Mogli zostać wiceliderami tabeli PKO BP Ekstraklasy, lecz wciąż zajmują miejsce numer trzy. Piłkarze Rakowa Częstochowa nieoczekiwanie tylko zremisowali z Górnikiem Łęczna.
Marek Papszun nie miał dziś powodów do zadowolenia. (fot. Łukasz Krajewski/400mm.pl)
Zdecydowanym faworytem potyczki byli goście. Dotychczas przegrali oni tyle spotkań ligowych, ile gospodarze wygrali – jedno. Przed startem rywalizacji zajmowali trzecie miejsce w tabeli, tracąc dwa punkty do wicelidera. Beniaminek był ostatni i nawet zwycięstwo nie zapewniłoby mu wydostania się ze strefy spadkowej.
W pierwszej połowie Raków wywiązał się ze swojej roli o tyle, że miał przewagę. Nie zdołał jej jednak wykorzystać. Szwankowało i kreowanie sytuacji, i ich wykorzystywanie. Na początku pomylił się Tomas Petrasek, który uderzył głową nad poprzeczką. Na końcu nie spisał się Fran Tudor, który podszedł do rzutu karnego – wywalczył go Andrzej Niewulis, faulowany przez Tomasza Midzierskiego – i trafił w słupek.
Po przerwie nic się nie zmieniło. Goście przeważali, ale nie miało to żadnego wpływu na rezultat. Zapewne byłoby inaczej, gdyby nie dobrze dysponowany Maciej Gostomski, który raz za razem zatrzymywał piłkę po strzałach przeciwników. Golkiper beniaminka był głównym architektem remisu.
Ten nie pozwolił Górnikowi Łęczna opuścić ostatniego miejsca w tabeli PKO BP Ekstraklasy. Większy zawód może jednak odczuwać Raków Częstochowa, który wciąż jest trzeci.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.