Dawno nie widziałem meczu, w którym drużyna, która przez większość czasu gry była wyraźnie lepsza, przegrała tak wyraźnie. Real aż do utraty drugiej bramki dominował w środku pola, wyłączył Messiego z gry, sam atakował z polotem i werwą tak, że obrona Barcy raz za razem trzeszczała, a nawet pękała. Gol wisiał na cieniutkim włosku, jednak ten włosek się nie zerwał.
To wszystko, co robili zawodnicy Santiago Solariego, zdało się na nic, bo zawodziła skuteczność. Pech Realu polegał na tym, że do najlepszych sytuacji dochodził nie Karim Benzema (choć on też jedną miał i ją zmarnował), ale Vinicius. A ten nie ma dobrze ułożonej nogi, za bardzo się podpala, w momencie oddawania strzału wszystko robi nie tak, jak trzeba. Przydałyby mu się korepetycje u Cristiano Ronaldo, niestety, ten jest już w Turynie. W Barcelonie podobny pod wieloma względami do Viniciusa Ousmane Dembele nie strzelał, tylko asystował. To była istotna różnica.
Mecz na Santiago Bernabeu był lustrzanym odbiciem niedawnego spotkania Realu w Amsterdamie w Lidze Mistrzów. Tam dominował Ajax, lecz marnował swoje sytuacje, a Los Blancos okazali się zimnokrwistymi mordercami. Teraz przybrali inna rolę – zdolnego „underdoga”, któremu nerwy nie pozwalają zrobić krzywdy mistrzowi. Zupełnie niepotrzebnie, bo ekipa z Madrytu jest znakomita!
Santiago Solari stawia w ataku na Viniciusa i Lucasa Vazqueza – obok Benzemy. Dzięki fantazji i pracowitości tej dwójki gra Los Blancos jest momentami porywająca. Ale gdyby od początku zagrali Gareth Bale i Marco Asensio, to zapewne sytuacji byłoby mniej, za to skuteczność wyższa. Pewnie doświadczony trener mógłby przewidzieć, co się stanie. Ale Solari dopiero uczy się zawodu. Jest takim trenerem, jakim Vinicius piłkarzem.
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.