169. ligowe El Clasico dla Realu Madryt! Królewscy zaprezentowali wybitny – szczególnie w drugiej połowie – futbol i zasłużenie wygrali z Barceloną (3:1). Dzięki temu zwycięstwu Los Blancos zmniejszyli dystans do Dumy Katalonii w ligowej tabeli do zaledwie jednego punktu. A sam mecz? Ciężko to opisać słowami. To po prostu trzeba przeżyć i zobaczyć. Futbol na najwyższym, wręcz galaktycznym poziomie.
Ronaldo wraz z kolegami mógł się cieszyć z wygranej w El Clasico
Kiedy Madryt rozpoczyna kolejny akt swojej świętej wojny z Barceloną, cały świat wstrzymuje oddech. Na Gran Derbi czekaliśmy od kwietnia i można ponad wszelką wątpliwość stwierdzić, że było warto. Jeśli ktoś wcześniej oglądał T-Mobile Ekstraklasę, to mógł przeżyć niemały szok, ponieważ od samego początku mecz był toczony w niesamowitym tempie, nieosiągalnym dla piłkarzy z naszego podwórka.
Fachowcy i bukmacherzy w roli faworyta stawiali Królewskich, jednak ich analizy już w 3. minucie można było wyrzucić do kosza. Neymar przyjął bowiem piłkę na skraju pola karnego, dostrzegł bierność Pepe i Carvajala, podciągnął kilka metrów i uderzył nie do obrony. Iker Casillas próbował interweniować, ale piłka wpadła do siatki tuż obok słupka.
Real nie przejął się straconym golem i ruszył do ataków. Swoje szanse mieli Karim Benzema i James Rodriguez, ale najlepszą okazję na strzelenie gola zmarnował… Leo Messi. Argentyńczyk otrzymał kapitalne podanie od Luisa Suareza z lewego skrzydła i mając przed sobą tylko bramkę, okrutnie spudłował. Lider Barcy zmarnował jeszcze w pierwszej połowie jedną dogodną szansę, a jakby tego było mało, po dwóch ostrych wejściach został ukarany żółta kartką.
Jako się rzekło, gospodarze także nękali swoich rywali i w 35. minucie dopięli swego. Marcelo po szarży na skrzydle posłał piłkę pod bramkę Barcelony. Próbę przecięcia tego dośrodkowania podjął Gerard Pique, który zagrał jednak ręką i sędzia musiał wskazać na „wapno”. Do piłki podszedł oczywiście Cristiano Ronaldo, który pokonał Claudio Bravo i zakończył jego passę 753 minut bez puszczonego gola.
Jak się okazało, nie był to jedyny gol puszczony przez bramkarza Barcelony w tym El Clasico. Kilka minut po przerwie Bravo musiał skapitulować po trafieniu Pepe. Portugalczyk idealnie znalazł się przed bramką rywali i po dośrodkowaniu z rzutu rożnego głową posłał piłkę do siatki. Real objął prowadzenie, a Estadio Santiago Bernabeu oszalało z radości.
Gospodarze grali lepiej, ewidentnie złapali wiatr w żagle. W 61. minucie Duma Katalonii w kompletnie kuriozalny sposób rozegrała rzut rożny, który zakończył się kontratakiem Realu. Tytaniczną pracę w tej sytuacji wykonał Isco, ale wszystko wykończył wypuszczony na dobrą pozycję Benzema, który mają przed sobą jedynie Bravo, posłał piłkę w kierunku dalszego słupka.
Po tym ciosie Barcelona już się nie podniosła. Goście nie składali co prawda broni, ale ich ataki nie były w stanie zagrozić bramce Casillasa. Mądrze grający Real dowodzony z ławki rezerwowych przez Carlo Ancelottiego nie dał sobie odebrać takiej przewagi i dowiózł zwycięstwo do końca, a niewiele brakowało, by podwyższył wynik i pogrążył rywala do końca.
To był świetny, wybitny mecz, ale inaczej być nie mogło. Przy takim natężeniu gwiazd w obu zespołach, można było w ciemno zakładać, że będzie to magiczny wieczór w Madrycie. Jedno jest pewne, sympatycy Los Blancos na pewno wcześnie nie położą się dzisiaj do swoich łóżek.
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.