnie porozumienie dałoby się osiągnąć, ale sam piłkarz chyba do końca nie był przekonany, a do pozostania namawiał go również Skorża. – Gdyby chodziło tylko o finanse, już by mnie nie było – mówił. Później, już na chłodno, gdy okazało się, że do Monaco ściągnięto piłkarzy pokroju Radamela Falcao czy Jamesa Rodrigueza, a obaj poprowadzili klub do sukcesów, Miro nazwał siebie debilem. Przychylając się niejako do wcześniejszych opinii kolegów z szatni, którzy od początku nie mogli zrozumieć, jak można było odesłać ASM z kwitkiem.

Kiedy kilka miesięcy temu, rozmawiając ze Skorżą, zapytaliśmy go, jakiego piłkarza z polskiej ekstraklasy wziąłby do Lecha natychmiast. Odparł: – Miro Radovicia. Świetnie mi się z nim współpracowało.

Wróci do domu?

Rado do Lecha jednak nie trafi. W lutym przyjął ofertę Hebei China Fortune i zdecydował się opuścić ukochany klub dla chińskiej drugiej ligi. W listopadzie ubiegłego roku, przedłużając z Legią umowę do 2018 roku, pozwolił wykreślić z nowego kontraktu sumę odstępnego (500 tysięcy euro), dzięki czemu klub zabezpieczył swoje interesy. Oferta Chińczyków była bardzo dobra, sięgnęła ponoć 2 milionów euro. I dużo, i mało, ponieważ zależy, jak liczyć. Czy rzeczywiście dużo, okaże się najpierw w czerwcu, a później w lipcu i sierpniu…

Drużyna i Berg stracili przede wszystkim lidera szatni z prawdziwego zdarzenia. Wprowadzającego ład do międzynarodowego i generacyjnego tygla, w którym bronił się zawsze czysto piłkarskimi umiejętnościami. Zawsze dający z siebie sto procent na treningu. Po zajęciach najchętniej uciekał do domu, do rodziny, na obozach szerokim łukiem omijał turnieje play station, ale każdy z zawodników mistrzów Polski, zapytany o najlepszego kumpla na bliższej lub dalszej pozycji, zawsze wymieniał Rado. Kiedy w grudniu 2013 roku zespół wracał z przegranego 1:3 meczu Pucharu Polski z Górnikiem Zabrze i do drużyny zaczęły docierać pierwsze wiadomości o rychłym zwolnieniu Urbana, legijna młodzież, z Michałem Kucharczykiem, Bartoszem Bereszyńskim na czele, udała się na tył autokaru, aby zapytać o zdanie Serba. Dla młodych zawodników zawsze miał dobre słowo i żywo się nimi interesował, z każdym na wstępie przeprowadzał wywiad: skąd jest, gdzie i z kim grał. Kiedy kilka lat temu w interweniującego Jana Muchę agresywnie wszedł Daniel Gołębiewski, Rado nie wybaczył mu nigdy i między piłkarzami zawsze na boisku było elektrycznie.

– Nie chcę się żegnać, bo wcześniej czy później tutaj wrócę. To mój dom – mówił, przekazując muzeum Legii medale i nagrody zdobyte podczas gry dla warszawskiego klubu, między innymi dwie statuetki otrzymane od „Piłki Nożnej” – dla Ligowca Roku 2014 i Obcokrajowca Roku 2011.

Co zastanie Rado w drugiej lidze chińskiej? Duże pieniądze, podobno pięciokrotnie większe niż w Warszawie, jeszcze większe oczekiwania, garstkę kibiców, kiepskie stadiony i murawy, jedzenie, do którego będzie musiał przywyknąć, słabiutkich partnerów, nieustanne zgrupowania i dalekie podróże na mecze, dobrego trenera-rodaka. Jeśli będzie grał za pięciu, awansuje do ekstraklasy. Jeśli nie – zostaną mu tylko pieniądze. I wspomnienia…


Michał CZECHOWICZ
Zbigniew MUCHA



Cały artykuł można znaleźć w najnowszym numerze Tygodnika „Piłka Nożna”

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 28/2026

Nr 28/2026

Polska Ekstraklasa

Z Arsenalu do Cracovii. Młody pomocnik przy ul. Kałuży

Cracovia tego lata nie jest specjalnie aktywna na rynku transferowym, skupiając się głównie na ściąganiu młodych i perspektywicznych piłkarzy. Kolejny z nich właśnie zawitał przy ul. Kałuży.

2024.05.19 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
N/z Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.05.19 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie! Górnik Zabrze z kolejnym transferem!

Nowy obrońca melduje się w Zabrzu. Maximilian Dietz podpisał kontrakt z triumfatorem Pucharu Polski!

2026.05.23 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
N/z Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2026.05.23 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Reprezentant Polski zmienia klub! Zostały już tylko formalności!

Związany z Górnikiem Zabrze Kryspin Szcześniak będzie miał nowy klub. Według mediów, zawodnik zmieni barwy, ale pozostanie w PKO BP Ekstraklasa.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Kryspin Szczesniak 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?

Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.

2026.07.16 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Gornik Zabrze
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2026.07.16 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Gornik Zabrze 

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Cracovia przedłużyła kontrakt i wypożyczyła zawodnika

Bartosz Biedrzycki podpisał nową umowę z Cracovią. Jednocześnie Pasy postanowiły wypożyczyć 23-latka do pierwszoligowej Odry Opole.

2025.08.03 Krakow
Pilka nozna , PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/26
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
N/z Bartosz Biedrzycki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2025.08.03 Krakow
Football Polish top league , 2025/2026 season
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
Bartosz Biedrzycki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus
Czytaj więcej