Okładkowy temat jest bardzo delikatny. Sprawa: powołanie dla Miro Radovicia do reprezentacji Polski, jest rozgrywana – kuluarowo – od kilku tygodni, ale nie została zamknięta. I to w sytuacji, gdy wszyscy, którzy mogą być zainteresowani – a zatem selekcjoner Adam Nawałka, szefostwo PZPN i kluczowy zawodnik Legii – chcą tego samego. Czyli występów urodzonego w Gorażde obywatela Polski w biało-czerwonych barwach. Problem w tym, że ktoś musi zrobić pierwszy oficjalny krok, ale akurat na to dotąd nie znalazł się chętny.
To nie jest tak, że Nawałka nie rozmawiał z Radoviciem. Bo rozmawiał. Nasz selekcjoner bardzo ceni Mirka. Na tyle, że gdyby usłyszał jasny sygnał od zawodnika o zainteresowaniu biało-czerwonymi barwami, natychmiast by go powołał. Zdaje sobie bowiem sprawę, że takiego piłkarza w tym momencie w kadrze nie ma. I bardzo takiego potrzebuje. Tyle tylko, że z jakiegoś powodu wolałby, aby wstępna deklaracja padła z ust legionisty. Zapytacie, skąd o tym wiem? Zgadnijcie, ale dla ułatwienia dodam, że lepszego źródła być nie może…
Nie jest też tak, że Radović nie daje do zrozumienia, że zmienił zdanie, które kiedyś publicznie wypowiedział o grze dla nowej ojczyzny. Bo daje, wystarczy przeczytać wywiad tygodnia z Mirkiem, który publikujemy na stronach 4-5 tego wydania tygodnika „Piłka Nożna”. Tyle że jest dumnym człowiekiem, na takiego został wychowany – jak pewnie zresztą większość ludzi mieszkających na Bałkanach – i zwyczajnie jest mu niezręcznie zgłaszać akces do reprezentacji przybranego kraju, w którym mieszka od ośmiu lat. I chce spędzić resztę życia. Zwłaszcza że kiedyś – będąc młodym, niedoświadczonym życiowo człowiekiem i gdy nie posiadał jeszcze polskiego paszportu – złożył niepotrzebne, ale sprzeczne z dzisiejszymi planami oświadczenie. Gdyby jednak dostał zaproszenie do kadry, w dwie minuty spakowałby się i stawił na wezwanie trenera Nawałki. Zapytacie, skąd o tym wiem? Zgadnijcie, ale dla ułatwienia dodam, że lepszego źródła być nie może…
Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że na szczycie szczytów w PZPN, gdzie także włączone zostało zielone światło dla powołania dla Radovicia, także panuje przekonanie, iż to legionista powinien jako pierwszy publicznie zabrać głos. Co nie oznacza, że szef wszystkich szefów nie poruszał tej kwestii z zawodnikiem, który znalazł się na celowniku selekcjonera Nawałki. Bo poruszał. Zapytacie, skąd o tym wiem? Nie pytajcie, nie powiem, ale możecie mi wierzyć, że telefon został wykonany. Zresztą teraz to ja zamierzam zadać pytanie: ile jeszcze potrzeba zmarnować czasu, żeby rozwiązać tak prostą sprawę, jak wysłanie powołania do kadry dla najlepszego polskiego ligowca ostatnich lat?
Niemcy jakoś nie mają dylematów moralnych związanych z asymilacją najlepszych graczy Bundesligi, którzy nie urodzili się w granicach Bundesrepubliki. Francuzi też nie mieli obaw przed oparciem – w dużej mierze – drużyny, która zdobyła mistrzostwo świata w 1998 roku, na zawodnikach mających inne niż francuskie pochodzenie. Zresztą Zbigniew Boniek też ma doświadczenie w sprawach o naturalizację, bo jako wiceprezes PZPN stał za wywalczeniem paszportu dla Emmanuela Olisadebe, co przełożyło się na awans do finałów MŚ 2002. Dlaczego więc – w dobie otwartych granic – jeszcze raz nie pójść śmiało, bez ogródek, z otwartą przyłbicą, tą drogą?
Radović nie tylko czuje się Polakiem i chce zostać u nas na zawsze, ale i rewelacyjnie mówi w naszym języku. Na takim poziomie, o jakim Sebastian Boenisch, Eugen Polanski, nie wspominając o Ludo Obraniaku czy Damienie Perquisie – przy całym szacunku dla wszystkich wymienionych – mogą jedynie pomarzyć. Z komunikacją nie będzie miał więc żadnych problemów. A skoro, tak zakładam, nikogo nie trzeba przekonywać od strony merytorycznej do tego, że Rado wniesie nową jakość do naszej drużyny narodowej, wnioskuję, aby wreszcie przerwać tę swoistą grę wokół powołania. Czasu na budowę reprezentacji nie ma przecież prawie wcale, najlepiej zatem, aby legionista znalazł się w kadrze już na mecz z Niemcami. A jeśli – ze względów proceduralnych albo innych – to niemożliwe, to najpóźniej na spotkanie z Litwą. Już naprawdę nie ma sensu dzwonić albo stroić min, tylko pisać trzeba powołanie.
Zbyszek, Adam – proszę – nie zmarnujcie tego podania od „Piłki Nożnej”, tylko wykończcie (jak najszybciej!) w ładnym stylu akcję: Radović do polskiej kadry. Z góry, w imieniu kibiców, dziękuję!
Adam Godlewski
Obszerny wywiad z Miroslavem Radoviciem do odnalezienia w najnowszym wydaniu tygodnika „Piłka Nożna”! Już w kioskach!
Jakub Błasczykowski po Gali Tygodnika „Piłka Nożna”. „Myślałem, że wygra Oskar Pietuszewski”
Jednym ze znakomitych gości Gali 2026 był Jakub Błaszczykowski, który do hotelu Hilton przybył wraz z małżonką Agatą. Piłkarz Roku 2010 i 2012 chętnie skomentował tegoroczne nagrody.
Co z Pietuszewskim w reprezentacji? Jan Urban zabiera głos!
Oskar Pietuszewski jest ostatnio na ustach wielu kibiców, chcących zobaczyć go w pierwszej reprezentacji. O młodym talencie FC Porto wypowiedział się selekcjoner Jan Urban.
Gala Tygodnika „Piłka Nożna”. Piłkarz Roku 2025 – Robert Lewandowski
Czy Robert Lewandowski jest najlepszym piłkarzem w historii Polski, pozostaje kwestią otwartą. W futbolu nie ma obiektywnej miary pozwalającej szacować klasę poszczególnych sportowców, każdy ma prawo do subiektywnego spojrzenia i własnego wyboru. Być może ktoś, kiedyś, przez krótki czas grał lepiej niż Lewy. Natomiast nie ma żadnych wątpliwości co do trzech kwestii:
Gala Tygodnika „Piłka Nożna”. Piłkarka Roku 2025 – Ewa Pajor
Po raz szósty w karierze i czwarty z rzędu Ewa Pajor została wybrana Piłkarką Roku w plebiscycie tygodnika „Piłka Nożna”. Po takich 12 miesiącach w jej wykonaniu po prostu nie mogło być inaczej.