Osiemnaście kolejnych zwycięstw
odniosła przed prawie dekadą Barcelona pod wodzą Franka Rijkaarda. Wczoraj ten
rekord ligi hiszpańskiej, czy raczej tamtejszych klubów, bo chodzi o wygrane na
wszystkich frontach, wyrównał Real Madryt. A już we wtorek wedle wszelkich
znaków na niebie i ziemi go pobije, bo w Lidze Mistrzów zagra u siebie z
Ludogorcem.
W spotkaniu z Espanyolem Leo Messi postara się zmniejszyć stratę do liderującego w klasyfikacji strzelców Cristiano Ronaldo
Próbę wyjaśnienia przyczyn tak znakomitej
passy zespołu Carlo Ancelottiego podejmuję w artykule, który ukaże się w
najbliższej „Piłce Nożnej” – zapraszam we wtorek do kiosków. Ale po meczu z
Celtą Vigo można powiedzieć jedno, co nie było do końca widoczne dotychczas:
gra Realu w defensywie bliska jest doskonałości. Wynika to ze znakomitej formy
całej ósemki obrońców, jakich Carleoto ma w kadrze, ze znakomitej między nimi
współpracy, asekuracji, jak również z faktu, że gracze ustawieni przed nimi gotowi
są do wszelkich poświęceń by im pomóc, biegają do tyłu niezmordowanie. Celta
była wczoraj trzymana przez Real na duży dystans od bramki Ikera Casillasa, bez
prawa podejścia, można powiedzieć. A w ataku Los Blancos, choć genialnie nie
grali, potrafili zadać dwa śmiertelne ciosy. Dwa, bo pierwszego gola podarował
im sędzia. Z tym że w odróżnieniu od większości podobnych przypadków, tym razem
ten niesprawiedliwy gol nie miał chyba żadnego znaczenia dla przebiegu meczu, gdyby
nie padł, w drugiej połowie wszystko potoczyłoby się tak samo.
Przy okazji rekord pobił też CR7.
Strzelił wczoraj swojego hat-tricka numer 23 w Primera Division, stając się jej
rekordzistą. Przekroczył przy tym liczbę 200 goli w lidze, zatem można
powiedzieć, że żwawo rzucił się w pogoń za jej świeżo upieczonym rekordzistą Leo
Messim.
Który to Leo wraz z kolegami zagra
dziś przeciwko Espanyolowi. Jeśli do jakiegoś meczu drużyn z jednego miasta
nijak nie da się zastosować w prognozach oklepanego określenie, że derby rządzą
się własnymi prawami, to właśnie chyba do tego. Espanyol gra bowiem nierówno,
bezstylowo, niesolidnie, ma niepoukładaną obronę i chaotyczny atak. Czyli w
prezentowanym przez zespół Sergio Gonzaleza futbolu nie ma żadnego z tych elementów,
które są konieczne w komplecie, by myśleć o zrobieniu krzywdy Barcelonie.
Celta miała je wszystkie, co pozwoliło
jej wygrać na Camp Nou, ale nie uchroniło od porażki na Santiago Bernabeu, choć
postawiła się dzielnie. To ilustruje obecną różnicę między ekipami z Katalonii
i Kastylii. Ale dziś Barca powinna wygrać wyżej niż Real wczoraj.
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.