Weekendową rywalizację w PKO BP Ekstraklasie zwieńczy starcie Rakowa Częstochowa z Lechem Poznań. Drużyn, które w środku tygodnia odpadły z Fortuna Pucharu Polski.
Szwarga wierzy w swoich podopiecznych. (fot. 400mm.pl)
W ćwierćfinale nie dały rady odpowiednio Piastowi Gliwice i Pogoni Szczecin. Zawiodły kibiców, zbierając sporo krytyki. Zaprzepaściły szansę na trofeum. Wywołały kolejne pytania o postawę w bieżącym sezonie.
To już jednak historia. Co się stało, to się nie odstanie. Należy zareagować na niepowodzenie, najlepiej zwycięstwem w lidze.
Dla Rakowa oznaczałoby ono wyprzedzenie Legii Warszawa, awans na piąte miejsce w tabeli i zmniejszenie straty do lidera do sześciu punktów, mając jeden zaległy mecz. Całkiem dobra perspektywa.
Problem w tym, że Lech w rundzie wiosennej jeszcze nie przegrał. Sam chce gonić Śląsk Wrocław, a jeśli zwycięży, zostanie wiceliderem z dwoma oczkami straty do Wojskowych.
– Nie czujemy się ranni, chcemy po prostu pokazać, że jesteśmy dobrym zespołem. Przegraliśmy ważny mecz, pod względem mentalnym czujemy złość i cierpienie. Nie zamierzamy jednak skupiać się na historii, tylko działać. Zmniejszyliśmy straty do lidera, mimo że w okresie przygotowawczym to było aż 8 pkt. Jesteśmy gotowi do dalszej walki – zaznaczył na konferencji prasowej Mariusz Rumak.
– Spotkają się dwie drużyny, które odpadły z Pucharu Polski. Po meczu w Gliwicach jakiekolwiek usprawiedliwienia nie będą mieć takiego znaczenia, jak nasza postawa na boisku, która pokaże i udowodni, że my jako sportowcy, chcemy właściwie zareagować. Reakcja będzie powrót do naszych podstaw nie tylko w postaci organizacji gry, tego jak będziemy chcieli zagrać taktycznie, ale też boiskową determinację i energię. Jestem głęboko przekonany, że pokażemy to od pierwszych minut – powiedział z kolei Dawid Szwarga.
Stawka rywalizacji znana. Godzina rozpoczęcia też – 17:30.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.