„Rambo” reaktywacja, czyli jak Aaron Ramsey stał się liderem Arsenalu
Kiedy 27 lutego 2010 roku Aaron Ramsey na noszach i pod tlenem był znoszony z murawy Britannia Stadium, wydawało się, że jego dalsza kariera stanęła pod wielkim znakiem zapytania. Ponad trzy lata po tym wydarzeniu, o tym, że Walijczyk był na krawędzi już mało kto pamięta, a on sam wyrósł na jednego z najlepszych pomocników Premier League.
Ramsey trafił do północnego Londynu w 2008 roku z Cardiff City. O jego usługi oprócz Arsenalu walczyły także takie firmy jak Manchester United i Everton, jednak sam zawodnik uznał, że najlepszych ruchem będzie dostanie się pod skrzydła Arsene’a Wengera. Francuski menedżer słynie z umiejętności szlifowania młodych talentów i chociaż czasami zajmuje mu to troszkę więcej czasu, to z perspektywy tych kilku lat Ramsey raczej nie może narzekać, mimo tego, że jak już wspomniano na początku, nie zawsze było kolorowo, a momentami wiatr bardzo mocno wiał mu w oczy.
Początki reprezentanta Walii na Emirates Stadium nie były imponujące. Na debiut w Premier League czekał on do listopada 2009 roku. Do końca roku zaliczył kilka kolejnych występów i udało mu się otworzyć swoje konto strzeleckie. Mniej więcej w tym samym czasie otrzymał nagrodę dla najlepszego piłkarza młodego pokolenia w Walii, a dziennikarze na Wyspach coraz częściej zaczęli wróżyć mu karierę na miarę samego Roya Keane’a. Karierę, która została brutalnie przerwana, a niewiele brakowało, by została całkowicie zakończona.
Makabryczne złamanie
Przyszedł bowiem pamiętny 27 luty 2010 i mecz Arsenalu ze Stoke City. Podczas starcia z kapitanem The Potters, Ryanem Shawcrossem Ramsey doznał jednej z najbardziej koszmarnych kontuzji w historii futbolu. Zderzenie dwóch zawodników było na tyle silne i dynamiczne, że noga Walijczyka go nie wytrzymała. Efekt? Otwarte złamanie nogi, kości strzałkowa i piszczelowa w drzazgach oraz liczne uszkodzenia ścięgien i więzadeł. – To jakiś koszmar. Niedawno wszyscy oglądaliśmy poważny uraz Eduardo, a teraz tak okropna kontuzja przytrafiła się Aaronowi. Za dużo tego jak na jeden zespół – komentował ówczesny kapitan Arsenalu, Cesc Fabregas. Suchej nitki na piłkarzach Stoke i menedżerze tego zespołu, Tonym Pulisie nie zostawił z kolei Wenger. – To hańba, że tak młody i utalentowany zawodnik został nagle brutalnie pozbawiony możliwości gry w piłkę. Jestem w szoku. To nie był futbol – grzmiał Francuz. – Eduardo, Abou Diaby, a teraz Ramsey. Tracimy już trzeciego piłkarza w skutek brutalnego i nieodpowiedzialnego wejścia – dodał.
Młody Walijczyk przez wiele miesięcy ciężko pracował, by wrócić do zdrowia i w październiku 2010 roku zaczął swój pierwszy trening od momentu spotkania na Britannia Stadium. Wiadomo, po tak długiej przerwie co chwilę łapały go kontuzje mięśniowe, po których co jakiś czas musiał pauzować. W Arsenalu nie miał większych szans na odbudowanie się fizycznie, dlatego, gdy tylko pojawiła się oferta z Nottingham Forest, Wenger zdecydował się na krótkie wypożyczenie Ramseya. Potem przyszedł jeszcze czas na powrót do Cardiff City i ostateczną reaktywację kariery w północnym Londynie 25 lutego 2011 roku. Od tego czasu losy Walijczyka na Emirates Stadium toczyły się naprawdę różnie. Wzloty i upadki, mecz gorsze przeplatane tymi lepszymi, jednak to wciąż nie było to na co liczyli kibice.
Ramsey reaktywacja
Arsene Wenger raz jeszcze jednak udowodnił, że ma przysłowiowego trenerskiego nosa i cały czas wierzył w Ramseya. Wierzył w to, że jego czas w końcu nadejdzie, być może nie za miesiąc, nie za pół roku, ale jego talent ostatecznie wybuchnie. I co się okazało? Że miał rację. Aaron Ramsey faktycznie kazał na siebie czekać dość długo, ale w końcu zapomniał o traumie związanej z koszmarną kontuzją i rozwinął skrzydła.
Przełomowy okazał się bieżący sezon. Pomocnik Kanonierów imponował formą już podczas letnich przygotowań, jednak i tak niewielu stawiało na to, że uda mu się wywalczyć miejsce w pierwszym składzie. Konkurencja w drugiej linii Arsenalu jest przecież spora. Wilshere, Cazorla, Rosicky, Arteta, a w ostatnich tygodniach doszli Oezil i Flamini. To jednak Ramsey jest aktualnie absolutnym pewniakiem w talii Wengera i nie można się temu dziwić. 22-latek w Premier League rozegrał jak do tej pory pięć spotkań, w których strzelił już trzy gole i zaliczył jedno decydujące podanie przy bramce kolegi. Całkiem nieźle jego dorobek wygląda także jeśli chodzi o rozgrywki międzynarodowe, w których udało mu się strzelić trzy gole w dwóch starciach z Fenerbahce (El. LM) oraz jedną bramkę w meczu z Marsylią już w fazie grupowej. Do tego wszystkiego, Ramsey dołożył także gola podczas starcia z Macedonią w ramach eliminacji Mistrzostw Świata.
Jak więc widać, że Walijczyk znajduje się w morderczej formie, co doskonale przewidział swego czasu Arsene Wenger. – Wierzę, że Aaron w końcu będzie strzelać, a jak już zacznie, to nie będzie można go zatrzymać. Wtedy złapie odpowiedni luz w swojej grze i kolejne gole będą się sypać jak z rękawa – powiedział w kwietniu 2012 roku. Czyż nie były to prorocze słowa? Popularny „Rambo” wrócił na do gry, ma pełen magazynek i można w ciemno zakładać, że kilku bramkarzy jeszcze w tym sezonie ustrzeli.
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.